|
Lorindel 4: Portal
|
|
18.12.2010, 03:12
Post: #16
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
W dalszą drogę ruszyli nad ranem. Podczas podróży niewiele rozmawiali. Chcieli jak najszybciej znaleźć się w Serys-skel. Następnej nocy też niewiele pogadali. Shira zamknęła się u siebie. Lapis i SIn byli wyjątkowo nie w sosie. Duncan poszedł się przejść, a Lyle rozmawiał z karczmarzem. Wyglądało na to, że mieszkańcy imperium nadal nie zdawali sobie sprawy, z grożącego im niebezpieczeństwa.
Następnego dnia mżył deszcz. Na drodze pojawiło się błoto. Trudno się jechało. Po paru godzinach znaleźli się blisko rozjazdu na Serys-skel i Kraj Barbarzyńców. Rozpadało się jeszcze bardziej więc zwolnili. Nagle zza zakrętu wyskoczyło dwóch jeźdźców. Pierwszy z nich wiedział, że nie zdążył wyhamować. W ostatnim momencie człowiek skręcił na tyle gwałtownie, że jego koń obił się bokiem o konia Lyle’go. Ten nie będąc gotowym na takie coś, przysiadł aż na zadzie. Lyle, który akurat nie trzymał stóp w strzemionach, spadł z konia prosto w bloto. Na szczęście nic sobie większego nie zrobił. Do ziemi było blisko. Drugi mężczyzna utrzymał się w siodle. -Przepraszam. Nie zdążyłem wyhamować.- mężczyzna pochylił się podając Lyle’owi rękę. Drugą ręką ściągnął z głowy kaptur, który zsunął mu się za bardzo na czoło podczas hamowania. Jednocześnie popatrzył na stojącą przed nim Shirę na koniu. -Shira?! Co Ty tu robisz?- Nefelin zamarł z wyciągniętą ręką. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
18.12.2010, 03:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2010 12:53 przez asia_41.)
Post: #17
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Lyle wstał. Nasunął sobie mocniej kaptur na oczy.
- Jadę odwiedzić przyjaciół w Serys-Skel. Wuj i mama opiekują się dziećmi, póki nie wrócę. Jak poszło w Krajach Barbarzyńskich? Nie zdążył odpowiedzieć. Między nimi przeleciała wyczarowana przez Lyle'a strzała. Wbiła się w jakieś dziwne stworzenie. - Cholera, biegły za nami aż tutaj - Nefelin wyciągnął szablę, pozostali zrobili to samo. Wtedy zza wzniesienia wyskoczyło całe stado. Lyle wyczarowywanymi pociskami ciskał w stwory. Lapis stała obok niego. Jej trąba powietrzna wyrzuciła w powietrze z tuzin. Lazulit i Poppy trochę bardziej z boku miotali zaklęcia. Duncan, Sindbad i Shira zostali otoczeni, walczyli odwróceni plecami do siebie. Nefelin i żołnierz starali się do nich dostać. Jeden ze stworów o mało nie ugryzł Shiry w nogę, drugi skoczył z prawej na Duncana. Mężczyzna pozbawił pierwszego głowy jednym cięciem, ale drugi dosięgnął go swoimi pazurami, zanim zdążył zareagować. Krzyknął. - Duncan? - spytała Shira, nie odwracając się. - Nic mi nie jest, nie trać czujności. - w poprzek jego ramienia biegły trzy głębokie rany. Bolało jak jasna cholera, na ręce poczuł ciepłą krew. Sindbad ciął jak szalony. Skoczyły na niego trzy stworzenia. Jedno przebił sztyletem, a dwa pozostałe w ostatniej chwili Lyle zabił wyczarowanymi shurikenami. - Lapis, mam pomysł! - powiedział mag. - Mogę wyczarować wiele małych ostrzy, ale musisz mi powiedzieć, czy dasz radę kontrolować je wiatrem na tyle, żeby nie trafić naszych. - Dam radę. - Przygotuj się! - położył dłonie na ziemi i wygłosił inkantację. Za nim pojawił się stalowy blok. Po chwili rozpadł się na setki małych ostrzy, które przeleciały nad jego głową w stronę nadchodzących stworów. Wtedy do akcji weszła Lapis. Siłą wiatru kierowała ostrzami, atak wyglądał naprawdę imponująco. Wolała nie zbliżać zbyt mocno ostrzy do walczących, ale wybiła większość atakujących. Wtedy Lyle sprawił, że stały się cięższe, na tyle żeby wiatr ich nie unosił. Wbiły się w ziemię, a on jednym ruchem sprawił, że znikły. Lapis padła wyczerpana na kolana, obok niej Lyle, dysząc, posyłał pociski w stronę pozostałych stworzeń. W końcu odparli atak. - Co to do cholery było?! Aaargh, delikatnie! - Duncan siedział oparty o drzewo, Shira opatrywała mu ramię. - Przepraszam, nie ruszaj się. - Właśnie to zaatakowało Nieznane Ziemie. Skoro już się przedostały na kontynent, musimy się pospieszyć. - Lyle właśnie wrócił od koni i podał Lapis wodę. - Zaatakowały nas już w Krajach Barbarzyńskich. Wtedy byliśmy ja, Melor i dwudziestu żołnierzy, zostaliśmy tylko my dwaj. - A Melor? - Shira zawiązała bandaż. - Nie żyje. - wszyscy byli zaskoczeni. Twarz Lyle'a (a raczej jej niezakryta część) nie wyrażała nic. Ale trudno było spodziewać się u niego jakichkolwiek emocji po śmierci znienawidzonego ojca. Pierwszy odezwał się Duncan. - Nie ufam ci, Karbonado. To pewnie kolejny podstęp. Udowodnij, że mówisz prawdę, chcę zobaczyć ciało. - Duncan! - Nie, Shiro, on ma rację. Zaprowadzę was tam, jeśli chcecie, ale ostrzegam, że spotkamy więcej tych stworzeń. - Jadę z wami. Was dwóch lepiej nie zostawiać sam na sam. - stwierdziła Shira. - Ja jadę do Serys-Skel z pozostałymi, o ile nie chcą jechać z wami. Tam będziemy na was czekać. - powiedział Lyle. Sindbad, Lazulit i Poppy kiwnęli głowami na znak, ze jadą z nim. Lapis przyłączyła się do jadących na wschód. Nefelin wysłał żołnierza do Bizeny z wiadomością do króla. Karbonado prowadził ich tunelami idącymi pod górami noszącymi, jakże zachęcającą, nazwę Piekielne Szczyty. Podziemne przejścia były szybsze i bezpieczniejsze, niż przeprawa przez przełęcze i bezdroża. Co chwilę odpierali atakujące z obu stron niewielkie grupy stworzeń, które Duncan zwykł nazywać "bakemono" lub "pieprzonymi stworami". |
|||
|
18.12.2010, 12:13
Post: #18
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Lady Minavia Lillehammer przechadzała się po swojej komnacie. Odkąd pojawiły się te dziwne stworzenia sprawy przybrały nadzwyczaj zły obrót. Była zabójczyni nie przywykła by coś innego niż ona wybijało do nogi mieszkańców okolicznych wiosek. Na razie jej małe królestwo jakoś się trzymało. Ba, skupiło wokół siebie wiele innych, mniejszych państw, które liczyły na ochronę. Scalard, przez te 3 lata zebrała wokół siebie bandę największych degeneratów ze Starego Kontynentu. Wiedźmy, dzicy magowie, truciciele, mordercy, seryjni zabójcy, zdarzył się nawet stary nekromanta. Dzięki im oraz swojej prywatnej armii, składającej się w większej części z niewolników siłą wcielonych do wojska, udawało jej się odpierać ataki dziwnych stworzeń. Ale jak długo jeszcze?
Nyroj siedział na tronie, wspierając głowę na ręce. Obok niego stał Astaneth oraz część najmożniejszych osób w kraju. Do tej pory jedynie kilka grup potworów zdołało ominąć patrole gwardzistów wokół wybrzeża, a i te zostaną szybko wytropione przez Templariuszy - świeżo utworzony w Imperium zakon rycerski, którego głównym zadaniem była walka z nowym, nieznanym wrogiem. Przedstawiciel tego zakonu - Pierwszy Templariusz Nemorg - wykładał właśnie swój plan wysłania grupy uderzeniowej na Nieznane Ziemie. Grupa ta miałaby się składać z wojowników wszystkich państw Starego Kontynentu. Dans les flots c’est elle qu’elle voit,
Le fleuve l’emporte loin loin loin… Pourquoi elle doit attendre ? Attendre dans la lumière, Elle s’efface, elle met les masques. Sur les quais… |
|||
|
18.12.2010, 15:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2010 16:12 przez Joa.)
Post: #19
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
W tle podkład muzyczny wybrany wspólnie przy poradzie znawcy: http://www.youtube.com/watch?v=vQDk9Fjxl...re=related
Zanim weszli do tuneli, zostawili konie w pobliskiej oberży. Nie było żadnej miejscowości. Karczmarz widząc Karbonado nawet nie zaprotestował. Gdy Nefelin rozmawiał z gospodarzem, Lapis wytłumaczyła zdziwionym przyjaciołom, że z tego co słyszała, pobliska okolica stanowi terytorium Bractwa Ostrzy (Asia, znajoma nazwa, nie? ) i niewskazane jest przebywanie tu dłużej. Po jakiejś godzinie Nefelin poprowadził ich do kolejnych tuneli twierdząc, że wyjdą bardzo blisko Tyxt. -Ej, Karbonado. A ty niby skąd znasz te wszystkie przejścia? -Ciesz się lepiej, że znam. Bo inaczej jechalibyśmy na okrągło i do tego długo.-Nefelin szedł pierwszy, za nim dziewczyny, a na końcu Duncan. -Czemu mnie to jakoś nie cieszy…-mruknął pod nosem tak, że nikt nie usłyszał. Jakąś godzinę później stanęli przed rozwidleniem. -Nie dobrze…-mruknął pod nosem Nefelin, gdy zobaczył że jeden z tuneli jest zasypany. Duncan chciał już zadrwić, że generał się zgubił, ale nie zdążył. Tuż przed nim wyrósł, jak spod ziemi, stwór. Tylko błyskawiczny refleks uratował Duncana przed ciosem. -Tędy!- krzyknęła Shira dostrzegając koniec tunelu i pobiegła w tamtą stronę.. Gdy wyskoczyła z korytarza od razu zobaczyła, że przed nimi (jakieś 5 m przed) jest przepaść. -Uwaga! Przepaść!-wrzasnęła i skoczyła w bok. Biegnąca za nią Lapis zrobiła to samo. Rozejrzały się błyskawicznie. Byli na jakiejś w miarę wąskiej dróżce prowadzącej nad rwącą rzeką wzdłuż skał. Droga wydawała się rzadko używana, pod ścianą leżało jakieś osuwisko. Duncan, który słabo usłyszał okrzyk Shiry, wypadł z tunelu i dopiero w ostatnim momencie rzucił się w drugi bok. Biegnący za nim potwór oberwał zaklęciem zaraz po tym jak wyskoczył z korytarza. Zleciał w przepaść. Dobiegający do wyjścia Nefelin, widząc to, zanurkował w biegu. -Jeszcze raz!-wrzasnął szorując łokciami po podłożu i zasłaniając głowę. Za nim biegł kolejny potwór. Lapis zareagowała. Ale nie dość szybko. Zaklęcie trafiło stwora w łapę. Wylądował między leżącym Nefelinem a Duncanem. Nakama rzucił się na niego od przodu. Karbonado chciał go zajść od tyłu, gdy usłyszał krzyk. Odwrócił się akurat w momencie, by zobaczyć jak jeden z potworków trzasnął łapą Lapis. Dziewczyna poleciała na skały przy wejściu tracąc przytomność. Shira ruszyła na pomoc przyjaciółce. Ale ze ściany posypały się na nią odłamki skalne. Przysypały Shirze nogę tak, że nie mogła się ruszyć. Nefelin skoczył w ich stronę i kilkoma pchnięciami załatwił potworka. -Duncan! Uważaj!-krzyknęła nagle Shira. Srebrnowłosy stał niebezpiecznie blisko krawędzi. Potwór skoczył, ale nie od tej strony z której spodziewał się Nakama. W ostatnim momencie odbił atak pazurów. Ale obaj zniknęli za krawędzią. Stwór poleciał do rzeki. Dun usłyszał dziki krzyk rozpaczy Shiry i w ostatnim momencie chwycił się skały. Ale była zbyt śliska. Ręka ześlizgnęła się zanim nogi znalazły oparcie. Zdążyło mu tylko mignąć w głowie, że to już koniec. W ostatnim momencie ktoś go chwycił za nadgarstek zdrowej ręk. Obił się kolanami o skalną ścianę i spojrzał w górę. Zobaczył nad sobą wykrzywioną bólem twarz Karbonado, gdy bark zbyt gwałtownie został obciążony taką dużą masą. -Nie gap się do cholery! Wyłaź! Nie będę cie trzymał wiecznie!-warknął przez zaciśnięte zęby maż Shiry. Coś gruchnęło o ziemię za Nefelinem. Generał zerknął ponad ramieniem. Dun usłyszał donośne przekleństwo. -Co jest?!-stopa znowu ześlizgnęła się z kamienia. -Lepiej nie pytaj! Wyłaź do czorta!-w głosie Karbonado usłyszał zdenerwowanie. Udało mu się oprzeć nogami o skałę i chwycić drugą ręką. -Mam! Zar..-nie zdążył dokończyć. Coś go gwałtownie szarpnęło w górę. Nefelin krzyknął gdy potwór złapał go zębami za lewą nogę i pociągnął w górę. Przytomnie jeszcze puścił Duncana, gdy ten był już na drodze. Teraz wisiał głową w dół. Czuł, że potwór coraz mocniej zaciska zęby trzymając go jakieś 2 metry nad ziemią. -Zrób coś!-wrzasnął Nefelin i zasyczał z bólu. Poczuł pieczenie w okolicach kostki. Zanim Duncan zdążył zareagować, w ramię potwora gruchnęło zaklęcie. Stwór obrócił się i wyjąc ‘rzucił’ generałem o ścianę przy wejściu. W nodze Karbonado chrupnęła nadwyrężona kość, gdy upadł na ziemię. Ale stwór nie zdążył zaatakować ponownie. Drugim zaklęciem oberwał centralnie pomiędzy oczy i runął w przepaść prosto do wzburzonej rzeki. Shira wygrzebała się spod kamieni i poderwała na nogi. Była bliżej srebrnowłosego. -Dun! Nic Ci nie jest?- Nakama pokręcił głową na znak, że nie. Lapis była już przy Nefelinie. -Gdzie? -Lewa noga. Łydka… kostka!- wychrypiał Nefelin zwijając się z bólu i na koniec krzyknął. –Parzy! Lapis na chwilę zamarła. Potem sprawnym ruchem rozerwała nogawkę spodni Karbonado. -Dun! Tnij! -He? -Tnij! Te potwory są jadowite. Trzeba mu amputować nogę!- pokazała ranę koło kostki, gdzie stwór jak komar, wbił się w nogę jakąś przyssawką.- Słyszeliście! Jad nie rozprzestrzenia się zbyt szybko. Ale tylko to może jeszcze pomóc! Nie mamy lekarstw! Nad kolanem gdzieś! Nakama wyglądał na zszokowanego. -TNIJ, DO CHOLERY!!!-ryknął, z bólem w głosie, Nefelin. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
18.12.2010, 15:54
Post: #20
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Duncan chwycił oburącz tachi. Ciął. W tym momencie Nefelin zemdlał. Lapis od razu zaczęła tamować krew magią. Kiedy skończyła, Shira wyciągnęła z torby bandaże i owinęła nimi kikut. Nakama przez cały czas stał przy wejściu i pilnował, czy nie idą następne. Był blady i trzęsły mu się ręce. Na szczęście nie było więcej ataków. Duncan zarzucił sobie Nefelina na plecy. Na policzku czuł jego płytki oddech. Poszli dalej dróżką. Nikt się nie odzywał. Srebrnowłosy niósł generała na zmianę z Lapis, która unosiła go przed sobą za pomocą magii jakiś metr nad ziemią. Ramię trochę mu dokuczało, ale nie mogli pozwolić sobie na zbyt częste postoje. W końcu wyszli. Tak jak mówił Nefelin, zobaczyli niedaleko miasteczko Tyxt.
|
|||
|
18.12.2010, 16:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2010 16:09 przez Joa.)
Post: #21
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
-Stać! Kto idzie?!- na dróżce przed nimi pojawiło się dwóch ludzi. W rękach trzymali miecze. Byli bladzi i nerwowo rozglądali się w koło.
-Spokojnie, nic wam nie zrobimy. Mamy rannego, musimy go lepiej opatrzyć. Pomożecie nam?- spytała Lapis. Mężczyźni popatrzyli na Duncana, który znowu niósł rannego Nefelina. Zauważyli mokry od krwi bandaż. -Zaatakowały was? Te stwory?- starszy mężczyzna opuścił miecz i popatrzył po reszcie. Księżniczka i Lapis też były ranne. Shira pokiwała głową. -Znam go. Był tu jeszcze przedwczoraj. Te potwory zaatakowały nasze miasteczko. Jego ludzie bardzo nam pomogli. Ale większość zginęła. Jego pan chyba też... Chodźcie, jeśli możemy coś zrobić, postaramy się pomóc. Doszli do opuszczonej miejscowości. Przybiegł jakiś mag. Lapis wygoniła Duncana i Shirę z pomieszczenia, w którym zostawili maga i Karbonado. Dalsze leczenie wymagało skupienia.-Idźcie, zajmijcie się sobą. I tak mu teraz nie pomożemy już. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
18.12.2010, 16:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2010 16:47 przez asia_41.)
Post: #22
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Byli w pokoju w karczmie. Shira zmieniała Duncanowi opatrunek, tamten już przeciekał.
- Uratował mi życie - do Duncana dopiero doszło, co się stało parę godzin temu. Shira stała za nim, położyła mu rękę na zdrowym ranieniu. - Mówił prawdę. Rzeczywiście tak bardzo się zmienił? - Zmienił się, Duncanie. Bardzo. Ale nie myśl teraz o tym, powinieneś odpocząć. Położył się i patrzył w sufit. Byłoby mu łatwiej, gdyby Karbonado po prostu pozwolił mu spaść. Rano jakiś chłopak przyszedł do karczmy. Wszedł do pokoju przez niezamknięte drzwi. Zastał Duncana leżącego na plecach w łóżku i siedzącą w fotelu Shirę, która zasnęła tam wieczorem. - Ten mężczyzna, którego wczoraj przynieśliście, Karbonado, jeśli dobrze usłyszałem, chciałby z wami porozmawiać Reszta tymczasem dojechała do Serys-Skel. Zatrzymali się w oberży, gdzie postanowili zaczekać na Shirę, Duncana i Lapis. |
|||
|
18.12.2010, 22:09
Post: #23
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Ewentualny podkład muzyczny: link
Shira i Duncan pozbierali się chwilę później i poszli do budynku w którym wczoraj zostawili Nefelina. Byli już prawie przy drzwiach do pokoju, gdy Duncan nagle się zatrzymał. -Idź pierwsza. Ja...- z jakiś dziwnych powodów chciał powiedzieć 'ja nie mogę', ale powstrzymał się i dokończył inaczej-...przyjdę za chwilę. To o Ciebie się bardziej... martwi.- nie wierzył, że to powiedział. Jeszcze wczoraj wyśmiałby kogokolwiek, kto by mu powiedział, że generał potrafi się o kogoś martwić. A już na pewno nie pozwoliłby zostać Shirze samej z Karbonado. Księżniczka kiwnęła głową i weszła do pokoju. Zastała tam Lapis siedzącą na łóżku. Magiczka sprawdzała temperaturę na czole. Nie wyglądała na zadowoloną z efektów. Nefelin był blady. Ze swoimi czarnymi włosami i tak bladym wyglądem wyglądał jak truposz, albo jakiś topielec. Spostrzegli Shirę jednocześnie. Karbonado uśmiechnął się lekko. Był wyczerpany, ale ucieszył się na widok księżniczki. -Zostawię Was. Nie przemęczaj się.-zwróciła się do Nefelina i wstała. Shira trochę się zdziwiła, że Lapis tak się troszczy o byłego wroga. Lapis wyszła i prawie, że wpadła na stojącego pod ścianą Duncana. -Idź tam, chciał z Tobą porozmawiać.-rzuciła i odeszła. -Shira! Nic ci nie jest? Wszystko w porządku?-spytał łamiącym się głosem generał. -Pewnie, nic mi nie jest, zresztą sam widzisz...- Shira czuła się dziwnie. -Cieszę się.-wychrypiał Nefelin-A...a Nakama? Shira nie wiedziała co powiedzieć. Nie spodziewała się takiego pytania. -Całkiem w porządku.-Duncan stał w drzwiach. Nie wiedział co powiedzieć. Zapadła niezręczna cisza. Po chwili do pokoju wszedł młody chłopak. -Chcieliście państwo zobaczyć ciało pewnego człowieka. Ehm... znaleźliśmy je. Proszę za mną.- chłopak wyszedł. Shirze i Duncanowi zrobiło się głupio. Żadne z nich nie prosiło o to. -To ja poprosiłem, żeby go odnaleźli. Chciałem być w porządku... -Dun i Shira podnieśli się. Shira wyszła, Duncan był już przy drzwiach, gdy usłyszał Nefelina. -Nakama... mógłbyś zostać? Miałbym prośbę... Dun zatrzymał się. Shira obejrzała się za siebie. Srebrnowłosy kiwnął głową dając jej do zrozumienia, żeby poszła sama. Zamknął drzwi, gdy Nefelin się odezwał. -Wiem, to zabrzmi głupio. Nie znosisz mnie i nic tego pewnie nie zmieni. Ale ja mam prośbę. Znasz Enora, prawda? Ponad trzy lata temu poprosił mnie, tam w Gurenth, żebym zaopiekował się księżniczką i jej dziećmi. Powiedział, że Shira jest w ciąży. Nie uwierzysz pewnie, ale nie chciałem go zawieść i obiecałem, że nie pozwolę ich skrzywdzić... A teraz te potwory... wasza przyjaciółka powiedziała mi gdzie jedziecie. Nie dam rady już jej chronić.-zacisnął dłoń.-Nigdy nie pozwoliłeś skrzywdzić Shiry. Zawsze jej broniłeś... Nakama proszę... nie, ja cie błagam... nie pozwól jej zrobić krzywdy! Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
18.12.2010, 22:38
Post: #24
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
- Karbonado... ja... obiecuję. Nigdy nie pozwoliłbym skrzywdzić Shiry. Ale dlaczego nie powiedziałeś, dlaczego ona nic nie mówiła. Może wtedy... Nietrudno się domyślić, że nie życzyłem ci najlepiej przez te wszystkie lata. Ale teraz, kiedy tu leżysz przeze mnie, czuję się okropnie. I przepraszam. - wstał i poszedł w stronę drzwi. Chyba stał się ostatnio zbyt wylewny.
|
|||
|
18.12.2010, 23:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2010 23:16 przez Joa.)
Post: #25
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
W tym samym czasie Shira poszła za chłopakiem. Rzeczywiście. We wskazanym miejscu leżało ciało Melora. Gdyby go nie było, gdyby się nie urodził... nie byłoby teraz tych wszystkich problemów. Księżniczka nie musiała tu przychodzić. Uwierzyła Karbonado już tam na drodze. Wiedziała, że nie kłamałby w takiej sprawie. Obróciła się na pięcie i poszła z powrotem do budynku, w którym zostali Nef i Duncan. Po drodze wpadła na Lapis. dziewczyna siedziała na murku obok gotowych do drogi koni.
-Po co ci te konie? -Karbonado prosił byśmy wyjechali. Musimy jechać do Serys-Skel i rozwiązać zagadkę tych stworów. -Nie!- krzyknęła niespodziewanie Shira i pobiegła dalej. -Nie przepraszaj. Jakkolwiek to wygląda, uratowałeś mi życie. To ja Ci dziękuję, Nakama. Duncan poczuł dziwną gulę w gardle. W tym momencie do pokoju wpadła zadyszana Shira. Zamknęła za sobą drzwi. -To prawda? Prosiłeś Lapis by przygotowała konie? I żebyśmy wyjechali do Serys-Skel? -Tak.- odparł krótko Nefelin. W jego głosie było słychać smutek. -Dlaczego?! Nie zostawimy cię ani... -Shiro, daj spokój. Do niczego wam się nie przydam. A wy musicie jechać jak najszybciej. Trzeba powstrzymać te stwory. Proszę, jedźcie. W końcu się zgodziła. Wiedziała, że przyjaciele na nich czekają. Skierowała się w stronę drzwi. Duncan otworzył drzwi. -Shiro, jeszcze coś.- dziewczyna odwróciła się i popatrzyła na Nefelina. Generał zdjął z palca obrączkę i na otwartej dłoni wyciągnął ją w stronę księżniczki.-Ja... my... Melor nie żyje. Na mocy prawa... nigdy nie byliśmy prawdziwym małżeństwem. Nie podałem prawdziwego nazwiska... ani nie skonsumowaliśmy naszego związku... nie musimy już udawać....-urwał na chwilę. Czy to było pożegnanie? Serce mu się ścisnęło gdy na końcu dodał. -Jesteś wolna. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
18.12.2010, 23:34
Post: #26
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Łzy pociekły jej po policzkach. Podeszła do Nefelina, wzięła obrączkę i pocałowała go.
- Dziękuję - wyszeptała i wyszła. Duncan zamknął za sobą drzwi. Shira patrzyła na niego ze łzami w oczach, objął ją. Księżniczka całkiem się rozkleiła. Kiedy w końcu się uspokoiła, poszli po swoje rzeczy, a potem do czekającej na nich Lapis. |
|||
|
19.12.2010, 00:32
Post: #27
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Gdy zamknęły się drzwi za Duncanem, Nefelin Karbonado zamknął oczy. Na swój własny sposób pokochał Shirę i dzieciaki. Ale chciał, żeby była szczęśliwa. Wiele dla niego zrobiła. Nie chciał jej już psuć życia. Teraz pora by i moje życie się zmieniło. Dziękuję Shiro. pomyślał i usnął ze zmęczenia.
Lapis siedziała na murku majtając nogami. Jeden rzut oka wystarczył jej by ocenić co się stało. Zeszła z murku i wskoczyła na konia. -Dojedziemy na nich do karczmy przy granicy. Tam odzyskamy nasze konie i ruszymy dalej. Tak się umówiłam z tutejszym szefem.- towarzysze pokiwali. Po chwili wyruszyli w milczeniu do Serys-Skel. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
19.12.2010, 01:39
Post: #28
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Dochodziło południe. Lyle wszedł do karczmy, gdzie czekali na niego pozostali.
- Znalazłem ich, zatrzymali się niedaleko stąd. Mamy się spotkać za godzinę w tawernie "Pod Smoczą Jamą". Niecałą godzinę później weszli do tawerny. W osobnej sali czekało na nich około 15 osób. |
|||
|
19.12.2010, 01:53
Post: #29
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Sindbad stał za Lylem w drzwiach. Popatrzył po zebranych w sali. Nagle jego spojrzenie padło na plecy czarnowłosej dziewczyny. Ona z kolei musiała wyczuć, że ktoś jej się przygląda bo odwróciła się w stronę drzwi. Ich spojrzenia spotkały się i oboje jednocześnie się uśmiechnęli. Sin przepchnął się koło maga i pobiegł w stronę Vien. Chwycił ją w objęcia i okręcił dookoła w powietrzu. Gdy ją postawił przytuliła się do niego i rozpłakała z radości.
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę!-powiedział jej do ucha i pocałował. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
19.12.2010, 02:10
Post: #30
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
- Sin, tyle czasu minęło. Tęskniłam.
Lyle był na początku zaskoczony. Nie spodziewał się tego. Pomyślał o Shirze. Miał nadzieję, że jest cała i zdrowa. Była wprawdzie z Nefelinem i Duncanem, którym mógł zaufać, ale cztery osoby to niewiele przeciwko tym stworzeniom. Odpędził od siebie takie myśli. Nie czas teraz na to. |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc
IRC Chat

![[Obrazek: 363264.jpg]](http://imageshack.us/m/52/2556/363264.jpg)


![[Obrazek: 113678.jpg]](http://imageshack.us/m/861/7039/113678.jpg)
) i niewskazane jest przebywanie tu dłużej.