|
Lorindel 4: Portal
|
|
26.12.2010, 00:45
Post: #46
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Stwor wbil spiczaste zeby w przedramie Lyle'a, a ten krzyknal przerazliwie. Poppy stojaca kilka metrow dalej miotnela w stwora zakleciem i podbiegla do Lyle'a. Przejechala rozdzka nad sladami po zebach stwora nerwowo szepczac formuly. Co Ty robisz? Spytal Lyle probujac wyrwac jej swoje ramie. Daj mi moment. Szepnela i kontynuowala. Jej zaklecie spowodowalo chwilowe zatrzymanie plynow ustrojowych, a nastepnie ich skierowanie ku ranie. Chciala w ten sposob "wylac" trucizne z ciala Lyle'a. Czula jak tetno maga spada, po chwili zobaczyla, ze zemdlal, jednak bala sie przestac. Mam nadzieje, ze nie rozprzestrzenilo sie dalej... Mruknela hamujac krwotok i przywracajac dawne krazenie Lyle'owi. W tym samym momencie ujrzala biegnace ku nim 3 stwory, wiec wstala i zaczela rzucac w nie zaklecia.
"We should totally hang out together. What is your name? ... Yeah. I don’t like that name. Lets call you ... Brooke!" (GG)ŁDSS !
|
|||
|
26.12.2010, 01:18
Post: #47
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Sindbadowi udało się akurat odciąć łapę atakującego go potworka, gdy usłyszał krzyk Lyle'a. Pirat poszukał wzrokiem maga. Zauważył jak stwór wskoczył magowi na plecy przygważdżając go do ziemi. Sin jednak popełnił błąd. Potwór zaryczał z wściekłości po utracie łapy i na oślep machnął ogonem. Nie wiedzieć skąd pojawiły mu się na nim kolce. Łupnął nim Sina w bok. Pirata odrzuciło. Wylądował na plecach jednego z potworów atakujących teraz nieprzytomnego Lyle'a i Poppy. Odciął mu jednak głowę i runął razem z ciałem. W jego stronę skoczył jakiś inny stwór. Sin w ostatnim momencie sturlał się na ziemię. Ale ten drugi potwór poślizgnął się na ciele 'kompana' i runął na plecy przygniatając Sinowi nogi. Cudem chyba tylko nie miażdżąc ich i nie łamiąc żadnej kości. W tym samym czasie inny potwór zaatakował Poppy tak, że dziewczyna wylądowała kilka metrów dalej na ziemi. W jej stronę skoczył Lazulit.
-Lyle! Łap!- krzyknął raptem Sin widząc, że Lyle sie ocknął, ale tuż za nim było już kolejne stworzenie. Potwór skoczył w stronę człowieka. W tym momencie mag złapał sztylet, który pchnął mu po ziemi Sin, z niemałym wysiłkiem przekręcił się na plecy i zaatakował potwora. Ostrze ześlizgnąło się po pełnej łusek łapie potwora. To na chwilę zastopowało zwierzę. Lyle zdążył podnieść się na kolana i odsunąć z zasięgu łap stwora. Ale nie przewidział tego co stało się chwilę później. Poczuł na szyi oplatujący się ogon potwora. Wypuścił sztylet Minutę później zaczął tracić grunt pod nogami. Potwór coraz bardziej ciągnął go w górę. Lyle zaczął się krztusić. Nagle uderzył kolanami o ziemię. Szarpnął się jeszcze raz i oswobodził. Kaszląc, kątem oka zauważył, że Sin siedzi na plecach leżącego potwora jakby chciał go ujeżdżać. Zanim zdążył machnąć ogonem, pirat uciął stworowi głowę. Sindbad poderwał się i stanął przy klęczącym magu gotowy do ataku. -W porządku? Możesz walczyć? Twoje plecy nie wyglądają najlepiej... Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
26.12.2010, 01:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2011 12:14 przez asia_41.)
Post: #48
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
- W porządku - opowiedział. Wstał (Sin zauważył, że mag lekko się przy tym zachwiał) i podniósł katanę. Ciął nią powietrze raz i drugi i syknął z bólu.
- Walka wręcz odpada, ale nadal mogę korzystać z magii. W tym momencie zaatakowały następne. Lyle wyczarował kilka shurikenów i zabił trzy stworki. Kolejny ruch różdżką i następne pociski poleciały w stronę stworzeń. Tylko jeden z nich osiągnął cel. Inny śmignął tuż obok głowy Sindbada. Magowi zakręciło się w głowie, zachwiał się i znów wylądował na kolanach, opierająć się rękami o ziemię i wymiotując. - Cholera, straciłem za dużo krwi - wymamrotał, wycierając usta rękawem. |
|||
|
26.12.2010, 03:48
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2010 04:43 przez Joa.)
Post: #49
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Sin znowu stał obok maga. Na ręce, w której trzymał sztylet, miał świeżą krew potwora. Drugą ręką po omacku klepnął siedzącego na kolanach Lyle po ramieniu.
-Spoko, będzie dobrze. Tylko nie mdlej ani nic bo to mi będzie trochę nie po myśli! Jeszcze mi potrzebny zemdlony mag! Daj katanę! Lyle uśmiechnął się blado i podał Sinowi broń. W ich stronę skoczyły trzy stwory. -Powiedziałbym: trzymaj się za mną, ale to chyba na nic się nie zda.-ciął pierwszego stwora głęboko w odsłonięty brzuch. O milimetry unikając zderzenia z łapą. Potwór padł. Ale zaraz za nim pojawił się następny. W tym samym czasie zaatakował trzeci z boku. Lyle się odruchowo schylił. Sin ciął stwora ponad głową maga. Jednocześnie wbijając sztylet w drugiego. Ale ani pierwszy ani drugi atak do końca się nie powiodły. Ten, którego zaatakował kataną, ryknął i zamachnął się łapą. Ale w ostatnim momencie oberwał strzałą od Vien. Padł obok klęczącego maga. Stwór, któremu Sin wbił sztylet, machnął natomiast łapą i rozorał Sinowi całe ramię. Mężczyzna krzyknął z bólu i chlasnął potwora kataną tak, że tamten padł. Pirat nie zdązył się nawet złapać za ranną rękę. Zaatakowały kolejne potwory. Starał się nie oddalać zbytnio od Lyle'a, żeby nie zostawiać go samego. Widział, że Poppy i Lazulit walczą w drugim kącie. Po chwili nie pamiętał nawet ile razy już zaatakował, ile ataków odbił, ile ran zaliczył. -Sindbad! Za boku!-usłyszał głos maga, któremu udało się wstać. Ledwo się trzymał na nogach. Pirat zdążył się uchylić. Stwór machnął ogonem i trafił w pustkę. Sindbad zaatakował od dołu i wbił katanę w gardło stwora. Zauważył, że skacze kolejny potwór. Stwierdził, ze nie zdąży wyszarpnąć broni. Rzucił się by osłonić Lyle'a przed kolejnym ciosem ogona. Obaj polecieli na ścianę budynku. -Kiepski ze mnę ratownik.- pirat splunął krwią i zlazł z ledwo przytomnego Lyle'a. Wstał, ale prawie natychmiast przyklęknął. Któryś ze stworów musiał go ranić w nogę. -Ile jest tego cholerstwa!-krzyknął gdy zaczęły się zbliżać kolejne. Został mu tylko sztylet, a walka nim teraz była ryzykowna. Jeden z potworów skoczył i... runął na ziemię jak rażony gromem. -Zajmiemy się nimi!- w uliczce pojawiła się grupa uzbrojonych wojowników na czele z magiem, który piorunem załatwił przed chwilą stwora. Sin odwrócił się w stronę Lyle'a. -Lyle! LYLE! Słyszysz mnie? Jak się czujesz? Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
26.12.2010, 04:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2010 05:00 przez asia_41.)
Post: #50
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Nie słyszał. Zemdlał w momencie, gdy pirat z niego zlazł.
Obudził się w karczmie w swoim pokoju, cały obandażowany. Usiadł na łóżku. Nadal był słaby, ale z zadowoleniem stwierdził, że plecy prawie go nie bolą. Do pokoju weszła Vien. - Obudziłeś się w końcu? Nieźle dałeś się urządzić - Vien... jak długo byłem nieprzytomny? - Niedługo. Jest wczesne popołudnie, walczyliście wczoraj rano. Ale nieźle nas nastraszyłeś, wyglądałeś jakbyś już był na tamtym świecie. Mam pytanie, jeśli to nie jest zbyt osobiste. Kim jest Lilith? Mówiłeś o niej przez sen. - Co mówiłem? - Nic konkretnego, coś o przysiędze. Przepraszałeś, że nie możesz czegoś zrobić. Oprócz tego kilka razy wymieniłeś imiona: Shira, Anew i Altair Odwrócił głowę i wbił wzrok w ścianę. - Lilith była moją siostrą, nie żyje. Anew i Altair to moje dzieci, moje i Shiry |
|||
|
26.12.2010, 15:55
Post: #51
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Vien nie wiedziała co powiedzieć. Słyszała od Sindbada o Shirze, opowiadał jej o ich przygodach. Ale jakoś nie napomknął ani razu o ojcu dzieciaków. Chciała powiedzieć coś, co dodałoby Lyle'owi otuchy i by się nie martwił, ale zauważyła że mężczyzna usnął. Albo przynajmniej udawał. Ale tego nie mogła wiedzieć. Po chwili wyszła i poszła do Sindbada. Zastała go siedzącego na łóżku z twarzą schowaną w dłoniach. Ocknął się z zamyślenia gdy usłyszał jak zamyka za sobą drzwi. Popatrzył na nią.
-Obudził się? -Tak. Czuję się już lepiej. Jest tylko osłabiony. A ty? -Wszystko w porządku.-Sin miał kilka opatrunków, ale też już było lepiej. -Kochanie? Stało się coś? Zauważył, że Vien badawczo mu się przygląda. -Jak długo znasz Lyle'a? Opowiadał Ci o sobie? Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
26.12.2010, 16:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2010 16:32 przez asia_41.)
Post: #52
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
- Trzy lata temu przypłynął do Velken, ale pojechał nagle bez pożegnania gdzieś w głąb kontynentu po dwóch miesiącach. O swojej przeszłości mówił niewiele. Właściwie raz wspomniał tylko, że pewna dziewczyna jest z nim w ciąży i że zrobił coś, czego ona mu nigdy nie wybaczy, dlatego nie jest przy niej. Jej imię, Shira, poznałam dopiero dzisiaj. Naprawdę niewiele wiem o tym, kim był, zanim przybył na Nieznane Ziemie.
Lyle udawał. Bardzo lubił Vien, ale nie miał ochoty zwierzać się jej. Wolał, żeby nie znała jego przeszłości, z której nie był jakoś szczególnie dumny. |
|||
|
27.12.2010, 00:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.12.2010 00:07 przez Joa.)
Post: #53
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Sin wysłuchał tego co mówi Vien. Teoretycznie powinien się cieszyć, że jego ukochana nic nie wie. I że Enor nic jej nie zrobił. Oczywiście, cieszył się. Ale tylko z tego drugiego. Z pierwszego, cóż jakoś nie bardzo.
-A nie mówił może o Lilith? -Lilith? Swojej siostrze? -Mówił!-jęknął, z lekką rozpaczą w głosie, pirat i złapał się za głowę. -Nie, dziś powiedział. Sin, co się dzieje?!-Vien pomyślała, że chyba zaraz zwariuje.-Dziwnie się przy nim zachowujesz. O co cho... -Pamiętasz naszą rozmowę z Lapis, kiedy wróciłem ranny?-przerwał jej. Dziewczyna pokiwała głową. -Tym magiem, który nas wtedy zaatakował była dość młoda kobieta. Ja...ją...zabiłem. A to była właśnie siostra Enora... a tak właściwie Lyle'a, Lilith.- Vien trochę zatkało. Sindbad kontynuował -Lyle to widział. A przynajmniej pewną część. Powiedział wtedy, że mnie zabije. Ale nie to mnie martwi. Boję się o Was, o Ciebie i Rico. Ja... pomógł wam uciec z Velken i nic nie zrobił, chociaż miał na to trzy lata. A teraz pomógł mi z mieszkańcami. Ale ja nie wiem... nie wiem jak bardzo się zmienił. I... ja... gdyby oni teraz zaatakowali moich przyjaciół... zrobiłbym pewnie to samo...Ale przecież tego mu nie powiem...-ostatnie dwa zdania ledwo wyszeptał.-Będę z nim podróżował... co ja mam robić, Vien? Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
27.12.2010, 00:36
Post: #54
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
- Może to głupio zabrzmi po tym co powiedziałeś, ale ja mu ufam. Gdyby chciał, nie rozmawialibyśmy teraz ze sobą, przez te dwa miesiące dużo mi pomagał no i w rezultacie często bywaliśmy sami. Wtedy, przy mieszkańcach Velken... nikt by go przecież nie gonił, a nawet zostałby nagrodzony. Sin, ja myślę, że on naprawdę nie chce nam nic zrobić.
|
|||
|
27.12.2010, 01:47
Post: #55
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Sindbad przełknął ślinę i popatrzył Vien w oczy. Wyczytał w nich szczerość. A właściwie czego innego mógł się spodziewać.
-No dobrze, skoro mu ufasz, to ja też się postaram.-uśmiechnął się lekko.-Pójdę po Rico. Pewnie Poppy ma go już dość.- ukochana pokiwała głową. Zostawiła synka u przyjaciół Sina gdyż musiała iść po lekarstwa na miasto. Sindbad wyszedł lekko kulejąc. Okazało się, że ma złamaną jakąś kość. Mag ją oczywiście nastawił. Ale noga jeszcze się nie przyzwyczaiła. Na korytarzu spotkał Poppy. -O! Sin! Widzę, ze już się lepiej czujesz! To dobrze, cieszę się. -Ja też. Dzięki. A gdzie Rico? -Właśnie! Muszę wyjść, a Lazulit jest zajęty. Zostawiłam go u Lyle'a na chwilę. Nie chciałam wam przeszkadzać, a on się obudził i powiedział, że może z nim zostać... Sin, coś się stało? -Nie...-stwierdził przez zaciśnięte gardło, ominął trochę skołowaną Poppy i nie zważając na nogę czym prędzej zszedł po schodach na niższe piętro, gdzie Lyle miał pokój. Z trochę zbyt dużym rozmachem otworzył drzwi do pokoju maga, Zastopował dopiero, gdy zobaczył, że Lyle i Rico siedzą na łóżku, a czarodziej robi z metalowych kawałków jakieś figurki. Chłopczyk zobaczył pirata. -Tato, zobacz! Lyle zrobił dla mnie stateczek!-wyciągnął figurkę w stronę ojca. Sindbad podszedł trochę zmieszany i wziął stateczek. -Baa...rdzo ładny.-zająknął się lekko ale uśmiechnął do syna. -Jak się czujesz, Lyle?- nie miał jakoś odwagi popatrzeć na maga. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
27.12.2010, 02:15
Post: #56
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
- W porządku, ale nie mogę jeszcze wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Dobrze, że skończyło się tylko na tym. I dziękuję, uratowałeś mi życie. Szczerze mówiąc, zrozumiałbym, gdybyś mnie tam zostawił. W przeszłości nie układało się między nami najlepiej.
|
|||
|
27.12.2010, 02:38
Post: #57
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
-Szczerze? To nawet o tym wczoraj nie pomyślałem. Tak jakoś odruchowo wyszło. Walczyliśmy wspólnie, byłeś ranny... w sumie nawet bym nie mógł. Pomogłeś mi z mieszkańcami Velken i... i tam wtedy na statku gdy mi darowałeś życie...-oparł ciężar ciała na rannej nodze i przypomniało mu się o wysiłku, któremu przed chwilą poddał mięśnie. Przysiadł na łóżku bezwiednie ściskając stateczek i spuścił wzrok. Rico wziął drugą figurkę ptaka i podbiegł do okna udając, że ptaszek lata. - Lyle... ja... jeśli będziesz chciał się mścić, albo co... to nasza sprawa... proszę, nie rób nic Vien i Rico. To głupie, wiem, zabiłem Ci siostrę... Nie wiem, czemu jeszcze mnie nie zabiłeś... ale jeżeli mógłbyś...
Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
27.12.2010, 03:25
Post: #58
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
- Sin, ja wcale nie chcę się mścić. Chciałem... kiedyś, zresztą wiesz o tym. Ale teraz... zmieniłem się, próbowałem nawet zerwać całkowicie z przeszłością, ale to trudniejsze, niż myślałem. Nie mógłbym skrzywdzić Vien ani Rico, nie mają z tym nic wspólnego, aż tak okrutny nie jestem. No i, jakby na to nie patrzeć, sam jestem ojcem, nie wiem co bym zrobił, gdyby coś stało się bliźniakom.
|
|||
|
27.12.2010, 03:52
Post: #59
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Sin odetchnął z widoczną ulgą. Lyle uśmiechnął się pod nosem. Patrząc teraz z ukosa na pirata zdał sobie sprawę, jak tak naprawdę musiał czuć się Sin zastanawiając się przez ponad trzy lata, czy Lyle pojawi się znikąd i coś się stanie niedobrego.
-Dzięki. Trochę trudno uwierzyć w zmianę człowieka, gdy ma się przed oczami takiego Karbonado... Mam nadzieję, że naszym bliskim nic się nie stanie.-przypomniało mu się, że trzyma stateczek.-A to naprawdę dobra robota. Masz styl.-wyciągnął figurkę w stronę maga. -Zatrzymaj sobie. Czasu nie cofniemy, ale może uda się zatrzeć złe wrażenie. -Dzięki. Po wodzie raczej nie popływa, ale do samoobrony dobre.-obaj się uśmiechnęli. Rico wrócił do taty. -Tata! Głodny jestem! -Aaa... racja. Chodź, zjemy coś. A ty odpoczywaj.-wziął swojego szkraba na ręce i wyszedł z pokoju. Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"... Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;] (GG)ŁDSM&M ^^
|
|||
|
27.12.2010, 13:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2010 01:53 przez asia_41.)
Post: #60
|
|||
|
|||
|
RE: Lorindel 4: Portal
Magowi ulżyło. Już od paru dni próbował porozmawiać z Sindbadem, a pirat w dodatku go unikał.
Niedługo wykonywał polecenie Sina, zaczęło mu się najzwyczajniej w świecie nudzić. Wstał, ubrał się i wyszedł do pobliskiego parku. Na szczęście nikt go nie widział, jeszcze by go zatrzymali. Wyciągnął katanę (niby mógłby chodzić nieuzbrojony i w razie potrzeby wyczarować sobie dowolną broń, ale, jak mówił, uwielbia szczęk dobywanego miecza, którego magia mu nie da) i zaczął ćwiczyć. Ciął nieistniejącego przeciwnika szeroko z lewej i aż jęknął z bólu. Teraz to na pewno siłą by go zaciągnęli do łóżka, miał odpoczywać. No cóż, trzeba inaczej. Przeszedł parę kroków w lewo i pchnął powietrze prosto w ramię. Tak lepiej. Kilka krótkich ciosów i długie po skosie, był zadowolony z efektów. Jeden piruet i o mało nie wylądował na ziemi, zły pomysł. Chwycił katanę oburącz i ciął silnie z dołu. Zignorował ból w ramieniu (*Będę tego później żałował*), przekrzywił ostrze i ciął po skosie. Sparował kilka ciosów i pchnął. Dostał zadyszki. W kilku następnych ruchach pokonał niewidzialnego przeciwnika. Wsunął miecz do pochwy i przysiadł na ławce. Kiedy uspokoił oddech, wstał i wrócił do karczmy. *Ciekawe, czy zauważyli, że mnie nie ma?* |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości
Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc
IRC Chat



![[Obrazek: 363264.jpg]](http://imageshack.us/m/52/2556/363264.jpg)
![[Obrazek: 113678.jpg]](http://imageshack.us/m/861/7039/113678.jpg)