Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 1 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Lorindel 4: Portal
23.01.2011, 20:49
Post: #346
RE: Lorindel 4: Portal
- Ale tym razem nie mam najmniejszego zamiaru zwisać za burtą.
Po chwili przyszedł żołnierz i stanął naprzeciwko Sina.
- Idziesz ze mną, wy dwaj zostajecie.
Wyszli. Na pokładzie Sin zobaczył kapitana z dwoma oficerami stojących naprzeciwko niego i rozmawiających o czymś. Dookoła stała załoga. Pirat rozejrzał się - załoga składała się z jego przyjaciół. Z prawej mrugnął do niego Ato. Pierwszy oficer Idaho odczytał akt oskarżenia:
- Piracie Sindbadzie, ostałeś oskarżony o poważne przestępstwo, jakim jest zdrada stanu. Wyrzekasz się przynależności do kawalerskiej społeczności.
Obok oficerów Idaho i Almandyna stanęli młodsi oficerowie Duncan i Lyle, już w mundurach. Kapitan Jayden ogłosił wyrok:
- Zostajesz skazany na dożywocie u boku żony, której będziesz musiał być bezwzględnie posłuszny, która nie będzie ci pozwalala wychodzić z kumplami na piwo i, co najważniejsze, ktorą musisz bezgranicznie kochać. Czy przyjmujesz swój wyrok?

[Obrazek: 113678.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
23.01.2011, 21:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2011 21:01 przez Joa.)
Post: #347
RE: Lorindel 4: Portal
Sindbadowi niemal gały wyszły na wierzch. Popatrzył jeszcze raz po zgromadzonych. Zobaczył, że każdy stara się jeszcze zachowywać poważnie, chociaż każdemu też błyszczał już wzrok z radości. Stojący obok niego marynarz Zaren zdjął mu kajdany. Sin parsknął śmiechem.
-To nie pora na żarty! Odpowiedz gdy kapitan pyta!-krzyknął poważnie drugi oficer Almandyn.
-Tak jest, sir! Oczywiście!- Sin zasalutował przed kapitanem Jaydenem.

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
[Obrazek: 363264.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
23.01.2011, 21:11
Post: #348
RE: Lorindel 4: Portal
- Skoro tak, pora uczcić ostatnie chwile twojej wolności. Imprezę czas zacząć!
Już nikt nie starał się zachować powagi. Zgromadzeni zewsząd powyciągali alkohol, wniesiono z ładowni stoły, na których poustawiano żarcie. Za krzesła robiły skrzynie i beczki.

[Obrazek: 113678.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
23.01.2011, 23:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2011 23:38 przez Joa.)
Post: #349
RE: Lorindel 4: Portal
Właściwie, jako przykładni obywatele, grzecznie wszyscy rzucili się wpierw na jedzenie, by nie pić na puste żołądki. Ale gdy dorwali się do picia... trudno byłoby uwierzyć, że tak naprawdę był tu tylko jeden prawdziwy pirat i może kilku przykładnych na co dzień marynarzy, których poznał gdy mieszkał w Bizenie przez ostatnie trzy lata. A reszta no cóż...zwykłe szczury lądowe.

-Dun, Lyle! Dzięki! Jesteście straszni, a pomysły macie powalone, ale dzięki! Nie sądziłem, że będę miał taki wieczór kawalerski!- stwierdził Sin gdy pojawili się przed nim przyjaciele.
-Nie martw się! Nigdy więcej już nie będziesz miał!
-Pierwszy i ostatni raz!
-A potem amen! Na wieki koniec popijaw!
-I całonocnego niebycia w domu!
-I wielu innych przyjemności!
-Dun puścił do niego oko. Sin poczuł, że pod wpływem alkoholu poczerwieniał bardziej niż zamierzał.
-Nie no, nie będzie chyba tak źle?
-Uwierz, będzie!
-krzyknęli zgodnie młodsi oficerowie i stuknęli się z jeszcze-kawalerem prawie już pustymi butelkami.
-A żeby nie było nudno... PANOWIE! Czas na śpiew!-ryknął na koniec Lyle.
-Yo ho!-odkrzyknęła reszta wyciągając z kątów różne instrumenty muzyczne.
Na pierwszy ogień poszło kilka w miarę normalnych szant: o podróżach, o kobietach i tak dalej.
Ogólną wrzawę wzbudziło np. http://www.youtube.com/watch?v=f_C75NzNdxo
Po pewnym czasie jednak towarzystwo bardziej się rozbawiło i na pokładzie zrobiło się ciekawiej. W końcu poleciała szanta o czterech piwkach.
http://www.youtube.com/watch?v=NW3JJ8IiL1E

-Ej! Jay! Słyszałeś? To o toooobie było! Jakąś damę rozebra...roześmianą król przytuli wnet! Masz na oku jakąś? No przyznaj się!-Alma był już na granicy mocnego wstawienia się. Idaho parsknął śmiechem. Ale Jayden udał, że się obraził. Złapał butelkę rumu stojącą przed Almą i wypił do końca duszkiem.
-Eeeeeeeeej! To był mój rum!! OOoooddaaaaj mi móój ruuum!-Almandyn pomachał ręką ponad stołem w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą siedział Jayden. Ale króla już tam nie było. Idaho, jako najmniej upity, popatrzył ponad stół. Król kiwnął się do tyłu i teraz leżał na plecach na pokładzie śmiejąc się.
-Hahaha! Lata już nie te, nawet równowagę tracę!-dalej się śmiał podnosząc się. Wstał i wziął do ręki drugą butelkę. Usłyszeli zgrzyt zębów i popatrzyli Jay: przed siebie, Idaho w prawo. Almandyna wzrok mógł zabić. Wpatrywał się w króla.
-To mój rum!-krzyknął dziko! Niespodziewanie przeskoczył nad ławą, o dziwo nic nie strącając i ruszył biegiem za królem (który chwilę wcześniej zaczął uciekać) po pokładzie krzycząc -To mój ruuuuuuuuum! Oddaaaaj!

W tym czasie, poleciała kolejna szanta, zaintonowana przez samego, trochę podchmielonego już, pirata. A brzmiała ona mniej więcej tak: http://www.youtube.com/watch?v=nzcv5TJkJBA (w polskiej wersji: http://www.youtube.com/watch?v=XbAxlPA8KN8 )
Gdy muzyka ucichła wszyscy popadli w dość melancholijny nastrój. Na chwilę przestali w ogóle śpiewać, zaczęły się sentymentalne rozmówki.

-Sin!! Co to za smęty były! Napij się!
-Niee Dun!! Ja już nie piję! Vien mnie zabije!
-No co ty! To twój wieczór! Pij do czorta! Do jutra daleko!

Sin jęknął gdy Lyle poparł przyjaciela.
-Aaale!
-Żadnego 'ale'! A gdzie twoja piracka tradycja! Pijesz za wszystkich, wszyscy za jednego! Z iloma się napiłeś? Z pięcioma? A reszta co?!
-Dun proszę nie!
-Polej mu Lyle, niech pije z każdym!

Lyle wyciągnął zza pazuchy kolejną butelkę 'czegoś' i wlał trochę do kubka (trochę=koło połowy). Sin jęknął gdy wcisnęli mu kubek do ręki i poszli za nim w stronę Zarena i Ato. Alkohol na szczęście okazał się niezbyt mocny.

Kilkanaście minut później Lyle nie wytrzymał.
-Panowie! Koniec tych smutasów! Jedziemy dalej! Siedmiu chłopów do szanty! Raz...dwa...trzy... taaak! I jedziemy! Łej hej.. roluj go!-rozśpiewali się na role: http://www.youtube.com/watch?v=fBIUsdp4Le0

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
[Obrazek: 363264.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
23.01.2011, 23:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2011 10:56 przez asia_41.)
Post: #350
RE: Lorindel 4: Portal
Później zaintonowali "pijanego żeglarza": http://www.youtube.com/watch?v=qGyPuey-1Jw
Gdy doszli do zwrotki o kapitańskiej córce, Lyle przerwał piosenkę:
- Spacer po desce! - krzyknął. Wszyscy wystarczająco trzeźwi zebrali się dookoła (król i Alma dalej się gonili). Młodsi oficerowie wyciągnęli szable i wycelowali je w pirata. Ten posłusznie poszedł po desce. Na końcu zatrzymał się. Lyle go popchnął. Sam za to został zepchnięty przez Duna. Odwrócił się i zobaczył lecącego do wody srebrnowłosego. Spojrzał w górę - no kogo jak kogo, ale nie spodziewał się zobaczyć tam Idaho.
- Cóż za orzeźwiająca kąpiel! - krzyknął do przyjaciół Dun. Lyle w odpowiedzi trochę go podtopił.

[Obrazek: 113678.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
24.01.2011, 00:27
Post: #351
RE: Lorindel 4: Portal
Lyle puścił. Dun pojawił się nad wodą.
-Zabieraj te łapy Lyle! No ja cie kręcę, żeby własny ojciec.-Dun pokręcił z rozbawieniem głową i pogroził Idaho pięścią. Ten dalej stał przy burcie z bananem na gębie. Lyle roześmiał się. Sin podpłynął bliżej do przyjaciół.
-Ej...chłopaki..
Popatrzyli na niego pytająco. Błyskawicznie położył im ręce na głowach i wepchnął pod wodę, przytrzymując chwilę. W odpowiedzi złapali go za nogi i wciągnęli pod powierzchnię. Po chwili Dun i Lyle wyłonili się śmiejąc się. Kilka sekund później Sin też pojawił się nad wodą.
-Aleście zabawni!-wypluł wodę uśmiechając się.
-Podobało się?
-NIE!!
-krzyknął Sin gdy zobaczył ich miny i zdał sobie sprawę co zaraz zrobią. Ale nie zdążył uciec. Złapali go za ramiona i znowu znalazł się pod wodą.
-Kto ostatni przy statku, ten płynie za nim!-krzyknął Dun dalej podtapiając pirata i jednocześnie z Lylem popłynęli na wyścigi w stronę drabinki. Sin ruszył dopiero po chwili.
-Ostatni! Gonisz statek!
-W życiu!
-fuknął z udawaną złością pirat. Dun podał mu rękę i pomógł podciągnąć się na drabinkę. Lyle był już prawie na górze.

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
[Obrazek: 363264.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
24.01.2011, 00:45
Post: #352
RE: Lorindel 4: Portal
Lyle wszedł na pokład. Jay schował się za nim.
- Psst, nie ma mnie tu, jasne?
Przybiegł Alma.
- Lyle! Wiesz, że cię lubię? Złap mi tego złodzieja rumu, jest mi winny flaszkę!
- A jak ja ci dam flaszke -
wyciągnął piękną, pełną, nieotwieraną butelczynę z leżącego obok zwoju liny. - Pogodzicie się?
- Tak, tylko daj mi ją!
- Proszę bardzo.
- Kocham cię! -
Almandyn rzucił się magowi na szyję. Po chwili puścił go i odszedł ze swoją butelką.

[Obrazek: 113678.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
24.01.2011, 01:18
Post: #353
RE: Lorindel 4: Portal
Dun i Sin wyleźli na pokład. Jayden poklepał Lyle'a po ramieniu.
-Dzięki 'zięć'. Z Almą to istne utrapienie zawsze!-uśmiechnął się i odszedł na paluszkach w drugą stronę. Czas mijał. Mężczyźni jeszcze popili i po trochu zaczęli się wyłamywać.
Następnego dnia rano, Almandyn obudził się w zwoju lin. Bolał go kark. Zdał sobie sprawę, że szyje ma wygiętą do tyłu pod jakimś dziwnym kątem. Podniósł rozbolałą głowę. Na brzuchu leżała mu zakorkowana jakaś inna butelka rumu, a jego prawe ręki Jayden używał jako poduszki. Na pokładzie panowała cisza. Jęknął więc gdy Ato przeszedł obok. Mimo że szedł niemal na palcach, dla skacowanego Almandyna brzmiało to jak co najmniej koński galop. Przepraszam, powiedział bezgłośnie były książę i poszedł dalej. Alma ułożył sobie lepiej głowę, chcąc jeszcze podrzemać, gdy w tej niezmąconej ciszy wszyscy usłyszeli dziki wrzask.
-AAAAAAAA! ZA GODZINĘ MAM ŚLUB? GDZIE MY JESTEŚMY!?!?
To Sin wypadł na pokład z kajuty kapitańskiej, w której sobie kimnął i zobaczył, że w pobliżu nie ma portu. Właściwie byli na środku morza...

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
[Obrazek: 363264.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
24.01.2011, 01:42
Post: #354
RE: Lorindel 4: Portal
- Rany, nie panikuj - wymamrotał Lyle, który jakimś dziwnym sposobem obudził się wtulony w Duncana. Ten drugi próbował wyplądać rękę ze zwoju lin. Gdzieś w oddali zobaczył Idaho, który spał, leżąc od pasa w górę na desce z rękami zwisającymi po obu stronach i teraz leżał w niezmienionej pozycji.
Mag wstał i podszedł do Sina.
- Tam, widzisz ląd? Tam bierzesz ślub, dopłyniemy góra za pół godziny. Nie martw się, wszystko z Dunem zaplanowaliśmy.

[Obrazek: 113678.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
24.01.2011, 14:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2011 14:41 przez Joa.)
Post: #355
RE: Lorindel 4: Portal
-Yokata!-Sinowi ulżyło gdy popatrzył we wskazaną przez Lyle'a stronę i zobaczył ląd.-Jeśli kiedyś nie zejdę na zawał lub z przepicia przez was, to zobaczycie, coś wam zrobię!
-Taa, a my się przestraszymy małego piracika.
-Lyle się wyszczerzył.
-Idź ty się lepiej przyszykuj.-Dun pojawił się niespodziewanie obok i popchnął Sina w stronę kajuty.
Reszta też się zaczęła zbierać. Obudził się Jayden i aż się zdziwił gdy zobaczył, że śpi na ręce drzemiącego Almy. Wstał i poszukał wzrokiem Idaho, który dalej spał. Zaczął więc budzić mamroczącego przez sen, coś o rumie i bocianach, Almandyna.
Po pół godzinie, rzeczywiście wylądowali w porcie w nadmorskiej wiosce leżącej najbliżej granicy z Nurnen. Wzięli przygotowane konie i podjechali za miasto.
-No jesteście! Ile można czekać?-Lapis stała na brzegu nerwowo stukając obcasem.-Ty!-pokazała palcem na Sina, tak że ten aż drgnął-Wio na górę! Ale już!-Sin znikł za głazami i poszedł na górę do świątyni.-Wy też! Ruszać się, na co czekacie?! Ato ty poczekaj. No już!-mężczyźni ruszyli przed siebie. Chwilę później Lyle i Dun zatrzymali się.
-Raaaany! Mamy tam wleźć?!
Usłyszeli za sobą jęk Almandyna. Jayden i Idaho parsknęli na to śmiechem. Przed nimi znajdowała się skalna wysepka, na szczycie której stała nadmorska świątynia. Tylko, że żeby znaleźć się na górze, trzeba było pokonać multum schodów. (oglądaliście Mama Mia? Tak, takie coś xD). Dostrzegli Sina, który był już w połowie drogi i ruszyli w górę.
Gdy byli już na górze, wspinaczkę rozpoczęły dziewczyny.
Na samym końcu tej upiornej męczarni odbył się wreszcie upragniony ślub. Dun, jako świadek, trzymał dodatkowo na barana Rico. Po dwóch 'tak' i długim pocałunku małżeństwo zostało zawarte.

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
[Obrazek: 363264.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
24.01.2011, 15:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2011 17:43 przez asia_41.)
Post: #356
RE: Lorindel 4: Portal
- Zanim zejdziemy na dół po tych upiornych schodach, chciałbym wznieść toast! - Lyle machnął różdżką i w dłoni każdego pojawił się kielich. Jayden, Almandyn i Idaho wyciągnęli butelki szampana. Dzieci trzymały metalowe kubki i dostały od Duncana oranżadę.
- Nie, ja nie mogę, wezmę oranżadę. - powiedziała Min, kiedy Idaho chciał jej nalać szampana. Duncan podszedł do niej chwilę później.
- Coś się stało? Źle się czujesz?
- Nie, w porządku, tylko... -
wyszeptała mu coś na ucho.
- Jesteś pewna? To cudownie! - pocałował żonę i wrócił do nalewania.
- Ej, Dun, coś ty taki szczęśliwy?
Srebrnowłosy odpowiedział Lyle'owi w ten sam sposób, co Min jemu.

- Wszyscy już mają? Państwo młodzi już się nie mogą doczekać miesiąca miodowego, dlatego nie zajmę wam dużo czasu. Przede wszystkim cieszę się, że mam tak wspaniałych przyjaciół jak wy. Sin, może później Shira zabije mnie za to, co powiem, ale takiej żony można ci tylko zazdrościć. Jest piękna, urocza, mądra i stanowcza. Mógłbym tak długo, ale obiecałem się streszczać. Ale ostrzegam cię stary, nigdy, przenigdy nie próbuj się jej sprzeciwiać. Kiedy ja odważyłem się jej nie posłuchać, związała mnie i ogłuszyła. No i Vien, moja droga, co mogę powiedzieć o twoim mężu? Dobry z niego kumpel. Męża ci zazdrościć nie mogę, ale powiem ci: pilnuj go, żeby ci go jakaś inna nie porwała. Życzę wam wszystkiego najlepszego. Sto lat!
Wszyscy wznieśli podobne okrzyki.
- A skoro już tu stoję - wszyscy się uciszyli, ciekawi co mag ma jeszcze do powiedzenia - Nie wiem, kiedy Duncan chciał się pochwalić, ale chyba nie będzie miał mi za złe, jeśli teraz wam to powiem: Minae spodziewa się dziecka. Gratuluję przyszłym rodzicom i dziadkowi, który właśnie o mało nie zszedł na zawał

[Obrazek: 113678.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
24.01.2011, 17:19
Post: #357
RE: Lorindel 4: Portal
Towarzystwo podzieliło się na przynajmniej dwie grupki. Część po kolei składała jeszcze życzenia Sinowi i Vien, a druga część gratulowała Dunowi i Minae. Alma i Jay, śmiejąc się, musieli posadzić Idaho na pobliskim krześle bo ten był w takim szoku, że aż się o niego przestraszyli. Żona Idaho wyglądała za to na bardzo szczęśliwą. Uściskała Minae i syna.
W końcu gdy wszyscy wszystkim pogratulowali, goście zaczęli schodzić na dół. Vien skorzystała z okazji i podeszła do maga metalu.
-Lyle...-odwrócił się do niej, a wtedy wspięła się na palce i zarzuciła mu ręce na szyję. Lyle i tak musiał się troszkę schylić.
-No co tam, mała?-poczuł raptem, że Vien chlipie.-Heej! No nie rozklejaj mi się tu!
-Dziękuję, Lyle! Jesteś kochany! Od kiedy przyjechałeś na Nieznane Ziemie... zawsze wiedziałam, że nie pożałuję tej znajomości. Dziękuję!
-pocałowała go w policzek.
-No już, już... bo się rozkleję jeszcze.-uścisnął ją. Vien go w końcu puściła i otarła ukradkiem łzy by nikt inny prócz maga nie widział.
-Nie rycz! Sin mnie zabije!-uśmiechnął się i potargał jej lekko włosy.
-To ze szczęścia!-uśmiechnęła się.
Chwilę później pojawił się Sin.
-To co? Spadamy? Porywam cie!-zawołał uradowany, złapał Vien na ręce i zaczął z nią schodzić po schodach. Resztka gości pomaszerowała za nimi.
Na dole para młoda weszła do łódki, która przygotowali wcześniej Lapis i Ato. Tak nowożeńsko przybranej w kwiaty i wstążki. Rico został z Opal, Rubin i Malakonem, którzy obiecali że zajmą się nim przez miesiąc z ogromną przyjemnością. Kilku mężczyzn zepchnęło łódź i pomachało odpływającym nowożeńcom.
-Na którą wyspę płyniemy?
-Na tamtą oczywiście.
-Sin z uśmiechem na twarzy wskazał najbardziej skalistą wysepkę. Vien wyglądała na zdziwioną, ale nic nie powiedziała. Dopłynęli po jakiś dwóch godzinach.
Sin przymocował łódkę do drewnianego pomostu. Vien przyglądała się niezbyt przyjaznym skałom.
-Będziemy tam wchodzić?
-Oczywiście, że nie! A przynajmniej nie teraz. Chodź!
-znowu ją złapał na ręce i poszedł w stronę wielkiego krzaka, za którym znajdowała się ścieżka. Przeszli wyspę na przełaj (nie była zbyt duża). W końcu im oczom ukazała się letnia rezydencja. Domek był ni to mały ni duży, akurat w sam raz. Byli trochę nad nim, więc widać było też cały krajobraz. Wyspa tworzyła coś na wzór prawie, że zamkniętego piaszczystymi cypelkami, koła. W środku znajdowała się zatoczka z przezroczystą wodą. Sin zszedł niżej i przeniósł Vien przez próg.
-Chodź zobacz jaki jest widok z sypialni!
Nie musiał tego powtarzać, Vien pobiegła do pokoju. Taras zamocowany był na palach, które znikały w podchodzącej prawie pod same drzwi, wodzie w zatoczce. Do pokoju wpadały ciepłe promienie słońca.
-Skąd... jak... co to za miejsce?
-To Księżycowa Wyspa. Letnia rezydencja króla Bizeny. Król był tak miły i pozwolił nam ją wykorzystać. Mamy miesiąc tylko dla siebie!
-I nikt tu się raptem nie pojawi?
-Nikt. Na pewno!

Sindbad podszedł do Vien, pocałował ją namiętnie w usta i zaczął rozwiązywać wstążki z sukni. Oddała pocałunek jednocześnie rozpinając mu koszulę. Chwilę później cała ich dotychczasowa garderoba leżała porozrzucana po pokoju, a oni wylądowali na łożu zapominając o całym świecie.

Z czasem epoka przemija - spadająca gwiazda opada bezszelestnie
Zamknij oczy i wytęż słuch, może usłyszysz "do widzenia"...

Joa broni, Joa radzi, Joa nigdy was nie zdradzi! ;]
(GG)ŁDSM&M ^^
[Obrazek: 363264.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt | dev.mmorpg | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS