Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 1 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Lorindel 3: Tron Nurnen; Lorindel 4: Portal
27.11.2010, 02:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2011 19:01 przez Joa.)
Post: #1
Lorindel 3: Tron Nurnen; Lorindel 4: Portal
Kolejna część sagi.

Postacie które do tej pory wystąpiły:

Główni bohaterowie poprzednich sesji:

Stealth:
Nyroj Adall'd (stealth) - książę Imperium Skelarińskiego, później król
Aleynn - mroczna elfka, wieloletnia przyjaciółka rodu Ardall'd, później żona Nyroja i królowa
Athoth Ardall'd - Pierworodny syn Aleynn i Nyroja, Mesjasz Chaosu. Adept magii, Ścieżka Chaosu oraz Ścieżka Kamienia. MARTWY-wyrzekł się swojej misji Mesjasza. Zabity przez Sirę.
Astaneth Ardall'd – drugi syn Aleynn i Nyroja; w trakcie kształcenia na maga; Ścieżka Lodu i Ścieżka Światła

Asia:
Joan de la Rosa - księżniczka Nurnen, nocą przybiera postać wilka, siostra Jaydena, matka Shiry
Shira Carvanes - księżniczka Nurnen. Prawowita przyszła władczyni państwa (przynajmniej póki król nie ma dzieci)
Jayden de la Rosa - brat Joan, objął tron Nurnen. Stracił tron na rzecz swojego mściwego kuzyna.
Melor - obecny król Nurnen
Lilith (Haro) - córka Melora, mag- Ścieżka Ognia; wysłana przez ojca by zabić Shirę. MARTWA- zginęła w pojedynku z Sindbadem
Eron (Lyle) - syn Melora, młodszy od siostry o rok, mag- Ścieżka Metalu, wysłany przez ojca by zabić Shirę, żądny zemsty na Shirze i mordercy Lilith.

Bruk:
Sira - księżniczka Druchii, potem władczyni Lorindel, żona Zellisa, wojowniczka i mag- preferowana Ścieżka Ciemności. Matka Keiry. Zabiła Mesjasza Chaosu. MARTWA- zabita przez Leilę...
Keira - córka Siry i Erlosa, w trakcie kształcenia na maga- Ścieżka Ciemności i Ognia. Rzadka umiejętność: posiada przebłyski tego co się stanie w przyszłości. "Naznaczona" i porwana przez wysłannika chaosu(?)
Elros - pół-lef, pół-człowiek, w wieku 25 lat przylaczył się do badny rozbójników Jaydena; towarzysz wyprawy po szmaragd; później wdał się w romans z królową, ojcies Keiry.

Joa:
Rubin - kiedyś 'dziewczynka z mandoliną', teraz kapłanka boga Sawanzaredo- boga sztuki, wieszczka, wieloletnia przyjaciółka rodziny Maundred.
Della Maundred (postać SyT'nel) - towarzyszka w wyprawie po szmaragd, później żona Almandyna, matka bliźniaków: Lapis i Lazulita.
Almandyn - nigdyś rozbójnik (hersztem grupy był Jayden de la Rosa), przyłączył się do wyprawy po szmaragd, później mąż Delli, ojciec bliźniaków. 'Nieoficjalny' doradca byłego obecnie króla Nurnen (Jaydena)
Lapis- córka Delli i Almandyna, ma brata bliźniaka- Lazulita; w trakcie kształcenia na maga- Ścieżka Powietrza (Pogody), rzadka umiejętność: bliska więź ze smokami; zakochana w Athoth'cie, wierzy że ten do niej wróci.
Lazulit (od sesji 3 postać bruk) - syn Delli i Almandyna, bliźniak Lapis, w trakcie kształcenia na maga- Ścieżka Ziemi; opuścił towarzyszy wierząc, że rację ma Sira; zakochany w Keirze, wierzy że jeszcze ją spotka.
Sindbad - pirat poznany w trakcie wyprawy na Nieznane Ziemie; Lapis i Shira wielokrotnie uratowały mu życie; zabił Lilith.

Inne postacie które wystąpiły podczas sesji:
Eldioth (ArkaSath) - stary elf, mag
Eldirras - ojciec Eldiotha
Ralandilas - sługa króla Lorindelu
Endak - barbarzyńca, służy Imperium Skelarińskiemu, wsławił się w Bitwie o Świątynię
Issath - barbarzyńca, wnuk przesławnego Endaka
Kelenthe - Bóg Wiatru Skelariańczyków
Kazisław Boaroalld (Kaze) - szuka przygód ^^
Trebor (Azet) - tchórzliwy barbarzyńca
Malekith - władca Druchii, ojciec Siry
Nerin - zona Malekitha, matka Siry
Morathi - matka Malekitha, najwyższa kapłanka Kultu Rozkoszy
Eliroth - król Lorindel
Aenarion - MARTWY; za życia król Asur, ojciec Malekitha i brat Elirotha
Finubar - obecny król Asur
Aegnor - elf, dowodzi oddziałem na granicy Lorindelu z Imperium Novigradu
Elladan - elf, dowodzi wojskami prowadzonymi na Lorindel
Andreas Voen (KenJi) - człowiek szkolony niegdyś w elfickiej szkole, gdy traci kontrole nad sobą zamienia się w demona
Zellis - elf, król Lorindel, mąż Siry
Nethit - mag- Ścieżka Metalu, najemnik. Z polecenia Melora miał zabić Shirę, ale sam zginął z jej ręki.
Leto Carvanesa - mąż Joan de la Rosa, ojciec Shiry. MARTWY
Vien - przyjaciółka Sindbada, w ciąży

Nowa mapka do wydarzeń tej sesji:
http://img513.imageshack.us/img513/8505/lorindel.png

Karty nowych postaci według wzoru:
Imię:
Nazwisko:
Wiek:
Rasa:
Ekwipunek:
Charakter:
Opis:
Zdjęcie: (opcjonalnie)

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
[Obrazek: 363264.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
27.11.2010, 09:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2011 04:34 przez asia_41.)
Post: #2
RE: Lorindel 3: Tron Nurnen
Imię: Duncan
Nazwisko: Nakama
Wiek: 23, sesja 4: 26
Data urodzenia: 2 lutego
Znak zodiaku: Wodnik
Rasa: Człowiek
Wzrost: 181cm
Oczy: Ciemnoszare
Ekwipunek: Daisho - 2 miecze: krótki - wakizashi i długi - tachi (LINK, wakizashi kończy się zaraz za obrazkiem u góry, tachi jest trochę dłuższe i bardziej zakrzywione niż katana), mapy, wierny koń Tovu
Charakter: pewny siebie, dusza wojownika. W walce honorowy. Często bezinteresownie pomaga innym. Zwykle miły, ale potrafi się wkurzyć.
Opis: Syn Idaho (zacytuję wypowiedź Jaydena z pierwszej części: "- Almandyn, Elros, idzicie ze mną, Idaho - tu zwrócił się do stojącego za nim mężczyzny - jesteś szefem póki nie wrócę. Jeśli komuś nie podoba się moja decyzja, może mnie wyzwać na pojedynek.") Kiedy Idaho został poważnie ranny, odszedł od grupy i zamieszkał z ukochaną i 6-letnim wówczas synem na południu Nurnen. Syn odziedziczył nazwisko po matce Novigradce, ponieważ Idaho zrzekł się swojego w wyniku jednej z kłótni ze swoim ojcem (wtedy dołączył do Jaydena).
Duncan od dziecka uczył się walczyć. Ojciec nauczył go posługiwać się łukiem. Walki mieczami uczył się w stolicy. Jego nauczyciel szkolił również Enora, jednak tamten wybrał inny styl walki. Jest oburęczny. Kiedy walczy tylko tachi, przekłada miecz z jednej ręki do drugiej dla zmylenia przeciwnika. Wakizashi wyciąga tylko, kiedy musi. Wtedy trzyma je w lewej ręce, tachi w prawej. Kiedy jego ojciec został uwięziony w lochu w Bizenie (cela naprzeciwko Almandyna), wyruszył do Serys-Skel w poszukiwaniu Jaydena.
Srebrne włosy odziedziczył po ojcu, szare oczy po matce. Zwykle mówi z nurneńskim akcentem, ale zdarza mu się używać novigradzkiego.

Zdjęcie:
1, 2
(nie mogłam się zdecydować , które dać Tongue ubrany jest oczywiście inaczej)

Historia:

7 lat
Duncan od niedawna mieszkał z rodzicami w stolicy. Zdążył już znaleźć w mieście kilka użytecznych skrótów, najczęściej przechodzących przez jakiś teren prywatny.
- No no, Marco, popatrz kto idzie!
- Podejdź no, Białasku! Mamy coś dla ciebie!

Nie podszedł. Bracia Lynn byli starsi i więksi, mimo że Dun był wyrośnięty jak na swój wiek.
- A mój tata powiedział, że tą twoją matkę Novigradkę powinno się... - nie skończył. Sprowokowany Nakama pobiegł w jego stronę. Kai odsunął się, podstawiając chłopcu nogę. Roześmiali się z bratem i przybili sobie piątkę, kiedy zobaczyli, jak Dun zbiera się z bruku. Srebrnowłosy zaatakował znowu, ale tym razem młodszy z rodzeństwa kopnął go w brzuch. Chłopiec przewrócił się, po chwili pozbierał na klęczki i strasznie się rozkaszlał. Bracia Lynn, dalej się śmiejąc, odeszli.

- Matko kochana, Dun, znowu się biłeś! Kolejne spodnie zniszczone, nie nadążam już z łataniem tych wszystkich dziur.
- Kochanie, nie gniewaj się na niego. W tym wieku zachowywałem się tak samo
- Idaho stanął za żoną, objął ją i pocałował w policzek.
- Bleee, całowanie. Róbcie takie ohydztwa, kiedy nie patrzę. - chłopiec odwrócił się i poszedł do pokoju. Nigdy nie zrozumie, jak dorośli mogą robić takie rzeczy jak całowanie i nie zwymiotować.
-------

11 lat
- Enor, tu się schowałeś! O, Lilith, jak tam w szkole? Podobno idzie ci dużo lepiej, niż jemu.
Magowie stali naprzeciwko siebie z wyciągniętymi różdżkami. Dookoła w ziemie były powbijane przeróżne metalowe przedmioty, kępka trawy przy stopie Enora jeszcze dymiła.
- Przerwałem wam zabawę?
- Niee, właśnie skończyliśmy. Zostawię was samych, umówiłam się ze znajomymi. Do zobaczenia.
- wróciła do domu.
- Dun, już się nie gniewasz za wczoraj?
- Przecież mówiłem, że nie. Ale to nie zmienia faktu, że masz zakaz leczenia mnie do końca życia, jasne?
- Jasne.
- Ale nie po to przyszedłem, wyjeżdżam.
- Na długo?
- Na jakiś czas, nie wiem dokładnie, nie będzie mnie ze 3 tygodnie, licząc drogę. Do Novigradu, zaraz, jak się nazywało to miasto... Fevrel, czy jakoś tak. W każdym razie do babci jadę.
- Fevrel? Gdzie to jest?
- Na południe od Sodden, podobno bardzo miłe miasteczko.


Niecałe 3 tygodnie później Duncan z rodzicami wrócili do Serys-Skel. Dun zostawił rzeczy w pokoju i od razu poszedł do Enora. Stęsknił się za nim.

- Dun! - srebrnowłosy odwrócił się i zobaczył Enora idącego w jego stronę z jakąś siatą.
- Enor! No cześć, dawnośmy się nie widzieli. A co tam tak tachasz?
- Too? Nic takiego, Lilith mnie zmusiła żebym z nią poszedł na zakupy i gdzieś zwiała, zanim jej oddałem siatę.
- Hehe, jeszcze się na to łapiesz?
- A odwal się.
- Ooo, jaki niemiły! Ja tu grzecznie pytam, a ty mi z "odwal się" wyjeżdżasz?
- Masz dość nietypowe pojęcie grzeczności.
- Bo ja cały jestem nietypowy! -
Nakama wyszczerzył się.
- Tia, widać - mag również się wyszczerzył.
- Masz coś do mojego wyglądu?
- A co, nie mogę?
- Nie możesz.
- Ale kiedy ja lubię ten twój nietypowy wygląd.
- Wybacz stary, ale nie jesteś w moim typie.
- Ejj, nie to miałem na myśli!
- Jaaasne, tłumacz się.
- Bo oberwiesz siatą! A wierz mi, lekka nie jest!
- Miałem okazję się przekonać, jak wyglądają "małe zakupy" w wykonaniu twojej siostry.
- srebrnowłosy popatrzył w niebo - zbiera się na deszcz, chodźmy lepiej.

Rozpadało się, kiedy byli niedaleko domu Enora. Dun zauważył, że chłopak wygląda trochę nieswojo, kiedy zaczęło grzmieć.
- Hej Enor, czyżbyś bał się zwykłej burzy?
- Ja? Sam się boisz!
- No dobra, nie unoś się tak, pytam tylko. Zresztą to nic złego...
- Nie boję się, jasne?!

Szli dalej w ciszy. Dun co chwilę zerkał na przyjaciela. Coś zdecydowanie było nie tak.
Piorun walnął gdzieś niedaleko. Mag metalu stanął nagle i patrzył rozszerzonymi oczami w tamtą stronę. Po następnym Dun zauważył, że chłopak cały się trzęsie.
- Enor, co się z tobą dzieje? Chodź, bo znowu będziemy chorzy.
Brak jakiejkolwiek reakcji.
- Enor? Enor! - Dun złapał przyjaciela za ramiona i potrząsnął nim. Ten jakby oprzytomniał. - Co się z tobą do cholery stało? Zachowujesz się dziwnie.
- N-nic mi nie-e jest.
- Jak to nic? Przecież widzę.
- Powiedziałem, że nic!
- zdenerwował się, ale nadal wyglądał na przerażonego.
- Enor. Widzisz tą pięść? Gadaj, co się stało, bo pooglądasz ją z mniejszej odległości.
- Wracajmy do domu.
- odpowiedział ponuro Enor. Ale nie ruszył się z miejsca. Srebrnowłosy zabrał mu zakupy Lilith, drugą ręką chwycił za nadgarstek i pociągnął za sobą do jego domu.

Duncan wtargał Enora do jego pokoju i posadził na fotelu. Byli całkiem przemoczeni. Srebrnowłosy zauważył, że przyjaciel się trzęsie. Okrył go kocem, przysunął sobie krzesło i usiadł naprzeciwko niego.
- Enor, może mi w końcu powiesz, co jest?
Mag spuścił głowę i wbił wzrok w podłogę.
- Enor do cholery, popatrz na mnie i powiedz to w końcu.
Nakama wstał z krzesła, chwycił go za ramiona, popchnął na oparcie fotela. Teraz Enor nie mógł na niego nie patrzeć.
- Zostaw mnie w spokoju, Dun.
- Nie zostawię, póki mi nie powiesz, co się stało. Przecież widzę, że coś jest nie tak!

Cisza.
- Wyduś to wreszcie!
Enor westchnął i spuścił trochę wzrok.
- Walczyłem z Alderem w szkole. Tydzień po twoim wyjeździe. Wiesz, te ćwiczenia, co nam czasami robią. Zaczęliśmy spokojnie. Starałem się go nie zranić, bo on mnie nienawidzi za... za tamto. A on rzucał coraz mocniejsze zaklęcia. Nic mi nie zrobił, potrzeba więcej niż byle wiaterku, żeby mnie pokonać. - uśmiechnął się lekko i wymuszenie. Wyglądał teraz dość żałośnie. - On się wkurzył. Chciał się zemścić. Zaczął we mnie strzelać piorunami. Właściwie to wokół mnie, bo chyba jeszcze ma problemy z celnością. Zorientowałem się, że trzymam dalej stalowy drąg. Mógłbym z nim robić za piorunochron chyba. Rzuciłem go właściwie w ostatniej chwili, od razu jeden w niego walnął. Byłoby już po mnie. Cholera, kiedy o tym pomyślę... Stałem tam chwilę jak słup soli. Potem chciałem biec do drzwi, uciec stamtąd jak najszybciej. Potknąłem się o rozwalone krzesło. Alder zdemolował pół sali. A przez cały czas profesor stał i szeptał inkantację, wszystko działo się tak szybko. Chciałem wstać, zgiąłem rękę żeby się oprzeć, ułamek sekundy później w miejscu, gdzie była wcześniej moja dłoń, walnął piorun. Profesor skończył nakładać na niego barierę, zaprowadzili mnie do pielęgniarki. Powiedziała, że mam cholerne szczęście, że wyszedłem z tego tylko trochę podrapany i poobijany. Dun, ja... boję się. Strasznie się boję. Za każdym razem, kiedy widzę piorun, paraliżuje mnie. Widzę przed sobą Aldera między rozwalonymi stolikami, z uniesionymi rękami i mściwym wyrazem twarzy. On mnie naprawdę chciał zabić, Dun. A ja nie mogłem się w żaden sposób obronić. Przeraża mnie to, że mógłbym już być martwy. Nie chcę umierać, Dun.
Srebrnowłosy zauważył, że Enor ma łzy w oczach. Puścił przyjaciela i objął go.
- Nie umrzesz, głupku. Obiecuję. - usłyszał mag gdzieś koło lewego ucha. - Pokonam każdego maga, każdy żywioł... nawet pieprzoną kostuchę gołymi rękami, jeśli będę musiał, jasne?
- Dzięki, Dun.
- I nie masz się czego bać. To zwykła burza, tak?
- Tak.

Nakama puścił przyjaciela i popatrzył na niego chwilę.
- Mam z tobą zostać?
- Nie musisz.
- Zostanę.
- A twoi rodzice?
- Domyślą się, że nocuję u ciebie. Nikt normalny nie wracałby w czasie takiej ulewy.
- A który z nas jest normalny?
- Enor wyszczerzył się.

[Obrazek: 113678.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
27.11.2010, 13:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2010 16:18 przez stealth.)
Post: #3
RE: Lorindel 3: Tron Nurnen
Heh, dobra robota Joa!

Imię: Scalard
Nazwisko: <nieznane>
Wiek: 24
Rasa: człowiek
Wygląd: Wysoka, ogolona na łyso kobieta, pokryta tatuażami. Szczupła, żeby nie powiedzieć, wychudła. Szare oczy.
Ekwipunek:
1. Czarne, stalowe rękawice z kolcami na knykciach, bogato inkrustowane w motywy czaszek, demonów, węży i innych tego typu, niezbyt pozytywnych rzeczy.
2. Metalowe ochraniacze na przedramiona (wygląd taki sam jak rękawic bojowych).
3. Skórzany strój.
4. Podróżna torba (skórzana).
Charakter: Chaotyczny zły. Egoistka, cyniczna.
Opis: Urodzona w dzielnicy biedoty Sodden - stolicy Imperium Novigradu - Scalard szybko nauczyła się, że jeśli chce się przeżyć, trzeba odrzucić na bok wszelkie moralne zasady. Pierwszego człowieka zabiła w wieku lat 12 - w ciemnym zaułku zaczepiał ją jakiś pijak. Poderżnęła mu gardło bez chwili wahania. Parę lat po tym wydarzeniu uciekła z domu. A raczej z rudery w której mieszkała wraz z ojcem pijakiem i wiecznie zaćpaną matką. Podróżowała po obu Imperiach wraz z bandą rzezimieszków i rozbójników kradnąc i mordując. W wieku lat 15 miała już na tyle rozwiniętą fizjonomię, by oddawać się bandytom za co ciekawsze łupy. Pewnego razu dotarli do Serys-Skel by upłynnić zdobycze u jednego z paserów. Scalard, wraz z hersztem została wyprawiona z częścią drogocennych figurek ze splądrowanego klasztoru do miejscowej bandyckiej meliny. Gdy jej towarzysz wyszedł od pasera, trzymając wypchaną sakiewkę, dziewczyna dźgnęła go kilkakrotnie nożem w plecy, po czym zabrała pieniądze. Następnie udała się na najbliższy posterunek Gwardii Serys-Skel by powiedzieć im, gdzie ukryli się jej byli kamraci.
Następny rok spędziła na nieustannej zabawie - piciu, zażywaniu środków odurzających oraz hazardzie. Była w kilku związkach - zarówno z mężczyznami jak i z kobietami. Jednak pewnego dnia spotkała dawnego bandytę z jej szajki. Widocznie umknął strażnikom. Omal jej nie zabił, musiała oddać mu całe złoto, które jej jeszcze pozostało. Pobił ją do nieprzytomności. Została znaleziona przez członków Sekty Czarnego Węża. Przez 4 lata była jej wierną wyznawczynią. Członkowie sekty często zajmowali się zabójstwami na zlecenie. Nauczyła się tam walki rękawicami bojowymi, duszenia, używania trucizn, skradania się i innych przydatnych rzeczy w zawodzie zabójczyni. W tym magii. Tak, magii. W Sekcie wysokie miejsce zajmowała pewna Wiedźma (osoby nieskupione wokół żadnej szkoły magicznej, które nieprzeszły żadnego szkolenia magicznego były i są tępione przez wszystkie cywilizowane państwa). Ona dostrzegła w niej iskierkę talentu, rozbudziła ją i nauczyła podstawowych rzeczy. Była jednak stara i nigdy nie uczyła żadnego dzikiego maga, toteż postanowiła wysłać ją na skraj Pustkowi - do obozowiska Wiedźm. W międzyczasie Scalard wykonywała wiele zleceń na wysoko postawione osoby w Nurnen i obu Imperiach. W obozowisku spędziła 3 lata - ucząc sie, jak panować nad swoim darem. Dzicy magowie nie potrafią w pełni panować nad magią. Są, możnaby powiedzieć, trochę od niej uzależnieni. Często popadaja również w szaleństwo. Dzika magia jest niebezpieczna. Po upływie 3 lat los odwrócił się od Scalard. Sekta została rozbita przez Gwardię, natomiast Wiedźmy złapane i stracone przez połączone Bractwa Magiczne. Jedynie młodej zabójczyni i jej nowemu kochankowi (jednemu z nielicznych dzikich magów-mężczyzn w obozie) udało się zbiec. Poznała podstawowe czary oraz umiejętności magiczne. Brakowało jej cierpliwości by wybrać którąkolwiek ścieżkę, lecz najbardziej lubiła Ścieżkę Lewitacji. Uwielbiała rzucać swoimi ofiarami o ściany. Ścieżka Krwi, moc pozwalająca zmieniać swoją i cudzą energię życiową w moc magiczną była zakazana, i to właśnie ją pociągało i sprawiało, że skupiała się na niej jako swojej drugiej specjalizacji. Generalnie wolała nie używać magii by uniknąć wykrycia przez magów, walczyła w sposób konwencjonalny. Przez następny rok jeździła ze swoim partnerem po kraju zabijając osoby, które wskazali im pracodawcy. Jej partner zginął zabity przez ochroniarzy bogatego kupca, ona sama została ciężko raniona i obecnie zbiera siły w Serys-Skel.
Zdjęcia:
młoda Scalard
Scalard po przystąpieniu do Sekty
Scalard - twarz
Twarz 2

Dans les flots c’est elle qu’elle voit,
Le fleuve l’emporte loin loin loin…

Pourquoi elle doit attendre ?
Attendre dans la lumière,
Elle s’efface, elle met les masques.

Sur les quais…
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
27.11.2010, 15:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2010 19:58 przez bruk.)
Post: #4
RE: Lorindel 3: Tron Nurnen
Imię: Penelope (Poppy)
Nazwisko: Clearwater (tak, z Pottera Tongue)
Wiek: 19
Rasa: człowiek
Ekwipunek: różdżka, płaszcz
Charakter: spokojna, cicha, uprzejma
Opis: Córka generała Clearwatera, poddanego królowi Jaydenowi. Po objęciu tronu przez Melora jej ojciec został zamordowany, a ona wraz z matka uciekły. Niestety oddział nowego króla ich dopadł i zabił również jej matkę, jednak jej samej udało się uciec. Nie wiedząc dokąd się udać wyruszyła do Serys-skel, gdzie miała nadzieję odnalezc zbieglych rodakow. Uczęszczała do tej samej Akademii Magii co Lapis i Keira. Jest biegla w sciezce wody, nigdy nie uczyla sie walki wrecz, poswiecila sie calkowicie nauce magii. Kasztanowe loki sięgają jej do pasa, a duże, ciemnoniebieskie oczy przypominają głębię oceanu. Ma różaną cerę i dużo piegów.
Zdjęcie: 1 2
Nie mogłam się zdecydować Big Grin

"We should totally hang out together. What is your name?
...
Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!"

(GG)ŁDSS ! :
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
27.11.2010, 15:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2011 20:58 przez Joa.)
Post: #5
RE: Lorindel 3: Tron Nurnen
Postać 1. (stealth się załamie ^^')
Imię: Malakon
Nazwisko: Lechosos (od odmiany opalu Big Grin)
Wiek: 35
Rasa: człowiek
Ekwipunek: ulubiona broń: katana; ale specjalnie dla stealtha: znacznie częściej do walki używa szabli ze zdobioną rubinem rękojeścią. Mapy, biały koń- Wicher, razem wiele przeszli.
Charakter: Odważny, uczynny, sprawiedliwy, rozważny, obowiązkowy i lojalny.
Opis: Pochodzi z Księstwa K’mony, syn dwójki szlachciców- jego ojcem był jeden z generałów tamtejszego wojska, matka natomiast pochodziła z Nurnen, po podbiciu państwa przez Novigrad wyjechała do K’mony. Od najwcześniejszych lat szkolony na wojownika. Miał po ojcu odziedziczyć stopień generała K’mony. Jednak w wyniku Wielkiej Rewolucji, jego rodzice zostali zabici podczas noworocznego balu u księcia. Zginęła wtedy część tamtejszej elity (z księciem włącznie). Mały Malakon uciekł do Nurnen. Jeden z tamtejszych żołnierzy dostrzegł w nim potencjał i zaczął szkolić. Już jako młodzieniec wsławił się w kilku bitwach zyskując przydomek ‘Kolca Róży’, który odwoływał się do królewskiego nazwiska (de la Rosa) i znamienitych ataków które wykonywał na polach walk. Pomagał też w odzyskaniu trony przez prawowitego władcę- Jaydena de la Rosa. Za swoje zasługi w wieku 30 lat został mianowany najmłodszym generałem w wojsku nurneńskim. Lojalny i wierny królowi Jaydenowi, starał się jak mógł by nie dopuścić do przejęcia tronu przez Melora. Nie spodziewał się jednak, że Melor otumanił aż tak dużą część wiernych dotąd królowi istot. Po ostatecznej bitwie zbiegł ciężko ranny wraz z garstką swoich ludzi. Schronienie i ratunek znalazł w Gurenth- głównej świątyni boga Sawanzaredo, gdzie zajęła się nim Rubin. (Asia czy już wiadomo kim będzie owy X? xD). Teraz zbiera siły do ataku na bizeński zamek.
Zdjęcie: [Obrazek: loverbook2byjiuge2.jpg]
Nie trzeba chyba tłumaczyć kim jest ta kobieta obok? xD


Postać 2:
Imię: Nefelin
Nazwisko: Karbonado (po polsku: czarny diament)
Wiek: sesja 3: 28 lat ; sesja 4: 31-32 lata
Data urodzenia: 27 stycznia
Znak zodiaku: wodnik
Wzrost: 190 cm
Kolor oczu: jasno-szare
Rasa: człowiek
Ekwipunek: szabla o zdobionej w smocze łuski rękojeści, cała czarna. Do tego krótki sztylet wyciągany bardzo rzadko. Reszta ekwipunku nieznana. Kary koń o 'wdzięcznym' imieniu - Diabeł.
Charakter: demoniczny, ale mimo wszystko jednak kulturalny dość; małomówny, rozważny, bywa dość brutalny, kocha walkę to niemal jego żywioł, serce zimne jak lód (lód można stopić), ma specyficzny styl zabijania. Nie cofnie się przed niczym, zacięty, opanowany.
Opis: (w trakcie tworzenia)
-bardzo złe dzieciństwo (ogólnie faceta nigdy nic dobrego nie spotkało w życiu)
-jeden z generałów Melora (czyli ten zły)
-generał od tej 'złej roboty', prywatny zabójca i morderca Melora. Bez mrugnięcia okiem zamordował między innymi ojca Penelope Clearwater
-dobry przyjaciel Enora, podkochiwał się w Lilith

Historia:

Prolog
Orszak wjechał przez główną bramę i zwolnił. Główny trakt, który niegdyś prowadził do pałacyku w centrum, teraz był zasypany licznymi nadpalonymi kawałkami drewna, smętnymi spalonymi przedmiotami codziennego użytku i kawałkami popękanych kamieni. Mężczyzna, który siedział w karocy, odsłonił zasłonkę. Pojazd nie dałby rady szybko przejechać po takich zgliszczach. Miasteczko zostało całkowicie spalone jakiś tydzień wcześniej. Ambasador Księstwa K’mony, który mieszkał w pałacyku, słono zapłacił za niepodporządkowanie się żądaniom Imperium Novigradu.
-I na co mu to było?- rzucił w pusta przestrzeń 32-letni mężczyzna. Zasłonił okienko i rozejrzał się po wnętrzu swojej bogato zdobionej karocy. Lubił wygodę i nie miał nic przeciw samotnemu podróżowaniu w niej.
Chwilę później pojazd gwałtownie zatrzymał się. Mężczyzna zdenerwowany i tak już powolnym tempem jazdy otworzył drzwiczki by wysiąść.
-Co tu się dzieję?!-krzyknął syn Galdhira De la Rosy, obecnego ‘zarządcy’ Nurnen, państwa całkowicie oddanego Imperium.
-Książę Melorze! Proszę nam wybaczyć ten przymusowy postój. Ktoś przeżył masakrę jaka się tu odegrała.- odpowiedział jeden z żołnierzy eskorty. Melor popatrzył we wskazanym kierunku.
-Przecież to dziecko. Zajmijcie się nim i ruszamy dalej.-odwrócił się by wrócić do środka.
Drugi żołnierz podszedł w tym czasie do chłopca. Chciał go zabić. Lepiej żeby tajemnica masakry ebirskiej, jak nazwano wydarzenia, które rozegrały się w mieście Ebir, nie wyszła poza granice byłego miasta. Czarnowłosy, na oko 6-letni chłopczyk stał w miejscu ze zbyt dużym mieczem opartym o ziemie. Dziecko wyglądało trochę jak opętane. Miało potargane włosy, a na rękach i twarzy zaschniętą krew. Wpatrywało się w żołnierza pustym spojrzeniem. Na zbyt ciężkim dla chłopca mieczu także było widać śladu krwi. Demon jak nic, pomyślał mężczyzna podnosząc rękę ze swoim mieczem. Opuścił ją i ze zdumieniem odkrył, że chłopczyk sparował cios. Dziecko zatoczyło się do tyłu pod ciężarem broni, ale utrzymało miecz w dłoni. Rzuciło się w stronę żołnierze. Doświadczony wojownik bez trudu wytrącił chłopcu broń z ręki i uderzył go pięścią w twarz. Sześciolatek wypuścił miecz i upadł na ziemię. Żołnierz podszedł do niego, wyszarpnął czarny sztylet, który chłopiec miał za paskiem i trzymając go, ponownie uniósł rękę do góry, chcąc nim zabić dziecko.
-Zaczekaj-usłyszał nagle głos Melora, który szedł w ich stronę. Obserwował całą sytuację. Zabrał żołnierzowi sztylet i kucnął przed klęczącym chłopcem.
-Podobasz mi się. Jesteś stąd?-zaciśnięte wargi chłopca mówiły same za sobie. Nie zamierzał mu odpowiadać. Melor przyjrzał mu się uważnie.
-Pamiętaj, nigdy nie wypuszczaj broni z ręki podczas walki. Inaczej przegrasz.-podrzucił czarny sztylet, złapał go za klingę i podał chłopcu trzonkiem skierowanym w jego stronę. Dziecko niepewnie wzięło broń i popatrzyło na Melora szarymi oczami.
-Chodź ze mną. Będziesz mi służył, a ja dam ci dach nad głową.-zdecydował nagle książę. Pytany później, nie umiał wytłumaczyć co go podkusiło by przygarnąć chłopca. Ale nigdy w życiu, aż do śmierci, nie pożałował, zbyt mocno, swojej decyzji. Dostrzegł w oczach chłopca błysk.
-Jak się nazywasz?
Dziecko jeszcze chwilę milczało. Gdy stracił już nadzieję na odpowiedź, usłyszał ochrypły głosik.
-Nefelin Karbonado, mój panie.

filmik mniej więcej tak wygląda mały Nefik, jak ten dzieciak.
-----

(10 lat)
Kucharka oderwała się na chwilę od pracy i popatrzyła w kąt pokoju. Na wersalce obok wielkiego pieca siedział skulony 10-latek. Uśmiechnęła się gdy zobaczyła jak kiwa mu się głowa. Drzemał. Było późne popołudnie, widać skończył już swoją pracę. Z reguły nie lubiła gdy ktoś przesiadywał w jej ‘małym królestwie’, jak nazywała kuchnię w dworku Melora De la Rosy, ale obecność chłopca zupełnie jej nie przeszkadzała. Był grzeczny chociaż małomówny. Zawsze jednak pytał czy może wejść, a po uzyskaniu zgody siadał w kącie na rozlatującej się kanapie i grzał się przy ciepłym piecu.
Przyjechał z księciem Melorem 4 lata temu i został, wówczas jeszcze w zamku, jako chłopiec służebny. Mył podłogi, biegał do miasta po sprawunki, czyścił stajnie. Bez słowa nawet wykonywał prace, którymi obarczali go starsi chłopcy. Nie wiedziała, czemu się z niego wyśmiewali. Niektórzy dorośli też za nim nie przepadali.
Ale stara kucharka lubiła Nefelina. Zgarniała mu po kryjomu resztki z kolacji państwa. Był taki chudy. Pamiętała jak go zobaczyła po raz pierwszy. Wyglądał jak kościotrup w tych poplamionych krwią ubraniach i potarganych włosach. Książę poprosił ją wtedy by się nim zajęła. Teraz przynajmniej ciuchy miał lepsze i włosy dłuższe. Kobieta nie wiedziała skąd on bierze tyle siły przy tak wątłym ciele. A że był lekki, często wykonywał też prace na wysokościach. Najbardziej chyba lubił zbiory owoców. Wspinał się po drzewach bardzo dobrze, ani razu jeszcze nie spadł. A do tego był sprytny i zmyślny. Zawsze znajdował oparcie dla rąk i stóp tam, gdzie reszta by nawet nie pomyślała.
Kucharka drgnęła gdy otworzyły się drzwi do kuchni. Stanęła w nich sześcioletnia dziewczynka. Była drobna, miała blond włosy, zielone oczy i stanowiła oczko w głowie ojca- pana Melora. Mawiano, że już ma wredny charakterek, chociaż była raczej radosnym dzieckiem.
Popatrzyła na kobietę, a potem na Karbonado, który ocknął się z drzemki, i na jej twarzy pojawił się uśmiech. Ruszyła w jego kierunku, ale potknęła się o stojący na ziemi kosz z owocami. Przewróciłaby się gdyby chłopiec nie wykazał się świetnym refleksem i nie złapał jej pod ramiona. Lilith wyciągnęła rączki, złapała go za szyję i przytuliła.
-Nic sobie panienka nie zrobiła?-zapytał czerwieniejąc się. Nefelin nie wiedział co ma począć, ale kucharka zauważyła, że się uśmiechnął. Zdecydowanie za rzadko się uśmiecha, pomyślała. Dziewczynka złapała Nefelina za rękę.
-Nef! Chodź się pobawić! Będziesz moim rycerzem na białym rumaku!- pociągnęła go do drzwi. Chłopiec rzucił jakby przepraszające spojrzenie starej kucharce i wybiegł za Lilith.
-Biedny dzieciak. Panienka go zamęczy. Przychodzi tu prawie codziennie by się z nim bawić.- stwierdził wysoki, siwowłosy mężczyzna mijając dzieci w drzwiach. Wszedł do kuchni i pocałował żonę w policzek-To co dziś na obiad?

10-15 lat zdjęcie

(12 lat)
Klinga szczęknęła o drugą gdy Nefelin sparował cios. Cofnął się o krok. Enor znowu zaatakował. Nie trafił. Zrobił zaciętą minę i jeszcze raz skoczył w stronę służącego, którego w sumie uważał za kumpla. Karbonado niezauważalnie westchnął widząc nieporadny atak ośmiolatka. Udał, że nie zdąży podnieść miecza. Odsunął się o niewielki krok. Nie chciał by Enor mimo wszystko rozharatał mu rękę, nogę czy cokolwiek. Panicz walczył dobrej jakości kataną, a on miał do dyspozycji tylko podrdzewiały i trochę tępy półtorak. Enor przejechał mu czubkiem broni po ramieniu, ale potknął się przy tym. Nefelin nawet nie przejął się płytką raną na ręce. Skoczył w stronę chłopaka niby to w odwecie. Tak naprawdę podtrzymał go by nie upadł. Odskoczyli od siebie.
-Oszukujesz!-krzyknął Enor i zaczerwienił się ze złości. Nefelin doskoczył do niego.
-Ciszej!-syknął celując lekko w bok. Enor sparował.
-Nef, prosiłem! Nie chcę taryfy ulgowej!
-Patrzą na nas. Twój ojciec i jeszcze ktoś
- rozmawiali nadal walcząc.
-No to co?
-To to, że nie chcę oberwać za to, że cię za bardzo poraniłem.
-Przecież sam cie prosiłem o trening!

Nefelin westchnął i znowu doskoczył do Enora.
-Nie rozumiesz Enorze.-wytrącił młodemu magowi broń z ręki.-Starczy na dziś.
Enor był na siebie zły. Choć bardzo się starał, Nefelin ciągle z nim wygrywał w walce bronią.

-Dobry jest.
-Wiem
-Melor kiwnął głową.
-I chyba nas zauważył.
-Mhm…

Melor i jeden z wojowników stali za drzewem i przyglądali się pojedynkowi chłopców.
-Panie… powinieneś go posłać do jakiegoś nauczyciela. Może być dobrym żołnierzem.
-Tak, tak, myślałem o tym. Chce by mi wiernie służył. Nie mogę go jednak wysłać do tego samego sensei co syna. Jeżeli z taką niedojdą jak Enor, nic jeszcze nie zrobił, to znaczy że nie jest na tyle dobrym nauczycielem. Znasz kogoś zaufanego i dobrego?
-Poszukam, panie.



2 miesiące później.
Karbonado wracał do domu leśną dróżką kopiąc kamyk. Jak miał powiedzieć panu, że mistrz dowiedział się, że jest tylko służącym i odmówił udzielania mu kolejnych lekcji? Nefelin się zamyślił. Tylko miesiąc pobierał lekcje fechtunku. A szkoda, nawet mu się podobało, mimo że harował teraz podwójnie: w domu ze zwykłymi obowiązkami, by nic się nie wydało, i na treningach. Tak się zamyślił, że nawet nie zauważył jak otoczyło go pięciu chłopaków z sąsiednich dworów. Wszyscy byli starsi i silniejsi.
-No, no…Karbonado! Udało ci się w zaszczycie ponieść broń jaśnie panicza ciamajdy?-krzyknął szyderczo jeden z napastników. Okoliczni chłopcy służebni nie przepadali za Enorem.-A nie, racja, wybacz… przecież ty chodzisz na lekcje fechtunku! Pewnie będziesz walczył za tą ciamajdę… poruszał mu ręką by wiedział, w co trafiać!
Zaśmiali się. Nefelin się zdenerwował. Lubił Enora i nie chciał by ktokolwiek go obrażał. Wyjął miecz z pochwy i rzucił się na szefa bandy. Zagrodzili mu drogę. Ciął lekko jednego z nich i wyminął, gdy tamten upadł. Ale nie zdążył dobiec do szefa bandy.
Jeden podciął mu nogi, drugi wyszarpnął miecz, a trzeci przygwoździł do ziemi. Przez chwilę kopali go w żebra, a ten co go trzymał, uderzył go nawet w głowę. Potem pociągnęli go do pionu i dalej obkładali pięściami, śmiejąc się. Nefelin próbował się wyszarpnąć, ale trzymający go chłopak był naprawdę barczysty, a Nefelin no cóż, raczej dość chudy. I naprawdę mocno trzymał go z tyłu za ręce. Karbonado nigdy nie był dość dobry w walce wręcz. Po pewnym czasie był już cały obolały i poczuł, że nogi się pod nim uginają.
-Hahaha! Chciałbyś może zostać żołnierzem? W takim stanie? Mam nadzieję, że nigdy ktoś taki jak ty nie stanie w szeregach armii. Pokalałbyś jej imię!
Zaciągnęli go kawałek w głąb lasu i przywiązali za nadgarstki do drzewa. Po chwili przewiązali go też w pasie.
Szef bandy wziął miecz, który zabrali Nefelinowi.
-To za kumpla!- Podszedł do niego. Wziął zamach i ciął Karbonado po klatce piersiowej, zostawiając krwawy, ale niezbyt głęboki ślad. Nefelin zacisnął zęby by nie krzyknąć. Bolało jak cholera.
-Ooo… strugamy bohatera, co? No to jeszcze raz!-wziął zamach, ale usłyszeli za sobą cienki głosik.
-Zostawcie go!-krzyknął Enor, zaciskając piąstki ze złości.
-Bo co? Zrobisz nam coś?- szef ruszył w stronę Enora z mieczem w ręku.
-NIE! Zostawcie go!-krzyknął Nefelin ledwo widząc na oczy. Wszystko go bolało.-Enor! Nie daj się!
Ośmiolatek cofnął się przerażony. Ale na głos przyjaciela spiął się w sobie i zatrzymał.
-Nie dam wam się! Nic mi nie zrobicie!
-Ciekawe, a jak zamierzasz…
- szef nie skończył, w jego stronę poleciało kilka shurinkenów. Odbił je mieczem, ale jeden przeciął mu rękaw. Jego kumple skoczyli w krzaki, gdy w ich stronę też poleciały ostrza. Szef bandy wypuścił broń i uciekł. Enor z uśmiechem na twarzy podbiegł do drzewa, gdzie był przywiązany Nefelin. Jeden z shurinkenów wbił się trochę nad głową Karbonado.
-Nef! Widziałeś? Udało mi się!
-Brawo
-wychrypiał ledwo żywy Nefelin-Mógłbyś mnie rozwiązać?
Chłopiec odciął więzy. Nefelin padł na kolana ciężko dysząc.
-Udało się, udało! Nastraszyłem ich! Ale fajnie!-Nef uśmiechnął się blado. Rzeczywiście, ładnie mu to wyszło.
-No chodź! Powiem w domu!-pociągnął Karbonado za rękę. Ten się skrzywił.-No weź! Ja się tu cieszę, a ty zawsze taki pochmurny jesteś!
-Boli
-warknął Nefelin może trochę zbyt ostro. Enor się przestraszył. Puścił kumpla i cofnął się. Dopiero teraz, z odległości, zobaczył że Nefelin krwawi.
-Ojej! Jesteś ranny! Polecę po pomoc!
-Nie…
-wychrypiał Nefelin, ale Enora już nie było. Spróbował wstać i iść. Zrobił tylko kilka kroków i upadł tracąc przytomność.

(Lata 13-17)

-Karbonado, zaczekaj!
Nefelin zatrzymał się słysząc głos Melora. W rękach miał ciężki kosz pełen jabłek.
-Dowiem się wreszcie, kto Cie tak urządził?
Chłopiec odwrócił wzrok i spuścił głowę. Od pewnego czasu unikał odpowiedzi na to pytanie. Siniaki i zadrapania już dawno znikły, ale żebra przestały boleć dopiero niedawno.
-Panie, to nieistotne… ja sam…
-Co ty sam?
-Sam bym chciał się im odwdzięczyć.
-Ooo… a jak to zamierzasz zrobić?
-Nie wiem jeszcze, panie. Coś wymyślę, ale pożałują…
-No proszę… I co o nim myślisz?
-Podoba mi się. Możemy spróbować.

Nefelin drgnął gdy usłyszał za sobą głos mężczyzny. Odwrócił się i popatrzył na dobrze zbudowanego mężczyznę, mniej więcej w wieku Melora.
-Nefelinie, to twój nowy mistrz, Angivo Raysawern. Wyjedziesz by trenować i wrócisz by mi lepiej służyć. Nie zawiedź mnie.

Po kilku dniach, dojechali do dobrze ukrytej w górach dolinki. Wtedy też Nefelin po raz pierwszy płynął statkiem. Nie miał choroby morskiej, ale cała podróż uznał za nudną. Zmierzali w stronę Denklors jak powiedział mistrz. Karbonado i tak nie wiedział gdzie to jest.
-Witaj w swoim nowym domu Karbonado. Rozgość się. Nemko cie oprowadzi. A ja wracam jutro i bierzemy się do roboty.
Nefelin zmęczonym wzrokiem popatrzył na towarzysza swojego mistrza- Nemko Raskę. Wyglądał dziwnie. Później Nefelin dowiedział się, że w okolicy krążą plotki, coby Nemko był wilkołakiem… Ale chłopak w to nie wierzył.
Obudził się następnego dnia o świcie. Jednak siennik, to nie było to samo co własne łóżko w domu Melora. No ale miał tu spędzić trochę czasu. Zjadł śniadanie przygotowane przez Nemko. Mistrz przyjechał dopiero parę godzin później. Nefelin zdążył w tym czasie zwiedzić najbliższą okolicę. Wąwozy, łąki, lasy, rzeka i łańcuchy górskie. Bardzo mało zamieszkany teren. Raysawern’owi ktoś towarzyszył.
-Karbonado, poznaj: Candhrey Gorgo. Gorgo to jest Nefelin Karbonado. Od dziś jesteście jednocześnie najlepszymi przyjaciółmi i najgorszymi wrogami. Nauczycie się współpracować i jednocześnie nie ufać nikomu poza sobą. Do roboty więc.
Chłopcy popatrzyli po sobie. Nefelin miał wówczas 13 lat, a Candhrey 14.
----
Wjechali na płaskowyż.
-Co widzicie?
Chłopcy rozejrzeli się. Minął prawie rok od kiedy się poznali. Była późna jesień. Nauczyli się walczyć. Żaden nie poddawał się już bez walki. Nefelin był lepszy w pojedynkach z użyciem broni, Candhrey dominował w walce wręcz. Obaj chodzili pokaleczeni i posiniaczeni.
-Gorgo?
-A co mam widzieć? Łyse drzewa, pola, lasy. To samo co zwykle.
-Karbonado?

Nefelin pokręcił głową. Też nie wiedział. Mistrz często lubił ich robić w przysłowiowego konia i wyśmiewać się z nich. Tylko, że teraz, ewidentnie oczekiwał odpowiedzi. Karbonado wpatrywał się intensywnie w horyzont. Nagle coś błysnęło. Skupił wzrok.
-Tam ktoś jest!-wskazał ręką w stronę wschodu słońca.
-Dobrze.
-To wygląda na całą armię.

Teraz już lepie widzieli. Naprzeciwko siebie stały dwie grupy ludzi. Z takiej odległości przypominali łatwe do zgniecenia, mrówki.
-To wojska berdahskie i denklorskie. Jeśli jeszcze nie wiecie, Denklors jest sojusznikiem Nurnen. Niestety sam ma kłopoty z graniczącym z nim od południa Królestwem Berdah. Władcy Berdah chcą odebrać Południowe Rubieże naszemu sojusznikowi. Ale tej bitwy wrogie wojska nie mają szansy wygrać.-mistrz popatrzył po swoich uczniach.-Panowie, dziś będzie pracowita noc. Nauczycie się zabijać z zimną krwią.
---
-Przyciągnę ich uwagę, a ty porozwalaj te kamienie i zrobimy małą lawinkę.- Nefelin zwrócił się do towarzysza, który wykazywał uzdolnienia w magii, głównie w ścieżce kamienia.
-Dobra, dajesz.
Nefelin pobiegł na dół wąwozu. Wyskoczył tuż przed jednym z żołnierzy i ciął go po nogach. Mężczyzna zatoczył się do tyłu.
-To on! Brać go!
Oj tak, dziś bardzo się narazili żołnierzom berdhańskim. Zabili, razem z Gorgo, kilkunastu z nich w dość brutalny sposób. Mogli chcieć się mścić, nic dziwnego. Nef pobiegł w głąb wąwozu, a ci za nim. W pewnym momencie usłyszeli huk. Zbyt późno dotarło do nich, że chłopak wciągnął ich w pułapkę. Zanim spadły na nich kamienie, zauważyli diabelski uśmiech chłopaka. Nefelin skoczył i ukrył się pod półką skalną. Jego też trochę zasypało.
Po pewnym czasie usłyszał wołającego go Gorgo. Odkrzyknął. Towarzysz podszedł i popatrzył na niego. Nefelin był w trakcie odgarniania kamieni z przejścia.
-Pozbieraj trochę tych kamieni. Będzie mi łatwiej wyjść
-Wybacz, Karbonado.
- w jego głosie nie było słychać żalu. Po chwili Nefelin poczuł wstrząs. Zobaczył mściwy uśmiech Gorg’a. Po chwili półka, pod którą się ukrył, posypała się na niego.

-Gdzie Karbonado?
-Nie wiem mistrzu. Rozdzieliliśmy się. Nie widziałem go
- jak proste było kłamstwo.
Kilka godzin później.
-Angivo, koń wrócił.-Nemko stał w drzwiach do pokoju mistrza.-Nie przejmujesz się?
-To nic. Trening zaczynamy dopiero o szóstej. Jeszcze ma czas. Przyjdzie.


Gorgo stał na polance i czekał na, tylko swojego już, mistrza. Angivo szedł w jego stronę powolnym krokiem. Nagle zatrzymał się.
-Karbonado, nie obchodzi mnie co żeś robił całą noc, ale zdajesz sobie sprawę, że zaraz zaczynamy?-popatrzył na Nefelina. Chłopak trzymał w ręce kij, którym podpierał się by nie upaść. Miał złamaną kość w lewej nodze, a do tego kilka cięższych ran i zadrapań. Patrzył przed siebie pustym spojrzeniem-Idź do Nemko, niech ci to opatrzy.
Nefelin nic nie powiedział. Pokuśtykał do domku. Na twarzy Gorgo pojawił się wściekły grymas. Od tego czasu ich rywalizacja zaczęła przypominać niebezpieczną rozgrywkę.
----
-Angivo! Las się pali!
-Co?!
-wrzasnął mistrz. Pożar w miejscu gdzie mieszkali, mógł być bardzo niebezpieczni. Ich dolinka była otoczona z trzech stron przez strome góry. Pobiegli sprawdzić co się dzieje. Angivo wyhamował pierwszy. Nemko zatrzymał się kawałek za nim.
Z lasu wyszedł właśnie Nefelin. W ręką trzymał swoją ulubioną szablę, którą otrzymał od mistrza. Na twarzy i kurtce miał krew. Mistrz chyba zrozumiał pierwszy co się stało.
-Gdzie Gorgo?
-Nie żyje.
-Nefelinie…
- mistrzowi nie dane było skończyć. Karbonado przyskoczył do niego, i zanim ktokolwiek zauważył, przebił go mieczem.
-Naprawdę… dużo… się.. nauczyłeś.-Angivo pociekła z ust krew. Nefelin wyciągnął broń. Mistrz padł martwy u jego stóp. Karbonado odwrócił się i pobiegł w las. Nemko podszedł do ciała przyjaciela. Gdyby Nefelin się odwrócił, pewnie do końca życia nie zapomniałby tego smutnego spojrzenia Raski.
Gdy Nefelin wrócił do Nurnen miał koło 17 lat.

17 lat zdjęcie

17-26 lat

-Dlaczego on musi za nami ciągle łazić?-Kai się zdenerwował. Spacerowali z Lilith nad pobliską rzeką. Dziewczyna popatrzyła na Nefelina Siedział nieopodal oparty o pień wierzby. Wyglądał jakby drzemał.
-Ojciec mnie nie chce puszczać samej. Po tym wypadku… no wiesz, mówiłam ci. Jakiś miesiąc temu zabito kilku chłopaków w okolicy. Tworzyli taką wiejską bandę. Ale nikt się nie spodziewał, że aż tak komuś podpadli.-Lilith przeszły ciarki. W sumie nie dziwiła się ojcu. Nalegał by nie wychodziła sama. Omal jej nawet nie zabronił spotykać się z jej obecnym chłopakiem- Kaiem Lynn.-A co? Denerwuję cie? Dlaczego?
-Jest dziwny. Sam wygląda tak, jakby to on ich pomordował. Dziwnie się czuję w jego towarzystwie. Boję się nawet odwracać tyłem.
-Eee tam, przesadzasz. Nefelin by tego nie zrobił.
-stwierdziła wyniośle Lilith. Nawet nie wiedziała jak bardzo się myliła. Przecież Karbonado obiecał, że się zemści…-A wiesz, Nefelin opowiadał, że…
-Lilith! Dość! Nie mam ochoty słuchać więcej o Nefelinie.
-Kai poderwał się z ziemi wymachując rękami.-Ciągle tylko Nefelin i Nefelin! Mam tego po dziurki w nosie. Kiedy go nie było ciągle o nim mówiłaś, jaki jest wspaniały i w ogóle Myślałam, że to się zmieni jak wróci, że zobaczysz, że nie jest taki cudowny. Ale ty ciągle tylko o nim. Nie widzisz tego?
Zdumiona, 14-letnia dziewczynka pokręciła przecząco głową.
-Wiesz, czasem odnoszę wrażenie, że ja cię nawet nie interesuję. Że ty po prostu potrzebujesz kogoś, żeby poopowiadać o swoim Nefelinku!
-Ej! Przestań!
- Lilith też poderwała się z ziemi. Ta rozmowa przestała jej się podobać.
-Przestać? Masz rację. Przestańmy się spotykać. Myślałem, że jesteś rozsądniejsza. Ale widać 14-letnia dziewucha nie umie kochać! A może ty w ogóle nie umiesz kochać?-chłopak odwrócił się na pięcie i odszedł.
-Kai! KAI!!-krzyknęła za nim Lilith. Ale nie zatrzymał się. Po chwili znikł w lesie. Lilith dalej stała w miejscu. W końcu też się odwróciła i podeszła do drzewa. Nefelin przyglądał się jej.
-Nie gap się tak na mnie!-warknęła na niego zła. Posłusznie zamknął oczy.
-Zostawiłam go! Nie był mnie wart!- łatwiej jej było kłamać, gdy Karbonado nie patrzył na nią. Miał takie przeszywające spojrzenie czasami. Poczuła, że łzy jej się cisną do oczu.
-Oczywiście. I słusznie, że go zostawiłaś. Jeśli odszedł, to rzeczywiście nie był ciebie wart.
Lilith się rozpłakała. Usiadła obok Nefelina i wtuliła się w niego. Objął ją niepewnie ramieniem i pogłaskał po włosach.
-Oh Nef… zostawił mnie! Nie wiem dlaczego…
-Tym bardziej nie był ciebie wart.

Nefelin lekko się uśmiechnął. Lilith dalej płakała.
-A ja tylko marzyłam o miłości. Chciałam mieć cudowny ślub. Chciałam…-Lilith zaczęła opowiadać Nefelinowi jak sobie wyobrażała swój ślub. Mówiła i mówiła, a Nefelin dalej ją obejmował.
-Nef, jak ty to robisz, że zawsze jesteś kiedy cię potrzebuję?
-Nie wiem panienko.

---
Nefelin wracał z łąki. W rękach miał bukiet świeżo zerwanych lilii. Lilith bardzo je lubiła. A dziś był szczególny dzień. 2 sierpnia, dzień jej 16 urodzin (i 15 Enora). Wstał wcześnie rano, żeby nie zorientowała się gdzie idzie. Udawał, że wybiera się jak zwykle na zajęcia do wojska, do którego się zapisał po powrocie. Nie mogła wiedzieć, że dziś wziął wolne.
Wszedł bocznymi drzwiami do domu. Od razu wyczuł, że coś jest nie tak. W dworku panowała cisza, nie słychać było nawet sprzątaczek, czy pracującej w kuchni kucharki. Poszedł w stronę pokoju Lilith. Nie zastał jej tam. Pełen złych obaw, ruszył szybkim krokiem, korytarzem szukając jej. Nagle wypadła z drzwi. Gdy zobaczyła Nefelina, w jednym momencie dopadła do niego i wtuliła się w niego. Odłożył kwiaty na komodę stojącą obok.
-Lilith, co się stało?!
-Moja… moja mm..matka!
-wyjąkała i rozpłakała się. Przytulił ją mocniej.
----
-Nefelin...?
-Mhm?
-Mówiłam ci już, że masz zbyt wąskie łóżko?

19-wówczas Lilith, poczuła, że Karbonado się uśmiechnął.
-Kilka razy. Możemy się przenieść gdzieś indziej, jeśli chcesz.
-Nie, dzięki. Nie jestem znowuż taka gruba. I tak to ty rano wylądujesz na podłodze.

Też się uśmiechnęła. Nigdy nie sądziła, że tak jej będzie dobrze z tym małomównym, ponurym i mrukliwym Karbonado.

24-26 lat zdjęcie

Lilith położyła głowę na ramieniu mężczyzny. Zaczęła wodzić palcem po jego gołej klacie. Leżeli w ich ulubionym miejscu. Na polanie, pod rozłożystą wierzbą rosnącą na brzegu rzeki. Był ciepły czerwiec. Przejechała palcami po brzydkiej bliźnie ciągnącej mu się niemal spod lewej pachy aż do biodra. Pamiątka po jednej bitwie, na którą wysłał go jej ojciec, jakieś 5 lat temu…
Nefelin przestał się bawić włosami ukochanej i wolną ręką wziął ją za nadgarstek.
-Lilith, prosiłem. Wiesz, że nie lubię…
-Ale ja lubię tą bliznę!

Westchnął i puścił jej rękę. Czasem miał wrażenie, że jeszcze coś w niej zostało z tej dawnej Lilith. Znowu położyła dłoń na jego boku, ale powstrzymała się od zabawy. Czuła, jak mężczyzna równomiernie oddycha. Wydawało się, że zaraz zacznie drzemać.
-Nefelin…
-Mm?
-Dostałam nowe zlecenie. Mam zabić świeżo upieczoną adeptkę magii…
-To nie powinno być zbyt trudne. Chociaż ze swojej magii powinnaś zrezygnować.
-Wiem…
-urwała. Chciała mu coś zaproponować. Musiała jednak rozegrać to bardzo ostrożnie, jeżeli chciała mieć pewność, że się zgodzi.
-Nef…
-No co? Denerwujesz się?
-Nie o to chodzi.
-A o co?

Teraz, albo nigdy. Wydawał się być zainteresowany.
-Zróbmy sobie zawody!
-He? Zawody? W zabijaniu? Kto pierwszy ten lepszy?

Jak zwykle wiedział co miała na myśli. Jak on to robił? Przecież nie znał telepatii… ale miał rację. Ostatnimi czasy byli parą najlepszych zabójców w stolicy. I często ze sobą rywalizowali, a kilkakrotnie nawet walczyli. Ale tylko na gruncie zawodowym. Prywatni, żyli w swoim własnym raju.
-Tak. Sprawdzimy się. Może któreś z nas wyszło z wprawy?
-Nie licz na to
-Poczuła, że się uśmiechnął. I to tak złośliwie, tak jak lubiła najbardziej.-Dobra, niech będzie. Kiedy i gdzie?
Gdyby tylko ktoś usłyszał jak swobodnie rozmawiali o zabijaniu…

Nefelin miał na sobie czarny strój. Założył też maskę na twarz. Nie miał kaptura i tak by mu spadł. Siedział ukryty pomiędzy drzewami. Koń stał nieopodal. Lilith nalegała by nie brał Diabła tym razem. Zapadł zmrok, słońce już zaszło. Niedaleko stąd była rzeczka, a nad nią wąska kładka po której trzeba było przejeżdżać pojedynczo. Po chwili usłyszał zbliżające się głosy. Cholera, miałem nadzieję że będzie jechała jedna osoba, pomyślał. Mijając go, kobieta którą miał zabić krzyknęła do swojego towarzysza.
-Ścigamy się! Do kładki!-popędziła konia. Drugi osobnik skoczył za nią śmiejąc się. Nefelin ruszył chwilę później. Czy on nie znał przypadkiem tego śmiechu?
Tak jak przypuszczał, kobieta pierwsza przejechała kładkę i zsiadła z konia. Zanim towarzysz się obejrzał, zaklęciem utworzyła z wody w rzece kurtynę wodną.
-Minae! Wiesz, że nie lubię zimnych pryszniców!
-Dajesz, Enor!
-Al..
-Enor przez szum wody nie usłyszał jak ktoś podjechał do niego bardzo cicho. Dopiero, gdy jego koń zarżał, obrócił się i cudem uniknął ciosu w głowę. Jego koń skręcił w lewo. Rumak Nefelina zatańczył na dwóch tylnych nogach.
Enor wyciągnął różdżkę, ale spadł mu kaptur.
Cholera! A niech cie diabli, Enor!,wrzasnął w myślach Nefelin schylając się przed zaklęciem. Spiął konia i skoczył w stronę przyjaciela. Enor chyba nie spodziewał się czegoś takiego. Nie zdążył podnieść tarczy ochronnej. Konie zderzyły się ze sobą, a Nefelin w tym czasie rzucił się przyjaciela. Rumak Enora akurat przysiadł na zadku. Mężczyźni spadli na ziemię. Enor uderzył się w głowę i zemdlał. Nefelin zrobił w tym czasie fikołka do przodu i wstał. Niestety, nowy koń Karbonado był trochę zbyt narwany. Rzucił się do przodu jeszcze raz uderzając ogiera Enora. Ten przewrócił się prosto na nogę swojego pana i łamiąc mu kości. Nefelin widząc to, rzucił się i wyciągnął przyjaciela spod konia. Spanikowane zwierzę chwilę później uciekło. Karbonado zaczął oglądać złamaną w kilku miejscach nogę brata Lilith. Nagle coś mu otoczyło szyję. Dziwne, gumowo-wodne coś, zaczęło mu się zaciskać na gardle.
-Kim jesteś i czego chcesz?-Minae stała z wyciągniętą w jego stronę różdżką. Obrzuciła go szybkim spojrzeniem.-Wyglądasz na zabójcę. Chciałeś nas zabić?
-No coś ty.
-usłyszała w jego głosie sarkazm. Wodna pętla zacisnęła się bardziej, a woda zaczęła mu się tłoczyć do ust.
-Zostaw mnie…lepiej…byś mu… pomogła.-wychrypiał wypluwając co chwila wodę.
-Pomogę. Ale jak zginiesz.
-To….zależy.. kto zginie szybciej… puść mnie…
-popatrzył jej w oczy przykładając leżącemu obok niego Enorowi szablę do gardła. Miał nadzieję, że nie jest aż tak mocna psychicznie i nie zaryzykuje życia towarzysza. Nefelin nawet zapomniał o tym, że jego własne życie wisi na włosku. Nie chciał nic robić Enorowi.
Minae popatrzyła to na klęczącego zabójcę, to na Enora, któremu groziła śmierć. W końcu puściła Karbonado. Wstał na chwiejnych nogach, odkaszlnął i odsunął się kawałek by mogła podejść do Enora. Dobrze, że nie wiedziała jak mu ulżyło. Ale nie opuścił broni.
Po paru minutach skończyła i odwróciła się w stronę Nefelina.
-Czego ty …-nie dokończyła. Nefelin uderzył ją ręką w tył głowy. Straciła przytomność. Złapał ją i przerzucił przez swojego konia. Popatrzył na przyjaciela. Miał nadzieję, że wszystko będzie z nim w porządku. Wskoczył na konia i pojechał drogą, którą przyjechali.
Minae obudziła się po pewnym czasie. Świtało już. Nie wiedziała gdzie jest, ale poczuła że nie może się ruszyć. Rozejrzała się w koło. Miała skrępowane ręce i nogi. Siedziała oparta o drzewo.
-Obudziłaś się?-zza drzewa wyszedł Nefelin.
-Kim ty jesteś! Czego ode mnie chcesz?! Co zrobiłeś Enorowi!
-Nic mu nie zrobiłem. Jest bezpieczny. A czego chcę? Mam cię zabić.
-odparł spokojnie. Młoda dziewczyna wyglądała na przerażoną. Nie chciała umierać. Nie teraz, gdy było jej tak dobrze z Duncanem.
Nefelin podszedł bliżej i kucnął przed nią. Skuliła się w sobie.
-Posłuchaj uważnie co ci powiem. Daruję ci życie pod kilkoma warunkami. Wyjedziesz z Nurnen i nigdy, powtarzam NIGDY, tu nie wrócisz. Nie będziesz się też kontaktować z nikim stąd, z rodziną z przyjaciółmi, z nikim. Pojedziesz jak najdalej będziesz w stanie.
-A co jeśli się nie zgodzę?
-odważyła się zapytać. Karbonado zmrużył groźnie oczy i złapał ją za podbródek. Poczuła jak wbijają jej się w skórę jego zimne palce.
-To proste. Wtedy zabiję ciebie, twoją rodzinę i Nakamę.-popatrzył jej w oczy. Lilith mu opowiadała, że jest to dziewczyna najlepszego przyjaciela jej brata. Ale cóż mogła na to poradzić… takie dostała zadanie. Lilith…! –Przysięgnij na swoją magię.
Minae zbladła. Przysięga na magię oznaczała, że jeżeli jej nie dotrzyma, jej moc zostanie zapieczętowana a do tego straci całą pamięć związaną z jej nauką. Nie chciała tego. Ale tym bardziej nie chciała by przez nią zginął Duncan i jej rodzina.
-Przysięgam.-wyszeptała cicho. Nefelin przyglądał się jej przez chwilę. Po czym ponownie uderzył ją w skroń. Znowu straciła przytomność. Kiedy się obudziła, Nefelina już nie było. A ona leżała przy rzece, za którą zaczynało się Imperium Novigradu.

Nefelin wpadł wściekły do swojego pokoju. Zobaczył siedzącą na jego łóżku Lilith.
-Wystawiłaś mnie!-krzyknął i uderzył pięścią w stół. Lilith poderwała się i zamknęła za nim drzwi.
-Nieprawda.. no niezupełnie. Nefelin słuchaj….-patrzył na nią zbolałym wzrokiem gdy spokojnie kręciła głową. Omal się nie zachłysnął gdy coś do niego dotarło.
-Wiedziałaś! Wiedziałaś, że Enor tam będzie! Dlatego cię nie było! Nawet nie zamierzałaś się pojawiać! Wykorzystałaś mnie! Mogłem go zabić!-głos mu się na końcu załamał, aż usiadł.
-Oj przestań. Nic się nie stało. Chciałam tylko sprawdzić jak sobie radzi w trudnych sytuacjach, przydał mu się taki sprawdzian. Będzie musiał…- spojrzała na Nefelina i trochę ją zatkało. Wczepił sobie palce w i tak już potargane włosy i opierał się na łokciach o stół. Zdziwiła się. Bardzo rzadko widywała by reagował tak emocjonalnie. Zwykle był chłodny, opanowany i ponury. Lubiła to w nim. Ale jednocześnie nie chciała by czuł się przez nią źle. Podeszła do niego i zaczęła mu masować obolały kark i plecy.
-Przepraszam. Nie chciałam mu nic zrobić. Zależało mi tylko na śmierci dziewczyny. Nie żyje?
Kiwnął głową ze ściśniętym gardłem. Pierwszy i zarazem ostatni raz, aż tak okłamał Lilith.
-Ale gdyby…
-Oj daj już spokój.
-pociągnęła go za rękę zmuszając do wstania. Odgarnęła mu włosy z twarzy.-Nef, przecież właśnie dlatego ciebie wybrałam. Jesteś profesjonalistą. Wiedziałam, że nic mu poważnego nie zrobisz. I upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu. Zadanie wykonane i Enor bezpieczny. No nie gniewaj się już, proszę.-przysunęła się bliżej i przytuliła do niego. Przez chwilę stał ze spuszczonymi rękami, ale potem ją objął. Usłyszała westchnienie i uśmiechnęła się.
----
Kilka dni później otwarły się gwałtownie drzwi do pokoju Nefelina. Nie dane mu było nawet odpocząć gdy miał trochę dni wolnego… Karbonado siedział przy biurku. Popatrzył zdumiony na osobę, która przyszła i teraz krążyła zdenerwowana po wnętrzu.
-Enor, mógłbyś wyjaśnić czego tak latasz?
-Pożarłem się z nim.
-Z kim?
-No jak to z kim?! Z Duncnaem, do cholery!

Nefelin popatrzył zdumionym wzrokiem na przyjaciela. Nigdy jeszcze nie słyszał by pokłócił się kiedyś z Nakamą, a przynajmniej nie tak poważnie, jak to teraz wyglądało.
-Co się stało?-spytał Karbonado odkładając książkę. Enor usiadł na łóżku.
-Wyobraź sobie, że ten kretyn oskarża mnie o zabicie Minae! Tak! Uważa, że ją zabiłem! No jak ja bym mógł do cholery zabić swoją przyjaciółkę?! I jeszcze dziewczynę przyjaciela! Nefelin! To jakiś koszmar! Na czorta mi to wszystko było?! Duncan jesteś ślepy!- wykrzyczał i poderwał się z łóżka. Karbonado skrzywił się w duchu. Poczuł, że nawet trochę współczuje Enorowi. On sam nigdy nie lubił Nakamy. Ale, podczas spotkania z tą czarodziejką, też jedyne co go wtedy obchodziło, to jego przyjaciel.
-Enor, spokojnie. Przejdzie mu. Skąd Nakama może wiedzieć, że dziewczyna nie żyje? Przecież mówiłeś, że nie znalazłeś jej ciała. Może gdzieś uciekła i się schowała? I wróci… niedługo? A Nakamie musisz dać trochę czasu.
Chwilę na siebie patrzyli.
-Łatwo ci mówić. Ty przecież nie masz przyjaciół. I nikt cie nie obchodzi.-przerwał w końcu ciszę Enor, odwrócił się i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Nefelin wstał. Chciał za nim iść. Zrobił dwa kroki i rozmyślił się. Stanął bezradnie pośrodku pomieszczenia.

Epilog.
-Lilith, poczekaj!-Nefelin dogonił ukochaną.
-Coś się stało?
-Wyjeżdżam na trochę za jakieś dwa dni. Twój ojciec mianował mnie generałem. Mam poprowadzić oddział do walki o zamek.
-Brawo! Gratuluję! Zawsze w ciebie wierzyłam!

Uśmiechnął się w odpowiedzi. Nie wiedział, że dzisiejszego dnia cieszy się po raz ostatni na kilka następnych miesięcy, a nawet lat.
-Chciałbym cię o coś poprosić…
-No?

W tym momencie nadbiegł jeden z żołnierzy. W dworku Melora wrzało ostatnimi dniami. Ojciec Lilith i Enora szykował się na ostateczną rozgrywkę z kuzynem Jaydenem.
-Pani, ojciec cie wzywa.
-Zaraz przyjdę. Co tam chciałeś Nefelin? Byle szybko, wiesz że ojciec łatwo się teraz denerwuje. Lepiej żeby długo nie czekał.
-Spokojnie, ja mogę poczekać. Leć. Porozmawiamy później.
- ujął jej twarz w ręce i pocałował w usta. Przytuliła go i uśmiechnęła się radośnie. Kochała Karbonado i cieszyła się z jego awansu. Puściła jego rękę i pobiegła do ojca.
Chwilę później przyszedł drugi żołnierz. Zasalutował.
-Generale. Zmiana planów! Zaatakujemy wcześniej. Pan Melor prosi byś niezwłocznie udał się w umówione miejsce.
Nefelin się zdziwił. No tak, wcześniejszy atak miał swoje plusy. I tak już byli przygotowani. Założył swój płaszcz i wyszedł z dworku, w którym spędził 18 lat swojego życia.

Nefelin Karbonado nie wiedział wówczas jeszcze, co przyniosą kolejne lata. Nie przypuszczał też, że właśnie zmarnował jedyną okazję, by poprosić swoją ukochaną o rękę.


Nefelin Karbonado, wiek 28 lat, wygląd podczas 3 i 4 sesji:lata 28-31zdjęcie , ranga w armii: generał, stan cywilny: wolny.

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
[Obrazek: 363264.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
05.12.2010, 19:19
Post: #6
RE: Lorindel 3: Tron Nurnen
Imie: Arya
Nazwisko: .... (nieznane)
Wiek: 25
Rasa: Elf leśny
Ekwipunek: kołczan ze strzałami, łuk, mały sztylet, miecz
Chakakter: czasem arogancka i zadufana w sobie. Odważna, zwinna, szybka, uczciwa, intuicyjna, utalentowana i inteligentna. Nienawidzi kłamców, zdrajców i mrocznych elfów.
Opis: Młoda elfka wygląda jak każdy inny elf, ponadto ma blond włosy i fioletowe oczy. Od małego była szkolona w walce wręcz i strzelania z łuku (nie od dziś wiadomo, że z tego słyną leśne elfy Wink). Mając 12 lat jej rodzice zostali zabici przez mroczne elfy, gdy byli na łące. Uratowała się jedynie z powodu jej mocy, które nagle wyszły na zewnątrz. Później trawiła pod ludzką opieke i została wysłana do Akademii Magii w Lorindel, gdzie zakolegowała się z Lazuitem. Gdy miała 15 lat jej przyszywani rodzice zostali zabici, naprawdopodobnie przez te same mroczne elfy. Odkryła że jej rodzina mocno nacisneła na odcisk mrocznym elfom. Od tego czasu Arya nienawidzi ich. Postanowiła wyśledzić morderców i się zemścić, nim zabiją całą jej rodzinę. O dalszych pogłoskach brak - czasem pojedynczy przechodnie widzieli leśną elfkę o blond włosach.
Arya miała dobrze rozwieniętą zdolność telepatii i empatii. Jej ścieżka magii do magia ziemi.
Zdjęcie:[Obrazek: mediumka4w0155491895017eb9395181.jpg]

OSTRZEGAM!
Jeśli tylko spróbujesz cokolwiek skopiować, przywłaszczyć itp co należy do mnie...
Zabije, zakopie, odkopie, sklonuje i pozabijam wszystkie klony :
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
18.12.2010, 11:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2010 11:59 przez stealth.)
Post: #7
RE: Lorindel 3: Tron Nurnen; Lorindel 4: Portal
Może pamiętacie tą postać, którą stworzyłem z myślą o sesji 2, lecz jej nie wykorzystałem? Teraz to nadrobię ;p To jest stara karta:

Imię: Issath
Nazwisko: brak, barbarzyńcy używają nazwy klanu, w tym przypadku - R'usk
Wiek: 39
Rasa: człowiek
Ekwipunek: Potężny barbarzyński topór zahartowany w niezliczonych potyczkach, będący w rodzinie od pokoleń.
Charakter: Porywczy i lojalny.
Opis: Wnuk przesławnego Endaka, o którym w Imperium śpiewa się pieśni. Po osławionej Bitwie o Świątynię topór bohatera przypadł ojcu Issatha, a po jego śmierci i jemu.
Wysoki, postawny i barczysty. Ubrany w półpancerz z lśniących srebrnie płyt. Na piersiach wygrawerowany ma znak wilka - symbol jego klanu. Ma długie, czarne włosy, zaplecione w mnóstwo małych warkoczyków. Na twarzy ma klanowy tatuaż. Był przybocznym Astanetha.
Zdjęcie:
[Obrazek: Barbarian.jpg]

A tutaj opis jego losów po części 2. Gdy powrócił Astaneth, zwolnił go ze służby, jako że poświęcił się całkowicie studiom nad magią Ścieżki Lodu, więc gwardzista do ochrony nie był mu potrzebny. Nyroj wysłał wojownika do Krajów Barbarzyńskich, gdzie formowało się powstanie przeciwko Imperium. Wodzowie barbarzyńscy mieli dosyć zależności od silniejszego sąsiada, przypomnieli sobie o dawnej chwale swych klanów i zaczęli rebelię. Issath, zamiast powstrzymać swych współbraci, dołączył się do nich. Powstanie zakończyło się powodzeniem, i w chwili obecnej Kraje Barbarzyńskie stanowią zbitkę małych państw rządzonych przez aparaty plemienne. Issath, jako osoba blisko spokrewniona z wodzem Klanu Wilka, zajmuje dosyć wysokie miejsce. Gdy nadeszła Plaga - jak barbarzyńcy nazywają stworzenia, które wyszły z portalu, wnuk Endaka stał się odpowiedzialny za walkę z nią.

Dans les flots c’est elle qu’elle voit,
Le fleuve l’emporte loin loin loin…

Pourquoi elle doit attendre ?
Attendre dans la lumière,
Elle s’efface, elle met les masques.

Sur les quais…
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
01.01.2011, 17:43
Post: #8
RE: Lorindel 3: Tron Nurnen; Lorindel 4: Portal
Imię: Nemorg
Nazwisko: -
Wiek: 47
Rasa: człowiek
Ekwipunek: ciężka zbroja templariusza, hełm, potężny oburęczny miecz
Charakter: prawy, całkowicie oddany walce z Plagą
Opis: Posiadający pochodzenie szlacheckie Nemorg, służący jako oficer w imperialnej armii, wstąpił do tworzącego się Zakonu by walczyć z nowym wrogiem swojego kraju - Plagą, jak nazywano atak potworów z Nieznanych Ziem. Poświęcił swoją pozycję i tytuł. Szybko awansował stając się najwyższym wśród templariuszy.
Zdjęcie:
[Obrazek: Character_Templar.jpg]

Słowo o templariuszach:
Jest to zakon rycerski, skupiony wokół boga Usuitha i jego kapłanów. Templariusze spędzają czas na modlitwach, medytacji oraz ćwiczeniach z bronią. Są zdyscyplinowani, prawi oraz całkowicie oddani swojej misji, powstrzymaniu Plagi, którą uważają za objawienie się Xariima -głównego antagonisty ich boga- na ziemi.
[Obrazek: 218d8d91a9620cebcc6e3f695433c0dd.jpg]

Dans les flots c’est elle qu’elle voit,
Le fleuve l’emporte loin loin loin…

Pourquoi elle doit attendre ?
Attendre dans la lumière,
Elle s’efface, elle met les masques.

Sur les quais…
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
06.01.2011, 04:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2011 11:37 przez asia_41.)
Post: #9
RE: Lorindel 3: Tron Nurnen; Lorindel 4: Portal
Imię: Lyle
Nazwisko: Aciano
Wiek: 27-28
Data urodzenia: 2 sierpnia
Znak zodiaku: Lew
Rasa: Człowiek
Wzrost: 192cm
Oczy: Zielone
Ekwipunek: Katana, różdżka i różne potrzebne śmieci
Charakter: Chyba już nie muszę opisywać :
Zdjęcie:
[Obrazek: lyledylandy.png]

2
3

Theme song: R.E.M. - Everybody Hurts

Historia:

- Powiem mamie!
3-letni chłopiec rozpłakał się. Jak zawsze zresztą, kiedy siostra zabierała mu coś.
- Lilith, tyle razy ci mówiłem, że powinnaś być dobra dla Enora. Starsze rodzeństwo powinno opiekować się młodszym.
Dziadzio Galdhir przyklęknął przed nią i pogłaskał po jasnej główce. Zza jego pleców wychylił się zapłakany Enor. Dziewczynka nieśmiało wyciągnęła do niego rączkę z drewnianym konikiem. Chłopiec chwycił zabawkę, śmiejąc się przy tym szeroko, cały jeszcze mokry od łez.
- A teraz bądź grzeczna. Obiecujesz?
- Tak!
- To idź się pobawić. I pamiętaj, co mi obiecałaś.

------

Enor 7, Lilith 8 lat - 1, 2
Takishime i Melor

- Tyyy gooo LUBISZ!
7-letni Enor od rana biegał za siostrą po całym domu.
- Wcale nie!
- Taak, czuję to! Lubisz Tokano!
- Enor!

Wbiegła do swojego pokoju i trzasnęła drzwiami. Chłopiec chwycił klamkę i od razu od niej odskoczył.
- Maaaaamoooo! Ona znowu to zrobiła! Oparzyła mnie!
To już 4 raz w tym miesiącu. Wszyscy domownicy zdążyli się już przyzwyczaić do tego, co dzieje się wokół Lilith i Enora. No, może oprócz samych zainteresowanych.
- Myślałaś już o wysłaniu ich do Akademii Bizeńskiej, Takishime? - 40-letni na oko mag już od wejścia przyglądał się rodzeństwu z zaciekawieniem.
- Tak, już wszystko załatwione, zaczną od nowego semestru.
-------

Przed 8-letnim Enorem stał jakiś niesamowicie wielki (z jego perspektywy) i równie niesamowicie stary ("49 lat?! To tacy ludzie jeszcze żyją? Wooooooow") mężczyzna.
- Nazywam się Yamamoto Genryūsai Shigekuni. Twoja matka poprosiła mnie, żebym uczył cię fechtunku. Od dzisiaj będę twoim sensei. Masz jakieś pytania?
- Tak, psze pana. Które to imię?
- chłopiec wyszczerzył się chyba najbardziej, jak potrafił. Sensei przemilczał to pytanie.
- Zaczynamy od jutra.
-------

- Gdybyś do walki przykładał się tak samo, jak do magii, szłoby ci o wiele lepiej. - Sensei już po raz n-ty dzisiaj poprawnie ustawiał chłopca. - Ugnij w końcu te nogi, bo w tej pozycji nawet wiatr cię przewróci.
- Ta jest.
- Dobrze, a teraz chwyć ten badyl porządnie.
- Ta jest.

Enor obejrzał się na mężczyznę.
- Sensei?
- Tak?
- Kiedy dostanę prawdziwy miecz?
- Kiedy udowodnisz mi, że przynajmniej drewnianym się przypadkiem nie zabijesz.

-------

- Skończyłaś już całe 10 lat! Wooow, ale ci zazdroszczę.
- Przecież za rok ty też będziesz tyle miał, braciszku.
- Ale to już nie to saamo

Całkiem niedawno opanowali umiejętność rozmawiania ze sobą za pomocą telepatii. Teraz robili to, kiedy tylko mogli. Czyli właściwie zawsze.
Enor przechadzał się po Bizenie, gdzie mieszkał sensei. Miał tu zostać przez parę dni. Podrzucał w dłoni stalową kulę, na której ćwiczył transmutację. Całkiem nieźle mu już szło, chociaż jego dzieł nie można było uznać za piękne. Zobaczył jak dwóch sporo wyższych od niego chłopaków bije jakiegoś trzeciego, młodszego od siebie. Chłopiec miał srebrne włosy, całkiem fajny kolor. Podbiegł w tamtą stronę i wyszeptał inkantację. Kiedy tamci dwaj odwrócili się, zobaczyli dzieciaka trzymającego w rękach wielki półtorak.
- Hej, mały, spokojnie. M-my się tylko tak bawimy, prawda, Dun? - mówił starszy. Obaj cofali się coraz bardziej. Młodszy potknął się na nierównym bruku. Wstał i obaj pobiegli najszybciej jak mogli.
- Jej, dzięki. Duncan jestem. Duncan Nakama. - srebrnowłosy wytarł rękawem krew z rozciętej wargi i wyciągnął rękę w stronę chłopca. - Nie widziałem cię tu wcześniej.
- Enor de la Rosa. Dziwnie mówisz.
- Taa, wiem. Braciom Lynn się to nie podoba. Fajny masz miecz.

Enor zmienił miecz z powrotem w kulę.
- Whooaa i do tego jesteś magiem! De la Rosa? Jesteś księciem?
- Nie do końca, jakaś dalsza rodzina. Masz strasznie fajne włosy!
- Dzięki.
- Nigdy ich nie zmieniaj!
- Jak chcesz, mały.
- Nakama był niemal o głowę wyższy od Enora.
- Nie jestem mały! - mag się wkurzył. Dun roześmiał się na ten widok.
- No dobra, przepraszam, nie jesteś.
-------

- Sensei! Heeeeeeej Seeeensei!
- Nie krzycz tak, jestem tu przecież. A to kto?
- Kolegę przyprowadziłem.
- I musiałeś go tak poobijać, żeby przyszedł?
- Nie! Uratowałem go!

Mężczyzna przyjrzał się przybyszowi.
- Jak się nazywasz?
- Duncan Nakama, proszę pana.
- Novigradczyk?
- Pół.
- No dobra. Ja jestem Yamamoto Genryūsai Shigekuni, uczę Enora fechtunku. Chcecie ćwiczyć dzisiaj razem?

Chłopcy pokiwali głowami.
- No to zaczynajcie.
- Proszę pana, chciałbym jeszcze o coś spytać
- Taak?
- Które to imię?

-------

Duncan skoczył, zamachnął się i już 3 raz dzisiaj wytrącił Enorowi broń z ręki.
- Heeeej, to nie fair! Jesteś ode mnie większy, to dlatego!
- Nie, Enor. Po prostu źle trzymasz ten badyl, popatrz
- wolną ręką podniósł z ziemi bokuto (drewniana katana) i podał chłopcu. - Chwyć go.
Stanął obok niego i poprawił ułożenie rąk chłopaka.
- Nie przesuwaj prawej ręki w czasie walki, przyciskasz ją potem do tsuby. I nie ściskaj tak mocno, nie wyciskasz cytryny. Teraz powinno być dobrze. Postaraj się, bo powiem Lilith, że jesteś do niczego!
Srebrnowłosy wrócił na swoje poprzednie miejsce.
- No, a teraz mnie uderz.
-------

11 lat - 1, 2
- Dun, chcą mnie wywalić ze szkoły!
Enor był blady i roztrzęsiony.
- Ja.. ja nie chciałem, to się stało tak szybko. Pokłóciliśmy się i Alder mnie walnął. Nie chciałem mu zrobić krzywdy.

- De la Rosa! - chłopiec zakręcił wodę i odwrócił się. W drzwiach łazienki stał wkurzony Alder.
- Dobrze wiesz, że Vera to MOJA dziewczyna! Co to miało znaczyć wczoraj?!
- O czym ty w ogóle mówisz?
- Widziałem was razem, nie wykręcaj się!
- Rany, Alder, wyluzuj. Odprowadzałem ją do domu, mieszka blisko mnie.

Ale Alder nie wyluzował. Książki, które trzymał, spadły na kafelki. Mag wody rzucił się na Enora, który walnął głową w zlew. Zobaczył przed oczami gwiazdki. Kiedy zniknęły, zobaczył tylko pięść. Próbował odepchnąć chłopaka, ale był za silny.
- PRZESTAŃ! - wrzasnął. To, co stało się dalej, nie powinno mieć miejsca. Na leżących na podłodze magów padł cień metalowego bloku, który wyrósł nagle między nimi a drzwiami. Oczy Enora rozszerzyły się ze strachu. Nigdy wcześniej nie wypróbował tego zaklęcia, czytał tylko o tym ostatnio. Zaklął.
- Co, mowę ci odebrało?!
Blok rozpadł się. Ostrza, które w ten sposób powstały, poleciały we wszystkie strony. Mag metalu zakrył twarz rękami. Usłyszał wrzask i poczuł, jak coś twardego uderza go w pierś. Kiedy opuścił ręce, zobaczył leżącego na sobie, całego we krwi Aldera. On sam też trochę oberwał. Zaklęcie na tym poziomie bardzo go wyczerpało, stracił przytomność.

Obudził się u szkolnej pielęgniarki. Strasznie bolała go głowa. Usiadł gwałtownie na łóżku.
- Co z Alderem?
Przysadzista pielęgniarka odwróciła się niezadowolona od łóżka naprzeciwko.
- Nieźle go urządziłeś, ale wyliże się z tego. Macie szczęście, że to było w szkole, na rynku już byśmy wam nie pomogli. Na twoim miejscu martwiłabym się o siebie, dyrektor chce cię widzieć jak najszybciej.
Enor chciał już wstać.
- Leż jeszcze, ta godzina czy dwie dyrektora nie zbawią, a ciebie i owszem. Prześpij się.
Położył się, ale nie miał ochoty spać. Kiedy kobieta odeszła, zobaczył Aldera. Nadal był nieprzytomny i cały w bandażach.

Enor od 10 minut stał ze spuszczoną głową na środku gabinetu i czekał, aż najmłodszy w historii dyrektor Akademii Bizeńskiej, 45-letni zaledwie, ale bardzo uzdolniony mag ognia, Erodeth Faerdnette, powie coś w końcu. Doczekał się. Dyrektor, który na razie łaził w tę i we w tę po drugiej stronie biurka i co chwilę spoglądał na chłopca, stanął w końcu, uderzył dłońmi w blat i, nadal stojąc w tej pozycji, odezwał się:
- Czy ty w ogóle masz świadomość tego, co zrobiłeś?!
- Tak
- wymamrotał chłopiec pod nosem.
- Głośniej!
- Tak, proszę pana!
- Mogłeś go zabić! Co cię w ogóle napadło na próbowanie takiej magii?!
- To było przypadkiem, ja nie chciałem. Nawet nie wypowiedziałem inkantacji.
- Nie obchodzi mnie, co chciałeś, a czego nie! Stwarzasz zagrożenie! Co twoim zdaniem powinienem zrobić?
- Nie wiem.
- Przyjdziesz tu w poniedziałek o 8 rano. Wtedy poznasz decyzję Rady. Do tego czasu jesteś zawieszony. Wyjdź!


- Decyzją Rady będziesz kontynuował naukę w Akademii
Enor westchnął z ulgą. Od ostatniej wizyty w tym gabinecie myślał tylko o tym.
- Będziemy cię mieli na oku. Mam nadzieję, że taki... incydent już się więcej nie powtórzy.
- Tak jest. Dziękuję.

Chciał już wychodzić, ale dyrektor zatrzymał go w drzwiach.
- Nie chcesz, chłopcze, dowiedzieć się, kiedy wracasz do nauki?
- Chcę, proszę pana.
- Dzisiaj masz wolne, zaczynasz od jutra. Masz trochę zaległości do nadrobienia.
- Do widzenia, jeszcze raz dziękuję.

Wychodząc z gabinetu o mało nie zderzył się z jakimś uczniem.
- Przepraszam - chłopak pozbierał z podłogi książki, które upuścił. Spojrzał na Enora.
- Nie zbliżaj się do mnie!
- Alder, to był wypadek. Prze...
- WYPADEK?! Wypadek jest kiedy spuszczasz mi coś ciężkiego na nogę! TO nazywasz WYPADKIEM?!
- Al, ja naprawdę...
- Powinni cię stąd wywalić! I zapieczętować moc, zanim naprawdę kogoś zabijesz!

-------

12 lat
Przez ostatnie lata Enor strasznie wystrzelił w górę, byli teraz z Duncanem tego samego wzrostu.
Duncan przerzucił katanę do lewej dłoni i ciął z dołu. Enor spodziewał się tego, zablokował płazem i kopnął przeciwnika w kolano. Ten odskoczył.
Sensei pierwszy raz pozwolił im użyć prawdziwych mieczy.
Enor doskoczył do niego, a ten uchylił się i ranił go w nogę. Mag odwdzięczył się płytkim cięciem w ramię.
- Wystarczy na dzisiaj! Opatrzcie te rany i możecie iść do domów.

- Dun, uczymy się teraz w szkole magii leczniczej, przydatna rzecz. Mogę na tobie poćwiczyć?
- To bezpieczne?
- Jasne, jeszcze nikogo w te sposób nie zabiłem
- No dobra, jeśli tak twierdzisz. Ale jak mi uwali nagle pół ręki, pożałujesz.

Enor zaczął szeptać inkantację i nagle kichnął. Rękaw srebrnowłosego zaświecił się i zmienił w stal. Właściciel rękawa wyglądał na przerażonego.
- Wow, więc to się dzieje, kiedy zawalę inkantację! - mag patrzył zafascynowany na swoje dzieło. Nagle oberwał w nos.
- A to za co?!
- Jeszcze pytasz? A gdybyś rzeczywiście pozbawił mnie ręki?!
- Spokojnie, Dun. Mogę to naprawić.
- Nie możesz. Rzucaj sobie zaklęcia na kogoś innego, sam sobie poradzę ze zdjęciem tego.

Dun poszedł do składzika, gdzie Sensei trzymał broń i narzędzia. Nie mógł pokazać się na mieście ze sterczącą do przodu ręką. Enor usiadł na zewnątrz pod ścianą. Przez nieco ponad dwie godziny słyszał dochodzące stamtąd przekleństwa w dwóch językach (a przy okazji podłapał kilka novigradzkich wyrażeń), jakieś trzaski i brzdęk rzucanych na podłogę narzędzi. Nakama w końcu wyszedł. Golf, który miał wcześniej na sobie, został na podłodze.
- Dun, przepraszam. Nie gniewaj się.
- Wstań.

Mag wstał, przyjaciel z całej siły przyłożył mu w szczękę. Enor aż poleciał na ścianę.
- No, teraz już się nie gniewam.
-------
13 lat
-------

Enor 14, Lilith 15 lat
- Rany, Enor, masz zamiar tak cały czas zakuwać?
- Żebyś wiedział, że mam.
- Ale dzisiaj festyn, nie możesz sobie odpuścić przez te parę godzin?
- Nie mogę. Zawalę rok, jeśli tego nie zdam.
- A właściwie czego się tak uczysz?
- Historia. Najgłupszy przedmiot, jaki kiedykolwiek wymyślono. Mam być magiem, nie archeologiem.
- Żartujesz? Historia jest super! Potem ci z tym pomogę, teraz chodź na festyn!
- Dun.
- Taa?
- Ile my się znamy?
- No z 5 lat będzie.
- I przez te 5 lat nie powiedziałeś mi, że interesujesz się historią?!
- rzucił w niego zeszytem.
- Nie rzucaj tym w swojego nauczyciela! Jeszcze raz, a zamiast mieczem będziesz tu machał miotłą! - idealnie naśladował sposób mówienia senseia - A poza tym nie pytałeś.

- Hej, uważaj! - Enor chwycił za rękę na oko 8-letnią dziewczynkę, która prawie wbiegła pod nadjeżdżający wóz.
- Puść mnie! Chcę czekoladę!
- Żebyś wbiegła pod jakiegoś konia? Nie ma mowy, idziemy z tobą.
- Chcę na barana! To rozkaz!
- A ty co, księżniczka?
- A żebyś wiedział!
- Tak jest, pani. -
skłonił się dwornie i wziął ją na barana - Jak masz na imię?
- Shira.
- Enor, a ten tutaj to Duncan.
- Czemu on ma siwe włosy? Jest stary?
- Pozbądźmy się jej, nie lubię jej! -
Dun udał oburzenie.
Mag roześmiał się.

- Masz już swoją czekoladę, mała. Gdzie twoi rodzice?
- Mama źle się czuje, ale tam jest wujek Jay
- wskazała przed siebie - I teraz mnie szuka.
- Wiesz co, Enor? Chyba jednak ją polubię. Przypomina mi mnie w jej wieku.
- Przecież ciebie w jej wieku trzeba było ratować przed braćmi Lynn.
- Zamknij się.

Enor zatrzymał się.
- Shira, widzisz gdzieś swojego wujka?
- Tam jest!

Spojrzeli we wskazanym kierunku.
- Cholera, nie mówiła, że "wujek Jay" to Jayden de la Rosa - szepnął Enor.
- Przypomnij mi, dlaczego nie odwiedzam cię w zamku i nie tytułuję księciem, skoro też nazywasz się de la Rosa?
- Ojciec jest kuzynem króla, nie przepadają za sobą.

Postawili księżniczkę na ziemi.
- No, leć.
Popatrzyli za biegnącą dziewczynką. Odwrócili się dopiero, kiedy król przytulił ją do siebie i pogroził jej palcem.
-------

- Lilith! Wszystkiego najlepszego! - Enor wręczył 16-letniej już siostrze pudełeczko z naszyjnikiem, do którego ostatnio robiła maślane oczy, kiedy go mijali na wystawie.
- Dzięki, braciszku. I wszystkiego najlepszego. - Prezent od niej był trochę większy - książka. Enor od zawsze lubił czytać.
To, że mieli urodziny tego samego dnia, miało pewien ogromny plus - nigdy o nich nie zapominali.

- Paniczu, Pani Takishime chciałaby porozmawiać z tobą i siostrą. - Enor i Dun siedzieli na łóżku i grali w pokera, kiedy wszedł służący. Mag i tak przegrywał. Wygrał z przyjacielem chyba tylko try czy cztery razy.
- Mówi, że to pilne -kontynuował chłopak - ale panienki Lilith nie ma w domu.
- Zaraz przyjdzie
- odpowiedział mag, po czym zwrócił się do srebrnowłosego - Dun, jak chcesz, możesz tu na mnie poczekać, ale nie wiem ile to potrwa.

- Enor, synku, usiądź tu, bliżej. Lilith jeszcze nie ma?
- Jestem!
- drzwi otwarły się i weszła Lilith. Wyglądała, jakby drogę do domu przebiegła. Właściwie nie mijało się to z prawdą, biegła, od kiedy brat powtórzył jej słowa służącego: "Mówi, że to pilne" - miała złe przeczucia. Usiadła po drugiej stronie łóżka.
- Lilith, Enorze. Cieszę się, że mogłam was wychować, patrzeć jak dorastacie, cieszyć się z waszych sukcesów i pocieszać, gdy odnosiliście porażki.
- Mamo, o czym ty mówisz?
- Nie rozumiesz?
- głos Lilith drżał i był dziwnie piskliwy. - To pożegnanie.
- Po... żegnanie? Ale lekarz mówił, że jest lepiej, że...
- Lekarze często tak mówią, kochanie. -
Takishime pogłaskała go po włosach - Żeby było nam łatwiej.
- Mamo, nie możesz. Ja... ja się nie zgadzam!
- głos mu się łamał.
- Obiecajcie mi, że będziecie się sobą opiekować. Spotkamy się kiedyś w niebie, obiecuję. Kocham was.
- Mamo?

Nie odpowiedziała.
Lilith wstała sztywno i wybiegła z pokoju.
- Ma-mo.
Łzy pociekły mu po policzkach.
- Mamusiu.
Wtulił się w nią. Całym jego ciałem wstrząsało łkanie. Miał nadzieję, że pogłaszcze go teraz po głowie, uśmiechnie się, powie, żeby przestał płakać, bo tacy duzi chłopcy jak on nie powinni płakać. Nie zrobiła żadnej z tych rzeczy.
- Mamo.
Wstał i spojrzał w stronę okna. 2 sierpnia - piękny, letni dzień. Słońce świeciło wysoko na niebie, na kamieniu wygrzewała się jaszczurka.
Przepełniony bólem ochrypły wrzask przerwał panującą w pokoju ciszę. Enor walnął z całej siły pięścią w ścianę. Nogi się pod nim ugięły.
- Dlaczego...
Trząsł się cały. Patrzył tępo przed siebie.
*Dlaczego?*
Poczuł, że ktoś chwycił go za ramiona i postawił na nogi. Nie opierał się, właściwie nawet go nie obchodziło, co się z nim w tej chwili dzieje.
Melor zaprowadził syna do jego pokoju, gdzie nadal siedział Dun.
Drzwi otworzyły się. Srebrnowłosy zobaczył przyjaciela z mokrą twarzą i nieprzytomnym wzrokiem. Pierwszy raz widział go w tym stanie.
Melor z kamienną miną odszedł, mag pozostał w tej samej pozycji.
- Enor, co się stało? - Nakama podszedł, zamknął drzwi, położył mu rękę na ramieniu i posadził na łóżku. Sam usiadł obok. Chłopak cały czas patrzył w okno.
- Moja... mama - odwrócił się w stronę przyjaciela. Znowu płakał.
- Dun... dlaczego... dlaczego właśnie ona? - oparł głowę na ramieniu Duncana. Nadal cały się trząsł.
Duncan poklepał go po plecach i pozwolił mu wypłakać się.
-------

- Nefelin, mam prośbę. Jutro mam wykonać swoje pierwsze zadanie i chciałbym, żebyś ze mną poszedł. Nie mogę tego schrzanić.

Na oko 40-letni mężczyzna wyszedł do ogrodu - tak jak mówił niejaki Pheb, który przekazał Enorowi jego zadanie. Cel zawsze o tej porze przechadza się po okolicy.
Nefelin stał za rogiem budynku oparty o ścianę. Obserwował całą akcję i miał zainterweniować dopiero w razie problemów, tak się umówili. A na te się nie zapowiadało - nieuzbrojony mężczyzna nie miał szans z prawie 17-letnim magiem metalu.
Enor zeskoczył z gałęzi prosto na swoją ofiarę, ogłuszając ją uderzeniem rękojeścią katany w tył głowy. Stanął nad nieprzytomnym z uniesionym mieczem, ale nie wbił go. Stał tak dobre pół minuty.
- De la Rosa, korzenie tu do cholery zapuszczę. Streszczaj się, nie będę cię wiecznie prowadził za rączkę. - usłyszał głos Karbonado za sobą. - Zabij go, takie dostałeś zadanie.
- Nefelin, ja nie potrafię.
- Nie bądź głupi. -
złapał go za rękę i wbił katanę w ciało mężczyzny. - I widzisz, potrafisz.
Kiedy go puścił, Enor cofnął się o parę kroków. Cały się trząsł. Nefelin chwycił zostawioną przez maga katanę, podszedł do niego i wolną ręką trzasnął go w twarz otwartą dłonią.
- Weź się w garść, człowieku. Jesteś irytujący. - włożył mu miecz do ręki.
Mag zebrał się w sobie. Wytarł zakrwawioną broń i wsunął ją do pochwy.
- Chodźmy stąd. - powiedział cicho.

Enor leżał na łóżku i gapił się w sufit. Pierwszy raz zabił człowieka. Podłe uczucie.
- Enor, słyszałeś? W nocy zabili tego zgreda Robswerna! Nigdy go nie lubiłem, ale żeby aż tak komuś podpadł? - Dun wpadł do pokoju z najnowszymi wiadomościami i od samego wejścia nawijał.
- A tobie co się stało?
Zamknął drzwi i usiadł na fotelu.
- Layla cię rzuciła?
- Nie, Dun, dalej ze sobą chodzimy.
- Przyjacielowi chyba możesz powiedzieć, co się stało?
- Zabiłem go.
- Co?
- Robswerna.
- Enor, o czym ty mówisz?
- Dostałem zlecenie i...
- Enor, do cholery, zwariowałeś.

Mag odwrócił się w końcu w jego stronę.
- Co masz zamiar zrobić teraz, kiedy już wiesz?
- A co powinienem zrobić twoim zdaniem? Nie mogę cię teraz zostawić samego, chociaż dobrze wiesz co o tym myślę.
- Dziękuję.

-------

- To nasze pierwsze wspólne zadanie, braciszku. Możesz się jeszcze wycofać.
- Nie licz na to.

Od paru minut obserwowali stary dom w pobliżu portu w Serys-Skel. Mieszkało w nim małżeństwo w średnim wieku, nie mieli dzieci. Narazili się komuś ważnemu i bogatemu, ale magowie nie znali szczegółów. Dla nich najważniejsze było, że oboje muszą zginąć.

Siedzieli na dachu budynku i obserwowali płonący dom. Ludzie zbiegli się już dookoła, było nawet paru magów, którzy starali się ugasić pożar.
- Całkiem nieźle ci poszło, robisz postępy. I nie byłeś już tak zdenerwowany, jak przy pierwszym zadaniu.
- Więc Nefelin ci wszystko powiedział?
- Nic mi nie mówił o tamtej nocy, nie musiał. Tak silnych emocji nie mogłam nie wyczuć. Ale nie martw się, początki zawsze są trudne.

-------

22 lata
Enor siedział na moście, był cały mokry. Dopiero co się ocknął. Rozejrzał się dookoła, niedaleko jego koń skubał trawę, metr dalej stał koń Minae, ale jej samej nigdzie nie było. Bolała go głowa. Przejechał ręką po włosach i poczuł zaschnięta krew, musiał porządnie w coś walnąć. Spróbował przypomnieć sobie, co się stało. Wracali z Minae z Księstwa K'mony, kiedy...
Wstał gwałtownie. Trochę bolała go noga. Wskoczył na konia i szukał dziewczyny w okolicy. W ciągu następnych 2 dni przeszukał nawet okoliczne wioski, ale nigdzie jej nie było. Popędził do domu najszybciej jak mógł. Zobaczył Duncana siedzącego przy wejściu.
- Enor, co się stało? Wyglądasz okropnie! Mieliście wypadek? A gdzie... gdzie jest Minae?
- Dun, przepraszam. Nie mogłem jej nigdzie znaleźć. Wracaliśmy do domu, ktoś nas napadł. Spadłem z konia i straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem, nigdzie jej nie było.
- Nie... nie żyje?
- Nie znalazłem ciała, nie jestem tego pewny.
- Kłamiesz! Jesteś zwykłym mordercą. Ty, Lilith i Karbonado, wszyscy jesteście tacy sami. Nienawidzę cię.
- Duncan...

Srebrnowłosy popchnął go na ścianę i chwycił za koszulę z przodu.
- Zabiłeś ją!
Uderzył.
- Swoją przyjaciółkę!
Jeszcze raz.
- Dziewczynę kumpla!
Kolejny cios.
- Może mnie też chcesz teraz zabić?
Puścił go.
- Chciałbym, żebyśmy się nigdy nie spotkali.
Odwrócił się i poszedł.
- Duncan! To nie ja, do cholery!
-------

- W końcu się obudziłeś - Enor usłyszał gdzieś z prawej głos siostry. - Już się zaczynałam martwić.
- Co się stało?
- Zemdlałeś, a co się miało stać? Było nie zgrywać bohatera, sama bym sobie poradziła. Przez ciebie ich zgubimy.


Lilith i Enor od jakiegoś czasu jechali za Nethitem i jego obstawą. Ci zaś planowali zasadzkę na księżniczkę Shirę. Trzeba przyznać, że zabójca, o którym wiedzieli tylko, że tak jak Enor jest magiem metalu, całkiem nieźle wszystko zaplanował: odciągnąć dziewczynę od pozostałych, tamtych uwięzić, a ją zabić. Proste i miało szansę się udać. Jak się później okazało - nie miało. Mag miał jako zabójca jedną dużą wadę - lubił porozmawiać ze swoją ofiarą, popatrzeć w jej wystraszone oczy, czasem nawet delektować się paniką osoby, która zaraz zginie. Był skuteczny, o ile cel nie zaskoczył go tak, jak to zrobiła księżniczka.
Ale na razie Nethit żył i miał się dobrze. I spodziewał się dużej nagrody. No i oddalił się nieco od Lilith i Enora.

- Wcale nie zgrywałem bohatera, chciałem cię...
- Nie prosiłam cię o ratunek. Sama bym sobie poradziła, ale niee, ty musiałeś odwalić swój popisowy numer!


Jakieś 1,5 godziny wcześniej.
- Enor, co ty do ciężkiej cholery wyprawiasz?
Magiczna bariera otoczyła Lilith. Dwóch orków, którzy skoczyli na kobietę, odbiło się. Klęczała na ziemi, wcześniej przez nieuwagę pozwoliła jednemu z orków podejść za blisko, ciął ją po skosie po plecach, zamachnął się znowu i zrobił płytką, ale bolesną ranę w udzie.
Mag nie odpowiedział. Paroma ruchami różdżki sprawił, że miecze orków stały się cięższe. Położył dłonie na ziemi.
- Nie popisuj się, Enor! Nie dasz rady!
Nie słuchał. Ostrza poleciały w grupę stojącą przed nim. Kolejne zaklęcie załatwiło tych za nim.
Chciał wstać, ale zatoczył się i stracił przytomność. Bariera znikła. Jeśli któryś z orków trzymał jeszcze swój miecz, poczuł, że ten był znowu lżejszy.
Lilith, która zatamowała już krwawienie i wstała, posłała w stronę pozostałych parę ognistych pocisków. Ci, którzy nie zginęli ani nie uciekli przed zaklęciami jej brata, rozbiegli się na wszystkie strony.
Zaklęciem uniosła nieprzytomnego i przetransportowała go trochę dalej od martwych orków.
- Zabiję cię kiedyś za takie akcje. Ale najpierw się ocknij, kretynie.
Zabrała się za leczenie jego ran. W przeciwieństwie do Enora, była w tym całkiem dobra. Później zajęła się sobą. Ocknął się chwilę po tym jak skończyła.

- Zapowiada się ciekawe zadanie - mruknął Enor. Obserwowali walkę Shiry z Nethitem i rzeź, jaką magowie urządzili obstawie zabójcy.
-------

26 lat
Kochana Lilith,
dziś są twoje urodziny. Kończyłabyś właśnie 27 lat. Wszystkiego najlepszego!
Od mojego ostatniego listu niewiele się zmieniło. Nadal mieszkam w Tralve. Niska temperatura już mi tak bardzo nie przeszkadza, przynajmniej teraz, latem. Zimą... no cóż. Znajomi dziwili się, jak można się tak grubo ubierać, a mnie nadal było chłodno. Ale o tym Ci już pisałem.
Wprowadziłem się niedawno...

- Lyle, znowu to robisz!
- Co robię?
- Piszesz do niej, do Lilith.
- Coś w tym złego?
- Myślisz o niej bez przerwy, sam się tym unieszczęśliwiasz. Cały czas jesteś jakby nieobecny.
- Ciężko nie myśleć o...
- Tak, wiem. Ale wciąż piszesz do niej listy, jakby wyjechała na wakacje. Musisz się w końcu pogodzić z tym, że odeszła.

Nie odpowiedział, odwrócił się znowu w stronę biurka. Usłyszał oddalające się kroki.

...do Leanne. Wspaniała kobieta. Wspominałem Ci o niej ostatnio, ale niewiele o niej napisałem. Ma 25 lat, jest dość wysoka (jakieś 182cm, przynajmniej nie muszę się bać, że mi kręgosłup w końcu strzeli od schylania się co chwilę), jest piękna i świetnie gotuje. Poprosiła mnie o lekcje fechtunku, chyba po prostu próbuje mnie w ten sposób czymś zająć, bo idzie jej strasznie (już słyszę senseia mówiącego, że lepiej niż mi na początku). Ma tylko jedną wadę: jest strasznie uparta. Twierdzi, że nawet herbaty nie potrafię pomieszać bez użycia magii (umiem! Tylko komu by się chciało wyciągać łyżeczkę, a potem ją myć, jak może sobie ją wyczarować?) Założyliśmy się, że uda mi się przeżyć miesiąc bez czarowania. Minął dopiero tydzień, ona jest okrutna. I w dodatku mnie podpuszcza (co chwilę słyszę "podasz mi nóż?", "półka się obluzowała, mógłbyś to naprawić?" Robi to specjalnie, wiem to)
Myślałem, że inna kobieta pomoże mi nie myśleć o Shirze, ale myliłem się. Tęsknię za nią, za Duncanem (mam nadzieję, że nie oskarża mnie już o śmierć Minae. Wystarczy, że sam się obwiniam o to, że nic wtedy nie mogłem zrobić), Nefelinem, Tobą, za Nurnen, Bizeną, za wszystkim. Przede wszystkim za Shirą. Chciałbym zobaczyć nasze dziecko, ale nie mogę wrócić. Mam nadzieję, że ułożyła sobie beze mnie życie. Może nawet ma męża? Oby był dobrym ojcem i mężem i oby byli ze sobą szczęśliwi.
Leanne uważam za swoją przyjaciółkę, ale nie kocham jej tak, jak mężczyzna kocha kobietę. Chciałbym, ale nie potrafię i myślę, że ona to czuje. Wynajmę sobie coś i zamieszkam sam. Nie chcę jej ograniczać, powinna sobie w końcu znaleźć kogoś, kto naprawdę będzie ją kochał. Ale najpierw wygram ten zakład.
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, napiszę znowu za jakiś czas.
Lyle.

[Obrazek: 113678.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt | dev.mmorpg | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS