Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 7 Głosów - 4.43 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[Harry Potter. vol4]
09.07.2009, 23:15
Post: #421
RE: [Harry Potter. vol4]
Poza sesją:
Cenefii niejako ożywiła sesyję, chwała, sława i cześć jej za to... Ale nie podoba mi się, iż wcięła się w uwalnianie Clive'a przez Ririn (bez wcześniejszego uprzedzenia mnie, że zamierza moją postać uwalniać, co uznaję za niepozytywne posunięcie). Nie wiem teraz co mam napisać, moja postać zawisła niejako w pustce. Nie wiem gdzie jestem, czy w celi, czy zabrany przez Cenefię dokądś... Tą sprawę należy jakoś wyjaśnić. Po prostu pokojowo sobie ustalimy przebieg zdarzeń i wszystko będzie pozytywnie.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
20.07.2009, 23:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2009 23:38 przez FelixFelicis.)
Post: #422
RE: [Harry Potter. vol4]
Lanola spędziła ostatnie kilka tygodni, nie wiedzieć jak i gdzie. Chodziły plotki, że niby się zakochała, ale to głupoty były bo przecież Lanola nie miała serca i to nawet w znaczeniu dosłownym. Tak kończą się znajomości z miszczem voodoo Johnem. Lanola podobno też stała się nieśmiertelna, ale to też głupoty bo nikomu by się to nie udało, nawet Czarny Pan... Ale o tym sza!! bo rebelianci czekają.
Lanola wezwała więc Fringillę, która miała wyśledzić Dafne. I zrobiła to, nie zajęło jej to więcej niż kilka chwil. Teraz wystarczyło tylko zebrać wystarczająco duży oddział zaufanych Śmierciożerców i uderzyć kiedy się nie będą tego spodziewali.

"Accio Brain!"
Felix http://www.felixfelicis.pl Felix
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
21.07.2009, 11:58
Post: #423
RE: [Harry Potter. vol4]
(Ok, to może ja to wkleję bo nie wiem kiedy dziś będę, a co najwyżej Felix usuniesz jeśli zmienicie zdanie.)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Ririn poczuła, że ktoś nią potrząsa. Najpierw słabo, potem coraz mocniej, jakby chciał ją obudzić. Próbowała wyszarpnąć ramię, ale bez powodzenia. Zerknęła przez nie by sprawdzić kto ją trzyma. Może to ktoś z nich? Może nie chcą by uciekła? Za sobą, ku swemu zdumieniu, zobaczyła kobietę bardzo podobną do niej samej. Dopiero po chwili, dziewczyna zauważyła, że stojące w koło kobiety miały bardzo dziwne, jakby dawne, stroje, a kobieta za nią nie trzymała różdżki tylko… kostur!
-Naprawdę, nie musisz w nas tym celować Rini.- powiedziała nadal uspakajająco Cenefii.
-Oczywiście, że nie muszę, ale chcę. Magiczny miecz przeciw magicznej lasce i zapuszczone lochy świątyni Neftydy, aż się prosi o odpowiedni nastrój…-mruknęła i machnęła kosturem pokazując by Cenefii prowadziła.
Ekipa ruszyła. Ririn chciała iść za nimi by sprawdzić co jest dalej gdy usłyszała głos. *Ririn wracaj! Ririn!!!* Tajemnicza kobieta zerknęła za siebie i uśmiechnęła się do Ririn. W tym samym momencie podłoga uciekła spod nóg buntowniczki, a dziewczyna zamknęła oczy.
Gdy je na powrót otworzyła, siedziała na brudnej podłodze w lochach, trzymając rękę na kamiennej misie. Obok niej kucał Bane i potrząsał nią za ramię.
-Co się dzieje?- spytała mało przytomnie nie zauważając w jakim stanie jest Clive. –Co ty tu robisz? Przecież byłeś tam…-urwała zamyśliwszy się na chwilę.
-Co ty bredzisz?!- Clive wyglądał już na lekko zirytowanego –Zdaje się, że przyszłaś mnie stąd wyciągnąć. Otworzyłaś drzwi i potknęłaś się o kamień, który położyłem przed nimi. Śmierciożerca miał na niego wpaść… Próbowałaś się oprzeć o misę z wodą i nagle hm ni to zemdlałaś ni to nie.
Ririn popatrzyła zamyślona na misę, w której w świetle różdżki kłębiła się srebrzysta substancja. Nagle coś zaskoczyło na swoje miejsce.
- Myślodsiewnia…-szepnęła jakby do siebie i nagle spojrzała już całkiem przytomnie na mężczyznę –Clive, wiem! To myślodsiewnia! Widziałam siebie… znaczy jakąś kobietę bardzo do mnie podobną. Miała kostur. NASZ kostur! Rozumiesz? Wiem gdzie on jest! Chyba… Chodź! - poderwała się nagle i ciągnąc za sobą Bane’a wybiegła z lochu.


Richard siedział przy stole dość obojętnie przeglądając jakieś papiery, Zafira robiła notatki, a trójka innych ‘bordowych’ zawzięcie coś omawiała szeptem przy drugim końcu okrągłego stołu.
-To zupełnie nielogiczne, wygląda jakby rozpłynęli się w powietrzu…-odezwał się nagle cicho przywódca bordowych. Neville drgnął i potrącił kubek, który spadłby gdyby nie szybka reakcja siedzącej z drugiej strony Zafiry.
-Neville spokojnie, wiesz, że nic im nie zrobimy. Muszą przejść ten test, to bardzo ważne dla tego miejsca… dla nas. To tylko kwestia bezpieczeństwa, nic więcej. Powinieneś odpocząć. Zawołamy cie jak się obudzą.-kobieta popatrzyła na drzemiące na stole dziewczyny. Jakby spały zmęczone nad trudną pracą domową. Longbottom kiwnął niechętnie głową, ale zgodził się wyjść. Ostatnia potyczka… trafiło go kilka mocniejszych zaklęć i nadal czuł się zmęczony.
Richard poczekał, aż kroki Nevilla ucichną w oddali, odłożył dokumenty i popatrzył na Zafira i Gary’ego. Na jego twarzy odmalował się wyraz zamyślenia i zmartwienia.
-Niedobrze- oznajmił cicho to, co spodziewali się usłyszeć.- To trwa już za długo. Wiem, to ja się uparłem by sprawdzić głównie Daphne. Miała kontakty ze śmierciożercą, z tego co mówił Neville trochę się przyjaźnili w szkole. Może jestem przewrażliwiony? Sam nie wiem. Sen wybiera się losowo, nie mamy pojęcia co widzą… Ale powinny się już obudzić. Widzieliście jak zareagowały na wieści, które przyniosłaś. Taki szok powinien je stamtąd wyrwać, a tu nic. Tak jakby śniły o czymś co pomoże im rozwikłać jakąś ważną zagadkę…

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
21.07.2009, 17:38
Post: #424
RE: [Harry Potter. vol4]
Lanola przeglądała raporty z ostatnich ataków na rebeliantów. Nie była zadowolona, mieli ich już w garści, kiedy znów udało im się uciec i w dodtaku tylko część z nich została ranna. Żadnych ofiar śmiertelnych, zdecydowanie coś tu było nie tak, albo rebelianci mieli jakąś nieznaną idealną ochronę, albo Śmierciożercy nie umieli stosować zwykłej Avady. Postanowiła to sprawdzić i zapowiedziała trening następnego dnia wieczorem.

"Accio Brain!"
Felix http://www.felixfelicis.pl Felix
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
24.07.2009, 18:24
Post: #425
RE: [Harry Potter. vol4]
Thomas Connor otworzył oczy.
Cholera, gdzie on się znajdował? Pamiętał tylko krzyki...Zaraz, coś jeszcze...Tak, tam byli ludzie. Źli i dobrzy...STOP!
Śmierciożercy. Wparowali w środku imprezy. Kto robi imprezy w takich czasach? No kto?

Thomas Connor.

Rany, jak go teraz głowa bolała! Nie dało się wręcz tego opisać. Leżał w jakimś paskudnym pokoju, ze ścianami z łuszczącą się farbą. Podłoga była tak brudna, że brzydził się na nią zwymiotować. Nawet karaluchy się stąd już dawno wyprowadziły!

Thomas, musisz wstać. Znajdź różdżkę. Rozległ się głosik w jego głowie i coś mu znowu zaskoczyło.

Różdżka. Jedenaście cali, sztywna, wyważona, z sierścią jednorożca. Gdzie ona leżała? Hmm. A tak, przed nim. No cóż, podpełzł na czworakach i ujął ją w dłonie. Wstał i zachwiał się. Usiadł.

Gdzie on właściwie był? Aha. Fiu. Connor odwrócił się i stwierdził, że siedział, mając ciągle za plecami kominek. Kurczę. We głowie mu się pomieszało...Confudus? Raczej tak...

Ale gdzie on był?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
08.11.2009, 17:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2009 19:31 przez Cenefii Helen Brainse.)
Post: #426
RE: [Harry Potter. vol4]
W tym samym czasie mały pięcioletni chłopczyk wybiegł z domu. Drzwi oczywiście były otwarte. Chłopiec był brunetem, o niebieskich oczach. Dziecko wybiegło radośnie na ulice Londynu, zostawiając otwarty dom. Za chłopcem wybiegł wilczur radośnie szczekając. Dziecko niewiedziało jeszcze nic o śmierciożercach ani o niebezpieczeństwie. Niewiedział gdzie jest jego mama, ani ukochany wujek. Nagle stanął pośrodku ulicy przestraszony, usłyszał jakiś trzask. Owczarek niemiecki z piskiem poleciał do domu.
-Mama- wyszeptał chłopiec patrząc się na zakapturzoną postac przestraszony. Śmierciożerca rzucił w chłopca Cruciatusem. Malec upadł na ziemię:
-Czas zapłacic za pracę twojej matki- wyszeptał po czym podszedł do przestraszonego chłopca. Chłopiec niewiedział o co chodzi, niewiedział kto to jest.
-Crucio!- ryknął śmierciożerca zaś chłopiec zaczął krzyczec z bólu. Wołał swoją mamę, lecz niestety się niepojawiła.
-Mamo!- krzyknął chłopiec po czym stracił przytomnośc. Zostawiono go po środku ulicy. Niedaleko jego domu.

- Cen. Czy napewno chcesz brac udział w wojnie?- dowódca spojrzał się na nią.
-Tak- powiedziała 18 patrząc się na swojego szefa.
-Wiem że jestes jednym z najlepszych aurorów. Nie lepiej uciec i założyc rodzinę a kiedy przyjdzie pora ruszyc do walki
- Tak postępują tylko tchórze- powiedziała po czym wyszła z gabinetu szefa.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
08.11.2009, 20:57
Post: #427
RE: [Harry Potter. vol4]
Clive wybiegł za Ririn ze swojego więzienia. Minęli ogłuszonych przez buntowniczkę strażników i wybiegli na zewnątrz. Więzienie Ban'a okazało się zwykłym, odrapanym barakiem. Przebiegli obok rzędu brudnych i w większości opuszczonych domów i pognali przed siebie.
-Ririn! Stój!- krzyknął Clive, który dostawał już zadyszki. Zatrzymali się w jakiejś ciemnej uliczce.
-Co teraz zrobimy?- spytał się, będąc zdezorientowany po pobycie w areszcie i potrzebując przewodnictwa kogoś bardziej zorientowanego.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz 


Skocz do: