|
[Harry Potter. vol4]
|
|
19.07.2008, 17:57
Post: #1
|
|||
|
|||
|
[Harry Potter. vol4]
1 września 2007 roku, za oknami domów pada zwykły, jesienny deszcz. Dzień taki, jak inne, z jedną tylko różnicą. Szkoły, których sale od dzisiejszego dnia powinny być wypełnione rozwrzeszczanymi dziećmi stoją puste. I tak jest już od dziesięciu lat. Bo dziesięć lat temu doszło do ostatecznego starcia Lorda Voldemorta z Harry'm Potterem, a zwycięztwo odniósł ten pierwszy. Było to w Wielkiej Sali w zamku Hogwart, po którym pozostały już tylko ruiny. Wtedy to Czarny Pan dowiedział się, że to Harry jest właścicielem Czarnej Różdżki, kiedy to zaklęcie przez niego rzucone odbiło się od tego, które wypowiedział Harry. W ostatniej chwili udało mu się przed nim uchylić. Złapał różdżkę Śmierciożercy stojącego obok i nie zastanawiając się nad niczym ponownie wypowiedział formułę morderczego zaklęcia. Harry upadł na posadzkę martwy. Nastała przeszywająca cisza, a po chwili znów miały miejsce walki. Tego dnia zginęło więcej osób. Wszyscy nauczyciele (poza Hagridem, któremu to udało się wcześniej uciec z Neville'm i Luną) i większość członków Zakonu Feniksa zostało wyjątkowo okrutnie zamordowanych na oczach wszystkich. Podobny los spotkał całą rodzinę Weasley'ów i Hermionę Granger. Gdyby nie ingerencja skrzatów domowych pozostałych uczniów z pewnością czekałby taki sam koniec. Voldemort nie potrzebując już marionetek samozwańczo został Ministrem Magii. Część czarodziejów poddała się jego rządom, a pozostali ukrywają się w podziemiach i pod wodzą samego Neville'a wciąż walczą. Mugole dowiedzieli się o istnieniu magii. Niektórzy uwierzyli i przyłączyli się do "podziemia", a pozostali udają, że nic się nie dzieje.
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
19.07.2008, 18:21
Post: #2
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Był pierwszy września - jak co roku. Amy wstała, zjadła śniadanie i - jak zawsze pierwszego września... miała nadzieję przeżyć i ten dzień.
We are the Borg. Lower your shields and surrender your ships. We will add your biological and technological distinctiveness to our own. Your culture will adapt to service us. Resistance is futile.
Ore no namae ga kikitai ka? Nido to kikanee you ni inore |
|||
|
19.07.2008, 18:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2008 18:48 przez stealth.)
Post: #3
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Clive popatrzył przez popękane okno na brudną ulicę. Codzienność. Jakis zwolennik Voldemorta znęcał się nad jakimś mugolem. Codzienność. Kiedyś była to porządna dzielnica Londynu. Kiedyś.
Nie zniose tego dłużej pomyślał. Sprawdził czy różdżkę ma schowaną za zniszczona togą, po czym wyszedł na ulice. Oprawca schylał się nad mugolem z wyciagnietą różdżką. Drętwota! Wrzasnął Clive, nie zdając sobie nawet w pełni sprawy co czyni. Czarodziej przeleciał pare metrów, po czym wylądował w śmietniku pod ścianą jakiegos bloku. Upewniwszy sie, ze nikt go nie widział, i ze z mugolem wszystko w porządku, Bane popędził uliczkami, byle tylko dalej od nieprzytomnego maga w kontenerze. |
|||
|
19.07.2008, 19:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2008 19:01 przez pagenoare.)
Post: #4
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Page siedział w swojej kryjówce pisząc list do Longbottom'a opisując swoje przemyślenia co do działań jakie trza podjąć jak najszybciej. Według niego - trzeba werbować młodych ludzi (14-18 wiek), coby nauczyć ich walczyć i po woli niszczyć "świat Voldemorta". Skończywszy pisać, zwinął list w rulon, wycelował różdżką i pomyślał proste zaklęcie. Po chwili nastąpiło ciche bum i kartałka zniknęła.
|
|||
|
19.07.2008, 19:22
Post: #5
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Daphne konczyla wlasnie rozlewac eliksir wiggenowy do malych fiolek. Otarla pot z czola i opadla wykonczona na lozko. Nie miala jednak czasu odpoczac, bo juz ktos zapukal do drzwi. Okazalo się, że natychmiast potrzebny jest eliksir slodkiego snu po spotkaniu przez skrzaty domowe wyjatkowo okropnego bogina. Nie majac wyboru Daphne wstala z lozka i wziela sie znow do roboty. Do tego za godzinę czekało ją nauczanie młodszych rebeliantow przygotowywania podstawowych mikstur. Rozciągnęła się i wlała sok z pijawek do kociołka.
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
19.07.2008, 20:04
Post: #6
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Ririn siedziała przy oknie w jednym z budynków i słuchała monologu pewnego śmierciożercy. Mieli tu czekać na powrót dwóch swoich, którzy mieli tylko załatwić jakieś dwie znane osobistości w świecie mugolskim.
-Zamknij się staruchu!-stwierdziła krzywiąc się -Mam dość Twojego rzępolenia i...- nie skończyła bo w tym samym momencie coś pyknęła i w pokoju apartowało się dwóch popleczników Czarnego Pana. -Jacksona rąbnęło niespodziewanie zaklęcie-wytłumaczył drugi przybysz-W pobliżu musi być ten Bane, o którym mówił informator. Szlag jeśli on...-Ririn nie usłysza dalszego ciągu bo szybko się teleportowała. Clive Bane. Według informatora, mężczyzna ten idealnie pasował do rysopisu mordercy jej matki. A jeśli tak to zaraz zginie. Dziewczyna wylądowała na pustym placu. Jeśli ktoś uciekał uliczkami, które patrolował Jackson to tak czy siak musiał tu dotrzeć. I proszę stał po przeciwnej stronie i jeszcze jej nie widział. Ririn uśmiechnęła się paskudnie i szepnęła -Sectumsempra! Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^ |
|||
|
19.07.2008, 20:08
Post: #7
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Clive zgial sie w pol. Czul krew miedzy palcami. Swoją krew.
I tak sie konczy odgrywanie cholernego bohatera. Oczy przeslonila mu ciemna plama. Upadł. Ciezko krwawił, lecz zachował przytomność. Do czasu. |
|||
|
19.07.2008, 20:16
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2008 20:19 przez asia_41.)
Post: #8
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Amy zobaczyła upadającego Clive'a. Znała go z widzenia. Był po ich stronie. Upewniła się, że nikogo nie ma (kobieta, która go zaatakowała, już zniknęła) i szybkim krokiem podeszła do leżącego. Zakameleonowała rannego i użyła zaklęcia Mobilicorpus, żeby go przenieść. Różnymi skrótami i przejściami, które zna niewiele osób, doszła do domu przywódcy rebeliantów.
- Nikt Cię nie śledził? - Nikt. - Wejdź. - Amy weszła i położyła krwawiącego na kanapie. Okropnie krwawił, ale nie znała żadnych zaklęć, które mogłyby pomóc na rany zadane zaklęciem. - Sectumsempra - rzuciła krótko, patrząc na nieprzytomnego Clive'a. We are the Borg. Lower your shields and surrender your ships. We will add your biological and technological distinctiveness to our own. Your culture will adapt to service us. Resistance is futile.
Ore no namae ga kikitai ka? Nido to kikanee you ni inore |
|||
|
19.07.2008, 20:25
Post: #9
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Daphne podala rozhisteryzowanym skrzatom eliksir, po ktorym mogly spokojnie zasnac. Opuscila ich "pokoj" i ruszyla ku swojemu majac nadzieje na krotki odpoczynek, ale znow sie przeliczyla. Podeszla do niej Luna i sennym glosem oznajmila, iz musi isc obejrzec jakiegos nieznajomego, bo wszyscy uzdrowiciele sa zajeci. Daphne nie ukonczyla co prawda szkoly i kursow na uzdrowiciela, mimo to byla jedna z tych, ktorzy dbali o stan zdrowia buntownikow. Weszła do pokoju Neville'a, gdzie zobaczyła Amy i ich przywódcę pochylających się nad ciałem jakiegoś zmasakrowanego mężczyzny. Przywitała się i stanęła nad nieprzytomnym przybyszem. Następnie wyszeptała kilka zaklęc machając nad nim różdżką. I co z nim? Spytal Neville stojący nieopodal ze skrzyzowanymi ramionami. Sectusempra, jak zreszta widac. Nic poza tym, przynajmniej nie moge tego wykryc. A, miał też złamaną rękę, ale już to naprawiłam. Gdy to powiedziała machnęła znów różdżką i wszystkie rozcięcia zniknęły. Podam mu eliksir wiggenowy, właśnie go skończyłam. Widać, że jest przemęczony. Zostało mi trochę eliksiru słodkiego snu, który miałam podać skrzatom. Jeśli pozwolisz, podam mu go, by wypoczął... Neville pokiwał głową i dodał Jak się obudzi dajcie mi znać. Po czym wyszedł zająć się innymi sprawami. Daphe przyniosla odpowiednie eliksiry i podała je nieznajomemu. Zawolala tez kilka mugolskich staruszek (ktore sluzyly tu za niańki dla małych dzieci i sierot) co by go trochę obmyły. Razem z Amy opuściły pokój i ruszyly ciemna alejka podziemnego miasta. Cos o nim wiadomo? Gdzie go znalazlas? Spytala Daphne po chwili.
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
19.07.2008, 20:32
Post: #10
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
- Znam go z widzenia, jest po naszej stronie. Był w pobliżu tego zniszczonego centrum handlowego. Jedna z nich go zaatakowała, potem zniknęła.
We are the Borg. Lower your shields and surrender your ships. We will add your biological and technological distinctiveness to our own. Your culture will adapt to service us. Resistance is futile.
Ore no namae ga kikitai ka? Nido to kikanee you ni inore |
|||
|
19.07.2008, 20:37
Post: #11
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Eh, kiedy sie to wszystko skonczy.. Westchnela Daphne i po chwili dodala I tak nie jest z nim zle. Tydzien temu przywiezli dwoch pogryzionych przez wilkolaka. Teraz oprocz tych wszystkich mikstur dochodzi jeszcze eliksir tojadowy co miesiac ehh. Wybacz mi, ale nie spalam od dwoch nocy i musze sie w koncu polozyc. Do zobaczenia. Powiedziala na pozegnanie i ruszyla ku swojemu "pokojowi" i gdy tylko dotknela glowa poduszki usnela.
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
19.07.2008, 20:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2008 20:42 przez Joa.)
Post: #12
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Jednak dziewczyna, która pomogła mężczyźnie nie mogła wiedzieć jak bardzo się myliła zdając raport przywódcy. Gdy Ririn zniknęła z placu, wcale nie uciekła daleko. Teleportowała się na dach najbliższego budynku, gdzie miała już ukrytą miotłę i postanowiła zaczekać. Nie musiała czekać długo gdyż chwilę później, rannym zajęła się właśnie jakaś buntowniczka i o dziwo, ku zdumieniu Ririn, zamiast go opatrzeć i odejść zabrała go do kryjówki. To marzenia rzeczywiście się sprawdzają pomyślała dziewczyna lecąc ostrożnie za czarodziejami. Zobaczyła też jak znikają na końcu jakiejś alei w kanale. Jak dla kogoś kto uwielbiał śledzić swoje przyszłe ofiary, dzień zaczął się naprawdę dobrze...
Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^ |
|||
|
19.07.2008, 20:44
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2008 21:00 przez KenJi.)
Post: #13
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Alex szedł powoli odmierzając swe kroki:
- Dziewięcset dziewięśćdziesiąt dziewięć, TYSIĄC! - Odpowiedział lekko zmęczony ciągłym liczeniem. Nagle ujrzał krew na chodniku. - A to co do ch****y ??!!. Szlak krwi ciągną się dalej. Ciągną się i ciągną. "Może to jakiś nieostrożny rebeliant?? Mimo wszystko lepiej będzie wyczyścić tę krew" i wyciągnowszy różczkę ruszył śmiałym krokiem za śladem usuwając liczne plany krwi. Po kilkudzieśięciu metrach usłyszał coś za sobą. Niemal jednocześnie odwrócił się na pięciu, krzykną drętwota!! i skoczył na jakieś podwórko przez niziutki żywopłot. Ku swemu zadowoleniu ujrzał jak śmierciożerca pada na ulicę. - No to mam podwójne zadanie, doprowadzić jeńca do lochów i wyciścić ślady krwi. - powiedział do siebie. Chwycił różdżkę rywala, wypowiedział spokojnie Mobilicorpus, a swoją rozpoczą ponowne czyszczenie chodnika i tak szedł i szedł przez różne uliczki i zakątki Londynu jeszcze jakieś dziesięć minut aż doszedł do wejścia do podziemi. - A jednak się nie pomyliłem czyszcząc te ślady Krwi - powiedział wyraźnie dumny z siebie i wszedł do podziemi. Miał problemy z odnalezieniem przywódcy rebeliantów i ku swemu wielkiemu zdziwieniu na jednym z korytarzy ujrzał swoją ukochaną z młodzieńczych lat - Amy. - Eeee, ten, no. Cześc Amy! Zdaje mi się, że ktoś zapomniał posprzątać po sobie ślady krwi i ten tego... Eee, mam jeńca, co szedł za mną jak czyściłem tą krew z chodnika i eee... Teraz to, ee, pytanie. To ten, czyja to była krew?? Bo eee, to chyba nie twoja? - powiedział zmartwiony w stronę Amy, od której nie mógł oderwać wzroku. - Amy, dlaczego zawsze mnie zatyka jak Ciebie WIDZE??!! - Ostatnie zdanie wypowiedział głośniej i jednym ciągiem, z czego ostatnie słowo wykrzyczał. Ps. Ludzie nie pedzcie tak bo nienadazam i nie chce mi sie pisac czwartego pasujacego do reszty posta...
[...] Zdradliwa wena. Raz jest, raz jej nie ma. Choć pot wstępuje na czoło jak morena. [...] [...] Przeważnie, zachowuje sie poważnie. Przewaznie, nikogo nie drażnie. [...] [...] Pragnę byc nietypowy, niepowtarzalny, jednorazowy i oryginalny. [...] |
|||
|
19.07.2008, 20:50
Post: #14
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
Ghnif jęknął Clive w śnie.
|
|||
|
19.07.2008, 21:05
Post: #15
|
|||
|
|||
|
RE: [Harry Potter. vol4]
- To moje eee... znaczy sprowadziłam tu rannego i nie miałam jak posprzątać, dzięki. A dlaczego... - zachichotała - nie wiem, ale to słodkie. A Neville ostatnio był u siebie, nie wiem, gdzie jest teraz. Mogę pójść z Tobą.
We are the Borg. Lower your shields and surrender your ships. We will add your biological and technological distinctiveness to our own. Your culture will adapt to service us. Resistance is futile.
Ore no namae ga kikitai ka? Nido to kikanee you ni inore |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc
IRC Chat





