|
[Harry Potter. vol4]
|
|
19.07.2008, 21:08
Post: #16
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
- Więc chodźmy, bo nie mam pojęcia gdzie się składa jeńców.
[...] Zdradliwa wena. Raz jest, raz jej nie ma. Choć pot wstępuje na czoło jak morena. [...] [...] Przeważnie, zachowuje sie poważnie. Przewaznie, nikogo nie drażnie. [...] [...] Pragnę byc nietypowy, niepowtarzalny, jednorazowy i oryginalny. [...] |
|||
|
19.07.2008, 21:11
Post: #17
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Amy zaprowadziła go do Neville'a, który zajął się jeńcem. Stali teraz sami w korytarzu. Żadne z nich nie śmiało się odezwać. Nie musieli. Rozumieli się bez słów.
|
|||
|
19.07.2008, 21:17
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2008 21:19 przez KenJi.)
Post: #18
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Alex stał jak tępy słup i nie miał pojęcia co powiedzieć. Wkońcu gdy się odważył i otworzył usta zaraz je zamką. Rozmowa o rodzicach raczej sie na ta chwile nie nadaje powiedział sobie w duchu po czym żucił szybko
- Wiesz gdzie mogę znaleźć jakąś kime? Nie spałem od... od, 15 godzin. -był pewien, że to było totalnie bez sensu, ale ciągną dalej - pojdziemy do jakiejś kawiarni bo zgłodniałem. Chciał się uderzyć pięścią w twarz ale się powstrzymał. Kawiarnia?? Pod ziemia?? Co za totalny brak taktu... Do kawiarni zreszta nie chodzi sie cos jeść, juz predzej to do baru. Ale ja jestem głuuuuuupi!! - załamał się wewnętrznie i lekko poddenerwowany czekał na odpowiedź Amy. [...] Zdradliwa wena. Raz jest, raz jej nie ma. Choć pot wstępuje na czoło jak morena. [...] [...] Przeważnie, zachowuje sie poważnie. Przewaznie, nikogo nie drażnie. [...] [...] Pragnę byc nietypowy, niepowtarzalny, jednorazowy i oryginalny. [...] |
|||
|
19.07.2008, 21:50
Post: #19
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Amy zaśmiała się. Ostatnio nieczęsto jej się to zdarzało.
- Chodźmy do mnie. Zrobię kolację, będzie fajnie. |
|||
|
20.07.2008, 01:12
Post: #20
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Darren postanowił zabrać się do bazy Voldemorta. Dla obu stron był jedynie goncem, posłańcem jakiegoś potężnego czarodzieja, który trzymał rękę na pulsie. Który działał i zbierał informacje by je potem sprzedał. Nie mieli podstaw twierdzić, że to on był owym tajemniczym "Handlarzem", opłacającym wszystkich informatorów jacy działali dla obu stron. To on selekcjonował i wybierał które informacje komu przekazać. Generalnie, traktował to jako niekończący się zarobek i dbał o to, by żadna ze stron nie zyskała przewagi, gdyż to oznaczałoby wyczerpanie się jego żyły złota.
Przez przypadek był świadkiem zajścia z sectusemprą. Uśmiechnął się wesoło i szybko posłał sowę do jednego ze swoich ludzi w obozie rebeliantów, żeby szybko dowiedział się co to za gość oberwał, jakie ma obrażenia, oraz przygotował raport o nim i o jego rodzinie. Na pewno się przyda. Był wybitnie uważnym obserwatorem, więc odnotował dokładnie kanał w którym zniknęli oraz obecność śledzącej ich czarownicy na miotle. Czarownicę ową poznawał i usmiechnął się, zastanawiająć się czy soprzedać jej informację o obecnej kryjówce zbiega... w każdym bądź razie będzie musiał zbiegów tedy poinformować o planowanym najeździe na kryjówkę. Hm. Też miło. Poczekał więc, aż czarownica na miotle da za wygraną i odejdzie do jakiegoś budynku. Darren udał się tam za nią i wpadł usmiechając się od ucha do ucha -Witam szanownych popleczników Czarnego Pana! Zgodnie z umową, mam kilka ciekawych informacji, które Handlarz zgodził się udostępnić! "I'm incurable but durable it's easy to see Lack of restraint is a complaint of those around me I know that others postpone Gratification well I lack that affectation" |
|||
|
20.07.2008, 11:34
Post: #21
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Ririn wzdrygnęła się na sam dźwięk głosu Darrena. Owy młodzieniec wybitnie ją denerwował, ale zawsze miał jakieś ważne informacje to fakt. W tym momencie był tu jednak zbędny, dziewczyna jak najszybciej musiała przekazać informacje o kryjówce do wyższego szczebla. Ale mus to mus jak się rzekło. Pozwoliła, by na jej ustach zagościł słodki uśmiech i zwróciła się do Darrena.
-Anderton, no proszę w samą porę. Mów co tym razem wiesz ciekawego. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
20.07.2008, 12:00
Post: #22
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Clive obudził się. Rozejrzał się zdezorientowany. Nie pamiętał jak sie tu znalazł. Nieważne. Jego różdżka leżała obok razem z togą. Założywszy poszarpaną togę i schowawszy różdżkę zaczął sobie powoli przypominać. Pamiętał czyjś głos, chyba kobiety. Opatrzyła go. Ale słyszał więcej głosów. Gdzie się teraz podziały?
Dans les flots c’est elle qu’elle voit,
Le fleuve l’emporte loin loin loin… Pourquoi elle doit attendre ? Attendre dans la lumière, Elle s’efface, elle met les masques. Sur les quais… |
|||
|
20.07.2008, 12:14
Post: #23
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Gdy Daphe się obudziła było jeszcze ciemno. Skrzaty domowe już biegały po korytarzach, co świadczyło o tym, że eliksir przestał działać. Posłała je więc do Neville'a, który przecież zażyczył sobie by go powiadomiono, gdy "nowy" się obudzi i do Amy, która przecież go tu sprowadziła. Po chwili dołączył do niej Neville i razem ruszyli do pokoju mężczyzny. Zapukali cicho, lecz nie otrzymali odpowiedzi. Weszli więc bez pozwolenia i zobaczyli stojącego naprzeciw Clive'a w obdartej todze i z różdżką w nich wycelowaną. Spokojnie, spokojnie. Przyszliśmy porozmawiać. Powiedział Neville unosząc ręce w górę i siadając na kanapie. Daphne usiadła obok.
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
20.07.2008, 12:22
Post: #24
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Clive schował różdżkę za pazuchę.
-Przepraszam, ale jestem ostatnio troche... zdenerwowany. Wy mnie uratowaliście? Jeśli tak to jestem zobowiązany- Dans les flots c’est elle qu’elle voit,
Le fleuve l’emporte loin loin loin… Pourquoi elle doit attendre ? Attendre dans la lumière, Elle s’efface, elle met les masques. Sur les quais… |
|||
|
20.07.2008, 12:27
Post: #25
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Daphne Cię opatrzyła, ja przetrzymałem. Ale uratowała Cię Amy, to jej należą się podziękowania. Powiedział Neville podchodząc do Clive'a i wyciągając do niego rękę. Jestem Neville Longbottom, a Ty znajdujesz się w podziemiach Londynu. Daphne spojrzała jak mężczyźni ściskają sobie ręce i powiedziała Wiemy, że dostałeś Sectusemprą i straciłeś tyle krwi, że zemdlałeś. Wiesz coś na temat napastnika? Z tego co mówiła Amy to była kobieta..
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
20.07.2008, 12:33
Post: #26
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
-Dziękuję Amy, gdyby nie Ty nie przezylbym- Clive lekko skłonił się
-Oczywiście dziękuję również Daphne- -Co do napastnika - nawet go nie widziałem, lecz uważam, że miało to zwiazek z zajściem podczas którego oszołomiłem śmierciożercę- wtedy Bane opowiedział im jak to uratował mugola, atakując zwolennika Voldemorta. Dans les flots c’est elle qu’elle voit,
Le fleuve l’emporte loin loin loin… Pourquoi elle doit attendre ? Attendre dans la lumière, Elle s’efface, elle met les masques. Sur les quais… |
|||
|
20.07.2008, 13:09
Post: #27
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
No i właśnie w tym rzecz, wystarczy oszołomić Śmierciożercę, żeby przypłacić to życiem. Powiedziała Daphne kręcąc głową. Po chwili rozmowy do pokoju weszły skrzaty domowe z jedzeniem dla Clive'a. Gdy skończysz jeść skrzaty pokażą Ci nasze "miasto". Powiedział Neville z usmiechem i wszyscy wyszli zostawiając go tylko ze skrzatami. Daphne, która miała iść dziś na powierzchnię na spotkanie z informatorami poszła natychmiast do siebie i wyjęła z półki eliksir wielosokowy i fiolkę z włosem przypadkowo spotkanego na ulicy mężczyzny. Wypiła go i po przemianie ukryła zapas mikstury w połach właśnie założonego płaszcza i naciągnąwszy kaptur na głowę wyszła na powierzchnie jednym z przejść. Wylądowała na ulicy tuż przy wejściu do Szpitala Świętego Munga i ruszyła natychmiast ku kawiarni po drugiej stronie ulicy. Czekała tam na nią piękna kobieta popijająca kawę. Daphne ruszyła ku niej i usiadła przy jej stoliku. Jesteś sam? Spytała kobieta i nie czekając na odpowiedź zaczęła mówić ściszonym głosem najświeższe informacje. Coś tu jednak nie pasowało. Kobieta co chwila spoglądała w stronę okna i nerwowo ściskała torebkę. Daphne niezauważenie wyciągnęła różdżkę i krótko nią machnęła w kierunku kobiety, a ta na jej oczach (chociaż nie zdawała sobie z tego sprawy) zaczęła przemieniać się w przystojnego mężczyznę, który nieco wyrastał z damskiego stroju. Gdy zorientował się co się stało odrzucił stolik, który ich dzielił kierując w Daphne różdżką ze mściwym uśmieszkiem. Osoby przy stolikach obok udawały, że nic się nie dzieje. Śmierć w kawiarni - to przecież codzienność. Kim jesteś? Spytała Daphne grubym, zmienionym głosem. To ja tu jestem od zadawania pytań. Odpowiedział i machnął różdżką w ten sam sposób, co wcześniej Daphne. Powoli zaczęła przybierać swoją dawną postać, a uśmiech na twarzy mężczyzny zamienił się w grymas. Daphne? Spytał zaskoczony, a ta wykorzystała chwilę zawahania i wyrzuciła jego różdżkę w powietrze wybiegając z kawiarni i pędząc nie ku przejściu, lecz w zupełnie innym kierunku na wypadek gdyby ją ktoś ścigał. W ręku trzymała kępkę włosów, jak się zdążyła zorientować, Śmierciożercy, który wydał jej się dziwnie znajomy. Wrzuciła odrobinę do fiolki z eliksirem, a reszte schowała w kieszeni. Wypiła łyk mikstury i po chwili przybrała jego postać. W samą porę. Właśnie przybiegło dwóch Śmierciożerców i jeden z nich powiedział Uciekła nam. Musiała się domyślić, że coś jest nie tak. Daphne pokiwała głową bojąc się cokolwiek powiedzieć. Odwróciła się i teleportowała ku innemu przejściu. Szybkim krokiem ruszyła ku niemu rozglądając się, czy ktoś jej nie śledzi. Wpadła do pokoju Neville'a i natychmiast powrócił jej dawny wygląd - zaklęcie demaskujące było rozciągnięte na przejściu. Kto wybiera informatorów?! To już kolejny podstawiony przez Ministerstwo. Prawie mnie złapali! Wyrzuciła z siebie wściekła.
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
20.07.2008, 13:16
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2008 13:53 przez sorh.)
Post: #28
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Darren uśmiechnął się widząć wymuszony usmiech oraz wybitne niezadowolenie z z pojawienia sie jego skromnej osoby. Zdawał sobie sprawę z faktu bycia wielce denerwującą personą.
-No to tak... po pierwsze nie radze atakować panów buntowników tą drogą, którą podpatrzyłaś... narazicie się na wielkie straty, to dość ciasne i nieprzyjazne kanały, a grupa która ma w nich obeznanie zyskuje olbrzymią przewagę nawet nad znacznie liczniejszym przeciwnikiem. Lepiej mądrze rozplanować atak. Po drugie - Handlarz kazał napomknąć o zaległych płatnościach i jeszcze prosił żeby wspomnieć o zamówionej informacji - ostatni atak na Grimmuald Placenie nie był zorganizowaną formą, jedynie rozpaczliwą próbą kilku niezrzeszonych biedaków, chcących "pokazać Voldemortowi". Taak. 20 galeonów się należy - jego uśmiech widać zyskał własną osobowość, po wypowiedzeniu tych słów. "I'm incurable but durable it's easy to see Lack of restraint is a complaint of those around me I know that others postpone Gratification well I lack that affectation" |
|||
|
20.07.2008, 13:23
Post: #29
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Clive nie mówił tego nikomu, ale zdawało mu się, że zanim został zaatakowany, kątem oka dostrzegł napastnika. Nie mówił tego, gdyż nie był pewny. Skądś kojarzył tamtą postać. Starał sobie przypomnieć, lecz nie mógł.
Dans les flots c’est elle qu’elle voit,
Le fleuve l’emporte loin loin loin… Pourquoi elle doit attendre ? Attendre dans la lumière, Elle s’efface, elle met les masques. Sur les quais… |
|||
|
20.07.2008, 17:59
Post: #30
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Daphne ruszyła ku swojej kwaterze i rzuciła płaszcz na łóżko. Jak można być tak nieostrożnym przy doborze informatorów. Gdyby to był pierwszy raz to w porządku, zdarza się, ale drugi z kolei? Oparła się o ścianę i uspokoiła oddech. Teraz zaczęła się zastanawiać skąd ów Śmierciożerca mógł ją znać. Znał jej imię, z pewnością się nie przesłyszała. Dochodziła północ. Dopiero teraz podziemie ożywało. Chcąc nie chcąc zaczęła szykować się do nocnej wyprawy. Spakowala do torby wszystkie potrzebne mikstury - antidota, eliksiry wzmacjające i kilka fiolek Felix Felicis. Musieli byc gotowi na kazda elentualnosc. Bo dowiedzieli sie od informatorow (chociaż teraz zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno warto ryzykować), gdzie Śmierciożercy mają uderzyć tej nocy. Związała włosy, by nie przeszkadzały jej w walce, chwyciła różdżkę i zarzuciwszy torbę na ramię ruszyła ku drzwiom. Dołączyła do pozostałych i wszyscy teleportowali się w lesie nieopodal miejsca ataku. Zaczęli zajmować ustalone pozycje. Po chwili jednak zamarli, bo rozległ się krzyk i uderzyła ich okropna prawda - zasadzka.
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc
IRC Chat




![[Obrazek: 113678.jpg]](http://imageshack.us/m/861/7039/113678.jpg)


![[Obrazek: 363264.jpg]](http://imageshack.us/m/52/2556/363264.jpg)